Nieprzebaczalny grzech

Jednym najważniejszych celów istnienia tej witryny jest wykazywanie, iż to, że „Bóg jest miłością” jest prawdą, i chociaż  ta miłość w ujęciu religii polega na strachu i hipokryzji, z prawdziwym Bogiem nie ma to nic wspólnego.

Skoro Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo, również coś z relacji międzyludzkich musi odzwierciedlać coś z relacji między Nim – Ojcem – a nami – Jego dziećmi.

wesola rodzinka 2

Większość ludzi raczej zgodzi się, jak powinien zachowywać się rodzic doskonały. Opiekuńczy, zapewniający całej rodzinie poczucie bezpieczeństwa, konkretny lecz opanowany, z poczuciem humoru, przede wszystkim jednak – kochający.

Większość zapewne zgodzi się z tym, że jesteśmy Bożymi dziećmi, i że Ojciec nasz jest ojcem doskonałym, pytanie tylko – zabrzmieć to może dziwnie – w jakim wieku dziećmi dla Niego jesteśmy?

Już tłumaczę, co mam na myśli. Jeżeli kategorycznie zabronimy coś dzieciom, a one i tak złamią nasz zakaz, to sposób, w jaki na to zareagujemy, zależy głównie od ich wieku. Reakcje mogą być krańcowo odmienne – kiedy niemowlę zrobi coś pomimo tego, że mówimy „Nie”, naszą reakcją może być przykładowo śmiech. W późniejszych latach kary mogą obejmować dodatkowe obowiązki, zakaz wyjścia z rówieśnikami, a w drastycznych przypadkach może być to i wyrzucenie z domu. Rozumiemy to doskonale, że z domu nie wyrzucimy pięciolatka choćby nie wiem jak się zachowywał, lecz 20 lat później, kiedy dziecko będzie regularnie pod wpływem alkoholu lub narkotyków demolować nasz dom, prędzej rozważymy takie wyjście.

Innymi słowy – w umyśle zdrowego człowieka nie istnieje taki czyn, którego dopuściło by się niemowlę lub kilkulatek, którego nie należałoby natychmiast wybaczyć.

Czy nie czulibyśmy się dobrze wiedząc że podobnie myśli o nas Bóg?

Czy Bóg patrzy na nas jako na małe, bezbronne, niewiele wiedzące słodkie kilkulatki, czy jak na 40-letnich bezrobotnych, nadużywających alkoholu i do tego regularnie bijących swoich rodziców?

Tyle mówi się o nieskończonej, niepojętej miłości Bożej, czy istnieją jej granice? Czy jesteśmy w stanie zrobić coś takiego, że Bóg powie „dość” i przestanie nas kochać albo odwróci się nie dając nam już żadnej szansy?

Otóż według religii, w Biblii jest kilka fragmentów wskazujących na to, że tak jest w istocie. Najpopularniejsze z nich dotyczą tak zwanego „nieprzebaczalnego grzechu”. Znaleźć je można we wszystkich ewangeliach synoptycznych.

Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone.  Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego.  (Marka 3:28-29)

Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone.  jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym. (Mateusza 12:31-32)

Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone.  (Łukasza 12:10)

„Kto by jednak zbluźnił przeciwko Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia” – przyznam, że przez sporą część mojego życia ten tekst mnie bardzo niepokoił. Z jednej strony – czy oby już nie popełniłem takiego grzechu? Z drugiej – jak nieprzejednany i okrutny może być Bóg, jeśli za jeden czyn może od człowieka się odwrócić? Jakże mogę myśleć o Bogu jako o dobrym ojcu?

Jeżeli też masz podobne obawy, ten artykuł jest dla ciebie.

Wyżej wymienione fragmenty ewangeliczne nie należą do najłatwiejszych i najbardziej jasnych, o czym można przekonać się porównując różne tłumaczenia.

Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego.  (Biblia Tysiąclecia)
Kto by jednak zbluźnił przeciwko Duchowi Świętemu, nie dostąpi odpuszczenia na wieki, ale będzie winien grzechu wiekuistego. (Biblia Warszawska)
Ale kto bluźni przeciwko Duchowi Świętemu, nie ma odpuszczenia na wieki, ale winien jest sądu wiecznego.  (Biblia Gdańska)
Kto by jednak zbluźnił przeciwko Duchowi Świętemu, nie otrzyma nigdy odpuszczenia, ale zawsze będzie winien grzechu. (Biblia Poznańska)
Któryzaśkolwiek zbluźniłby przeciwko Duchowi Świętemu, nie ma przebaczenia/wyzwolenia na wiek ale winny jest wiecznego sądu (Ewangeliczny Przekład Interlinearny Biblii)
Ale ktokolwiek powiedziałby zło odnośnie Ducha Świętego nie ma przebaczenia na ten wiek, ale jest w niebezpieczeństwie sądu trwającego wiek. (tłumaczenie z angielskiego przekładu dosłownego Younga)

To jak z tym przebaczeniem, nie otrzyma go nigdy, na wiek, czy na wieki?

I czym się w tym fragmencie grozi – sądem wiecznym? Grzechem wiekuistym? Czy po prostu grzechem? I co to w ogóle jest „sąd wieczny”, o którym mówi Biblia Gdańska? Sąd trwający wieki? Czyżby sądownictwo niebiańskie było tak opieszałe jak polskie?

No i co to jest bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu? Gdzie jest definicja tego?

Otóż mamy szczęście – Biblia zawiera definicję tego bluźnierstwa! Co prawda w tylko jednym miejscu, ale zawiera!

Mówili bowiem: Ma ducha nieczystego. (Marka 3:30)

To wszystko? Tak, to wszystko.

Koncepcja nieprzebaczalnego bluźnierstwa występuje w całej Biblii tylko raz – choć powtórzona jest we wszystkich ewangeliach synoptycznych, jest to bez wątpienia nieco inaczej ujęta jedna i ta sama wypowiedź Jezusa – tutaj jednak sprawa ma się jeszcze prościej – wyjaśnienie, czym jest bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu znajdujemy jeden, jedyny raz.

O co chodzi w Mk 3:30? Spójrzmy kilka wersetów wcześniej:

Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy. (Mk 3:22)

I ten tekst – „Ma Belzebuba” – został przez Jezusa nazwany „grzechem przeciwko Duchowi Świętemu”.

Ponieważ zatem koncepcja ta nie występuje nigdzie indziej w Biblii, wysnuwam tezę, iż tekst ten nie ma absolutnie żadnego zastosowania praktycznego do nas, i jego studiowanie ma tylko historyczny aspekt poznawczy – czyli wiemy, co się stało i po co, ale przestroga, którą wyrzekł Jezus, odnosiła się tylko do tamtych czasów, tylko dla uczonych w Piśmie zarzucających Jezusowi bycie opętanym przez ducha nieczystego.

Z jednej strony zatem mogę spać spokojnie – nie jestem uczonym w Piśmie zarzucającym Jezusowi wyrzucanie demonów przez moc demoniczną. Tylko im Bóg nigdy jakiegoś grzechu nie wybaczy, nie mnie, nie moim bliskim.

Tak się jednak składa, że to wyjaśnienie jeszcze mnie nie zadowala, bowiem kłóci się z obrazem Boga, którego  znam. Zatwardziałych to znam tylko ludzi, a i to wiem, że nie będą zatwardziali na wieczność.
Moja percepcja Boga jednak oczywiście jest subiektywna i dowodem na nic nie jest, także zajrzyjmy do Biblii.

Istnieje bardzo zdrowa zasada interpretacji Biblii – „teksty trudne wyjaśniamy tekstami łatwymi”. Jeżeli jakiś temat poruszany jest w Biblii wielokrotnie i niektóre fragmenty tłumaczą je w sposób pozostawiający niewiele wątpliwości, przyjmujemy je za prawdziwe, a pozostałe dopasowujemy do tych pierwszych.

Albo… przyznajemy się do niewiedzy.

Najstarszy znaleziony, spisany tekst w języku polskim ma około 800 lat, i wygląda dokładnie tak:

najstarszy polski tekst
Day ut ia pobrusa a ti poziwai

Pisze i czyta sie go dzisiaj w nieco łatwiejszy sposób – „Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj.” – czy jednak wiemy, co on oznacza?

No właśnie, nie jesteśmy pewni.

Zwłaszcza ostatnie słowo jest problematyczne i wybitny eksperci nie są pewni. Czy „poczywaj” znaczy „odpoczywaj” czy „podziwiaj”? Nikt nie wie na 100%.

Jeżeli eksperci nie są pewni co do zdania napisanego 800 lat temu, nie sądzisz, że Nowy Testament, napisany ok. 2000 lat temu, może również budzić momentami wątpliwości?

Fakt – w przypadku Biblii mamy bardzo dużo tekstów porównawczych, tysiące rękopisów, mamy też bardzo podobną grekę klasyczną i jej liczne dzieła, także generalnie wielkich problemów z Nowym Testamentem nie ma, jednak istnieją niektóre wyrazy lub wyrażenia bardzo rzadko spotykane. Wtedy najlepsi językoznawcy mogą jedynie rozłożyć ręce.

Istnieje też sporo pojęć mocno zakorzenionych w powszechnej kulturze i tak powszechnie znanych, że… nikt już ich nie definiuje. Gdyby za 1000 lat jakiś badacz trafił na archhiwum gazet z 2016 roku bardzo możliwe, że nigdzie nie znalazłby definicji słowa „komputer”.

Oba te problemy – że wyraz jest bardzo rzadko używany lub że jest zbyt powszechnie znany i nie definiowany – są często nie do obejścia dla tłumaczy języków starożytnych. Omawiany fragment o bluźnierstwie przeciwko Duchowi Świętemu jest niestety problematyczny z obu tych powodów.

Jeśli poczytamy rozważania – tudzież dywagacje – teologów na temat grzechu nieprzebaczalnego (a czytałem ich kilkadziesiąt) zauważymy, że z połowa objętości ich tekstów poświęcona jest dwóm słowom – aion i aionios.

Oba z nich użyte są w naszych wersetach.

Kto by jednak zbluźnił przeciwko Duchowi Świętemu, nie dostąpi odpuszczenia na wieki (aion), ale będzie winien grzechu wiekuistego (aionios). (Biblia Warszawska)

Przeczytajmy jeszcze raz powyższe tłumaczenia Mk 3:29. Występują między nimi dość znaczne różnice! Niektóre tłumaczenia coś pomijają z oryginalnego tekstu, jak gdyby ich tłumacze nie mieli pojęcia, jak coś przetłumaczyć Biblia Tysiąclecia nie tłumaczy słowa „aion” ale wstawia słowo „nigdy” (którego nie ma w tekście oryginalnym), natomiast Biblia Poznańska omija słowo „aionios”.

Co tak naprawdę oznacza „aion” i „aionios”?

Niestety, nigdzie nie ma w Biblii definicji tego słowa – było zatem na tyle powszechnie znane, że czytelnicy nie potrzebowali definicji. Jednocześnie nie jest jednak aż tak często w Biblii używane, byśmy mogli bez żadnych wątpliwości znaleźć ich polski odpowiednik pasujący w 100% przypadków.

„Aion” (Nr 165 w indeksie Stronga) oznacza „wiek”, „okres czasu”, „era”. W Biblii używany jest najczęściej na 3 sposoby:

1 – mówiąc „ten wiek” w sensie życie teraz – touto to aioni – (np. Mt 12:32, Łk 20:34, Rz 12:2)
2 – w określeniu „na wiek/wieki” – eis tous aiona(s) (np. Łk 1:55, J 6:58, Rz 11:36)
3 – w wyrażeniu najczęściej tłumaczonym jako „koniec świata” – synteleia tou aionos

Istnieje jeszcze przymiotnik „aionios”, i bierze on znaczenie od rzeczownika „aion”.

Język grecki jest dość skomplikowany, gramatyka używa wielu form, końcówek i wariacji, a mnóstwo wyrazów ma bardzo znaczeń, czasem krańcowo odmiennych tematycznie. Większość odmian tradycyjnej teologii, zarówno katolickiej jak i protestanckiej, uważa że choć sam „aion” na ogół oznacza jakiś konkretny okres czasu, „aionios” oznacza „wieczny”, podobnie jak w języku polskim mamy wyrażenie „na wieki”.

Teologia liberalna i uniwersalistyczna zakłada, że skoro „aion” oznacza „określony okres czasu”, nie może tak być, aby „aionios” oznaczał „wieczny”, a jedynie „odnoszący się do jakiegoś okresu czasu”. Mówią – skoro „aion” jest skończony, również „aionios” powinien być skończony.
Wszystkie artykuły jednak z zakresu teologii liberalnej, które czytałem, są… po angielsku. I to może wszystko tłumaczyć! Dla Polaka nie stanowi najmniejszego problemu fakt, iż mimo iż „wiek” oznacza określony na ogół okres czasu, „wieczny” oznacza nieskończony. Tak jest też w wielu innych językach. Tylko nie w angielskim 🙂 Osoba anglojęzyczna powie „to niemożliwe, żeby – skoro aion oznacza jakiś okres czasu – aionios oznaczał wieczny”! A ja na to – możliwe, i tak właśnie jest w języku polskim!

Fragment Mk 3:29 tłumaczony słowo po słowie brzmi „nie ma przebaczenia na WIEK” – jednak różni się to wyrażenie od miejsc, gdzie bez wątpienia chodzi o „ten wiek”; tam używany jest zaimek wskazujący „touto” – „ten”- tu zaś tylko przedimek określony.Wydaje mi się, że pewna część teologów nie wierząca w istnienie piekła poprzez zmianę słowa „wieczny” na „trwający wiek” chce, aby nasz fragment należało tłumaczyć „Kto popełnił bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu, nie ma przebaczenia w tym wieku” (ale ma w tamtym)”, ale takie tłumaczenie jest niepoprawne – po pierwsze – brak zaimka „touto”, po drugie – w Mt 12:32 jest powiedziane „ani w tym wieku, ani w przyszłym” – i wtedy jest użyty „touto”, czyli chodzi o „obecny wiek”… ale zaraz potem jest dopowiedzenie „ani w przyszłym”.

Wygląda na to, że „w tym wieku” bez zamika „touto” jest odpowiednikiem wyrażenia „ani w tym wieku, ani w przyszłym”, czyli… nigdy.

Chyba że… ma nadejść więcej wieków, niż jeden? Czyli że grzech nie będzie wybaczony ani na tym świecie, ani w przyszłym, ale w trzecim – tak? Spotkałem się i z takimi poglądami,ale to czyste dywagacje. Niektórzy utrzymują że „ten wiek” to był czas Izraela, „przyszły” – to era kościoła, a po tej erze nastąpi wieczność. Ponieważ jednak nigdzie w Biblii nie znajdziemy nie opisu „trzeciego wieku”, musimy również uznać, że są to dywagacje.

Konkludując, wygląda na to, że Jezus mówiąc „ani w tym wieku, ani w przyszłym” ma na myśli „ani teraz, ani nigdy”. Głowy za prawdziwość tego twierdzenia uciąć jednak bym sobie nie dał (mniej istotnych części ciała swego – też nie). Jeżeli kiedykolwiek znajdę lub odkryję jakiekolwiek rozwiązanie tego problemu, obiecuję przeredagować ten tekst! Nie sądzę jednak, że to kiedyś nastąpi. Myślę, że problemy językowe są tu na tyle wielkie, iż nie można jednoznacznie stwierdzić, co każde słowo znaczy.

Pomyślmy jednak nad taką sytuacją:

W pewnym kraju mnóstwo ludzi zalegało z podatkami. Po pewnym czasie kraj ten zaangażował się w niewielki konflikt zbrojny z sąsiadem.
Król ogłosił – jeżeli ktoś pójdzie na ochotnika jako żołnierz walczyć za kraj, jego dług podatkowy zostanie anulowany.
Jeżeli jednak ktoś nie zechce pójść do wojska, jego dług darowany nigdy nie będzie!
Co oznaczają te słowa króla?
Czy oznaczają, że unikający wojska dłużnicy będą torturowani?
Wydaleni z kraju?
Zamordowani?
Nie. Oznaczają tylko tyle, że swoje długi podatkowe wciąż będą musieli spłacić.
Kiedy po jakimś czasie zdobędą skądś pieniądze i w końcu dług spłacą, ich status nie będzie się róźnił od tych, którzy poszli na wojnę. Dług wobec „Fiskusa” i jednych, i drugich, będzie wynosił tyle samo – zero.

Wyraz „anulować dług” to dokładnie to samo wyrażenie, które we fragmencie o bluźnierstwie przeciwko Duchowi Świętemu tłumaczone jest jako „przebaczyć„. Chrześcijanie jednak usilnie chcą we fragmentach o bluźnierstwie przeciwko Duchowi Świętemu widzieć zapowiedź… wiecznych mąk grzeszników.

Nie sądzicie, że gdyby chodziło o coś takiego istotnego (w końcu ważą się losy naszej… nie tylko przyszłości, ale WIECZNOŚCI!), temat ten omówiony byłby gdzieś szerzej?

A jest on tylko raz… i to w ewangeliach.

Dlaczego „tylko”?

To, co to teraz napiszę, może wydać się herezją. Prawdopodobnie gdybym sam ileś tam lat temu to przeczytał uznałbym za herezję. Proszę jednak – pomyśl nad tym przez chwilę. Jeżeli to herezja, nic ci zaszkodzi, przecież wiesz, dlaczego wierzysz w to, co wierzysz, prawda?

Biblia podzielona jest na dwie części. Stary i Nowy Testament.

Większość chrześcijan widzi je jako zupełnie inne nowe światy, zupełnie inne epoki.

Czy jednak ten podział jest słuszny?

Spójrzmy na następujące dwa wersety:

Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem (Gal 4:6)

Lecz On [Jezus] odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela.  (Mt 15:24)

Pierwszy werset mówi nam, że Jezus został zrodzony „pod Prawem”. Znaczy to, że Jezus podlegał Prawu Mojżeszowemu, wraz z jego wszystkim 613 przykazaniami, i że Prawu temu podlegali wszyscy Żydzi (czyli wszyscy Jego apostołowie, uczniowie, rodzina itd.). A ten mały „szczegół” sprawia, że nasza sytuacja krańcowo jest odmienna od nich. My pod Prawem Mojżesza nie jesteśmy, Jezus jest końcem tego Prawa (Rz 10:4).

Drugi fragment, z Ewangelii Mateusza, mówi nam coś o czym mało kto wie i mało kto rozumie – otóż misja Jezusa nie była skierowana od początku w ogóle do nas! Mało tego, nie była nawet skierowana do wszystkich Żydów, ale jedynie do tych z domu Izraela (istniał jeszcze dom Judy)!

Jezus przyszedł i od początku zaczął głosić „nawróćcie się, przybliżyło się Królestwo Niebieskie” (Mt 3:2, Mk 1:15 itd.), ale czy ta wiadomość jest dzisiaj aktualna dla mnie? Co to znaczy „przybliżyło”? Czasownik eggizo, „przybliżyć”jest używany tylko do bardzo wielkiej bliskości lub niemal obecności; czy Jezus mógł mówić Izraelowi, że coś jest bliskie, jeśli miał na myśli tysiące lat? Toż wg Biblii cała historia ludzkości ma tylko kilka tysięcy lat!

Mógłbym podać wiele dowodów językowych na to, że te słowa Jezusa do nas się nie odnoszą, odnosiły się tylko i wyłącznie do Żydów w tym czasie, zawierały ofertę konkretnego Królestwa, tutaj, na ziemi, obiecanego przez proroków.

Królestwo to Żydzi jednak odrzucili.

Jakkolwiek by się wydawało to dziwne, Jezus nigdy nie oferował niczego poganom – nie-Żydom – NAM. Mało tego. Przez około 5 lat po Jego śmierci i zmartwychwstaniu dalej nikt tego nie robił. Zmiana nastąpiła dopiero wtedy, kiedy szczególne, ostateczne objawienie dostał apostoł Paweł.

Paweł potwierdził wielokrotnie, iż przesłanie, które dostał, nie zostało nigdy wcześniej przekazane światu

(…) zgodnie z Ewangelią i moim głoszeniem Jezusa Chrystusa, zgodnie z objawioną tajemnicą, dla dawnych wieków ukrytą, (Rz 16:25 b)

 

Mnie, zgoła najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska: ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa i wydobyć na światło, czym jest wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu, Stwórcy wszechrzeczy.   (Ef 3:8-9)

Co takiego zostało przekazane Pawłowi? Jaka jest ta tajemnica?
Paweł nigdy nie głosił „nawróćcie się, przybliżyło się Królestwo Niebieskie”. Nie wzywał do pokuty. Nie nawoływał do chrztu.

(…) [Bóg] nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi. (Ef 1:9-10)

Tajemnica objawiona Pawłowi polega na tym, iż Bóg od początku historii planował zjednoczyć wszystkich ludzi – nie tylko naród wybrany, nie tylko Żydów, a nawet – o, zgrozo – nie tylko tych, którzy przed śmiercią zdążyli odmówić „modlitwę grzesznika”.

Wszystkich.

I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni (1 Kor 15:22)

aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca. (Flp 2:10-11)

Czyż to nie wspaniałe? Nie ma sensu dzisiaj dzielić świata na tych, co już są „w Chrystusie” i na tych, którzy nie są – gdyż wcześniej czy później wszyscy w Nim będą! Zauważmy, że jeśli od decyzji podjętych w czasie ziemskiego życia zależeć miałaby wieczność człowieka, Biblia musiałaby być pełna ostrzeżeń i napomnień, abyśmy spieszyli do wszystkich znanym nam ludzi – rodziny, przyjaciół, zwłaszcza tych umierających, aby broń Boże nie odeszli z tego świata bez wypowiedzenia „Jezus, ufam Tobie”.

W Biblii jednak nie znajdziemy ani jednego takiego ostrzeżenia. Za to zalecenie „nie bój się” występuje w niej około setki razy.

Fragment o bluźnierstwie przeciwko Duchowi Świętemu może nie być dla nas zupełnie jasny, tak jak wiele innych fragmentów. Jednak przesłanie Bożej miłości nie pomijającej żadnego człowieka jest jasna, i możemy ją znaleźć niemal na każdej karcie Biblii.

Religia przez wieki nauczyła się perfekcyjnie wypaczać przesłanie Bożej miłości. Gdyby Kościołom udało się zapewnić swoich wyznawców, że naprawdę Boga nie należy się obawiać, znaczna większość ludzi przestałaby natychmiast uczęszczać na nabożeństwa, bo dzisiaj robią to tylko ze strachu przed piekłem… wiele denominacji by natychmiast upadło… źródło dochodu dla rzeszy kleru przestałoby istnieć… dlatego starają się utrzymywać swoje owieczki w strachu, często nazywanego „Dobrą Nowiną”.

A prawdziwie dobra nowina brzmi – dzięki Chrystusowi problem grzechu między tobą i Bogiem po prostu nie istnieje.

Dzisiaj Bóg patrzy na ciebie tak, jak dobry, kochający rodzic patrzy na swoje malutkie dziecko. Nie ma takiego grzechu, który popełnisz, który u Niego poskutkowałby choćby zmarszczeniem brwi, nie mówiąc o jakimś wiecznym odrzuceniu!

mama dziecko

A grzechów ich oraz ich nieprawości więcej już wspominać nie będę. (Hebrajczyków 10:17)

Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10:22; Mk 13:13)

great_idea

Każdy miewa w swoim życiu tak zwane momenty olśnienia. Czasami jest to religijne nawrócenie, czasami zrozumienie jakiejś ponadczasowej prawdy filozoficznej lub chociażby rachunku różniczkowego i całkowego (mówię „chociażby”, jakbym sam go rozumiał, a prawdą to… jest.. nie do końca…).

Jednym z moich takich momentów był ten, gdy zrozumiałem, co dokładnie znaczą słowa Jezusa o „wytrwaniu do końca”.

Są to dość popularne słowa, dyskutują o nich często teologowie i nie tylko. Rozmowy te toczą się na ogół w kontekście zbawienia, czyli – jak rozumie je niemal całe chrześcijaństwo – uniknięcia kary piekielnej i rozkoszowanie się wiecznością w Raju.

Większość chrześcijan zgadza sie co do faktu, że kiedy ktoś zostaje chrześcijanem – uwierzy w Jezusa, ewentualnie da się ochrzcić – jest zbawiony. Co jednak dalej? Jeżeli pod pojęciem „zbawienia” rozumiemy pozytywnie rozpatrzony wyrok dotyczący naszego losu po śmierci (bo są i inne sposoby jego rozumienia), istnieją trzy podstawowe opcje:

  1. Zbawienie jest nieutracalne – choćby nie wiem co taki chrześcijanin robił, i tak po śmierci będzie zbawiony
  2. Zbawienie jest uwarunkowane wiarą – jeśli chrześcijanin przestanie wierzyć, nie będzie już zbawiony.
  3. Zbawienie jest uwarunkowane uczynkami (lub wiarą i uczynkami) – jeśli ktoś będzie świadomie trwał w grzechu, zbawienie również utraci.

Argumentem ku punktowi 3, a często i punktowi 2, są właśnie omawiane słowa Jezusa – kto wytrwa do końca, będzie zbawiony.

Zobaczmy, jak to wygląda w Biblii.

Wyrażenie to występuje w niej trzykrotnie, dwa razy w Ewangelii Mateusza, i raz w Ewangelii Marka. Zacytuję:

 Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. (Mt 10:22)

Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. (Mt 24:13)

I będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mojego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. (Mk 13:13)

Sprawdziłem w Grece – oszczędzę szczegółów – we wszystkich trzech miejscach są użyte identyczne słowa, także teoria zmowy tłumaczy odpada – wszystkie te miejsca mówią naprawdę to samo.

Przeanalizowałem też użycie w Biblii pozostałych występująych tu wyrazów, i też niczego niezywkłego nie odkryłem. „Wytrwać” ma podobne znaczenie do języka polskiego. Czasem tłumaczone jest jako „znosić”, „wytrzymać”, a są to niemal synonimy. Jedyne dodatkowe informacje możemy zatem otrzymać studiując kontekst.

We wszystkich wymienionych trzech miejscach w Ewangeliach, kontekst jest bardzo podobny. Spójrzmy do pierwszego z nich, z 10 rozdziału Ewangelii Mateusza. Na początku tego rozdziału Jezus przywołuje do siebie 12 apostołów, daje im moc do uzdrawiania i usuwania złych duchów i poleca iść wyłącznie do miast zamieszkałych przez Izraelczyków.

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. (…) Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela.(Mt 10:1.5-6)

Wydawałoby się, iż misja to bardzo ekscytująca, wszak apostołowie otrzymują ponadnaturalne zdolności! Niestety, jest jeden problem.

Prześladowania.

Począwszy od wersetu 14, Jezus zapowiada: odrzucenie, niesłuszne oskarżenia i procesy sądowe, bicie, a nawet śmierć. I między jednym a drugim ostrzeżeniem Jezus mówi: „kto wytrwa do końca, będzie zbawiony„. Zaraz potem dodaje „Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego” (w. 23a). Gdzież można tu się dopatrywać życia wiecznego? Czy Jezus mówi uczniom „kto się da zabić zbyt wcześnie, pójdzie do nieba, ale komu się uda uciec do innego miasta, pójdzie do nieba”?? W tym kontekście tylko takie tłumaczenie może być spójnie logiczne, jeżeli ktoś się chce upierać, że zbawienie ma cokolwiek wspólnego z życiem wiecznym.

Czego zatem dotyczyć może ratunek/zbawienie, o którym mówi Jezus? Otóż na początku roku 70 armia Tytusa dokonała oblężenia Jerozolimy, by po siedmiu miesiącach morderczego oblężenia miasto te zdobyć, zrównać z ziemią, niszcząc między innymi Świątynię, i mordując ogromną ilość mieszkańców (według różnych relacji ich liczba wynosiła od kilkudziesięciu tysięcy do ponad miliona). Wielu historyków, opierając się na relacjach Józefa Flawiusza, wierzą, że podczas tej masakry wśród ofiar nie było chrześcijan, gdyż wzięli oni sobie mocno do serca przestrogi Jezusa.

Pierwszy raz słyszysz takie wyjaśnienie? Wydaje się nieprawdopodobne? Myślę, że zmienisz zdanie, gdy porównasz 10. rozdział Mateusza z 21. rozdziałem Łukasza.

Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. (…) Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić(…) Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. (Mt 10:17-22)

 

Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. (13) Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. (14) Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. (15) Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. (16) A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. (17) I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. (18) Ale włos z głowy wam nie zginie. (19) Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie. (20) Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. (21) Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci po wsiach, niech do niego nie wchodzą! (Łk 21:12-21)

Jest zbyt wiele podobieństw, aby uznać je za przypadkowe. Bez wątpienia Jezus mówi o tych samych wydarzeniach. W Łk 21:20nn mówi o oblężeniu Jerozolimy i zaleca słuchaczom ucieczkę, zapewniając, iż będzie ona udana.

Francesco-Hayez-siege-jerusalem

Tak, Jezus w Mt 10 i Łk 21 mówi o zniszczeniu Jerozolimy.

Tak, „zbawienie”, o którym mówi, odnosi się do wyratowania z oblężonego miasta.

Nie tylko nie odnosi się zupełnie do losu człowieka po śmierci – cały ten tekst w ogóle nie odnosi się do nas! Nie ma tu mowy o „końcu świata”, choć fragmenty z tych rozdziałów są z lubością cytowane w eschatologicznych książkach. Nie grozi nam najazd armii rzymskiej!

Zwrot ten jednak doskonale pasuje do tego, o co chodzi religii – o zniewolenie ludzi strachem – i dzięki powtarzaniu go od stuleci w kontekście naszego losu po śmierci, wciąż jest bezkrytycznie przyjmowany przez większość chrześcijan jako skierowany do nas.

Bynajmniej nie wyśmiewam i nie potępiam nikogo – sam wierzyłem przez wiele lat, iż fragmenty te mówią o końcu świata, i „zbawienie” odnosi się od nas. A wystarczyło otworzyć Biblię i udać, że nigdy się nie widziało tego tekstu na oczy – spokojnie przeczytać kontekst, 1-2 rozdziały przed nim… Ponieważ jednak niemal wszyscy, których znałem, wierzyli tak samo, przez wiele lat nie przyszło mi niczego kwestionować.

 

Jeśli blisko 100% twoich znajomych i członków rodziny posiada identyczne przekonania religijne, wystąpienie przed szereg naraża cię na odrzucenie. Nikt nie chce być wytykany palcem, nikt nie chce żyć samotnie. W Polsce i tak nie jest tak źle – w wielu krajach porzucenie „religii ojców” grozi więzieniem, a nawet śmiercią. Tutaj śmierć nie grozi, niemniej ostracyzm niczym przyjemnym też nie jest. Sam, przy pierwszej zapowiedzi zmianych denominacji, do której od urodzenia należałem, usłyszałem od matki, że mogę się od razu pakować i wyprowadzać z domu.

I właśnie lęk przed utratą przyjaciół lub rodziny niejako wyłącza nam myślenie.

W ostatnich latach jednak pluralizm światopoglądowy jest w wielu środowiskach czymś coraz bardziej powszechnym, więc być może zaniedługo o wiele łatwiej będzie ludziom próbować myśleć szmodzielnie.

Tobie jednak nikt nie przeszkadza zacząć dzisiaj! Nie musisz wierzyć swojemu Kościołowi tylko dlatego, że on sam się określa autorytetem. Nie musisz też wierzyć temu artykułowi, choć jest po mistrzowsku uargumentowany i napisany (żart!). Otwórz Biblię, wyobraź sobie, że nigdy jej wcześniej nie czytałeś. i…

…czytaj.

W rezultacie być może wyrzucą cię z kościoła, i być może ktoś przestanie się do ciebie odzywać. Dla wielu ludzi ich przekonania religijne to coś, z czego są bardzo dumni, i będą walczyć, jeśli ktoś będzie chcial im je odebrać. Nie poddawaj się jednak! Nie można być prawdziwie szczęśliwym żyjąc w narzuconym przez innych kieracie światopoglądowym!

(ostatnia edycja – 21 maja 2020)

Biblical terms we thought we knew (3/5) – Salvation

If we were able to write down and count every word spoken at a Christian church during one Sunday, I’m pretty sure in most cases the absolute top words would be „salvation” and „save

floppy.

Most Christians think it is also one of the most common words in the Bible. Wrong. Not even close. The 5 most common words (except for prepositions, pronouns, conjunctions etc.) are: Lord (about 7400 times), God (4300), man (2700), Israel (2500) and people (2300). Several hundred positions down are save (241) and salvation (171).

Could this be a hint indicating that the Bible does not necessarily focus on what Christianity likes to focus today?

Regardless number count in the Bible, the subject of salvation is probably the most commonly spoken about in Christendom.

„Once you believe, you’re saved.”

„There is no salvation apart from Jesus.”

„All people in the world are either saved or not saved.”

Salvation is by faith.”

„How can people get saved?”

Now if we ask Christians what it means to be saved, close to 100% of them will say it’s about going to heaven rather than hell after death. Does the Bible say that, too?

Let’s look.

Salvation in the Old Testament

These are the first 5 occurrences of the Hebrew word „Yeshua” (sounds familiar?) in the Old Testament.

I look for your deliverance, LORD (Genesis 49:18)

Moses answered the people, “Do not be afraid. Stand firm and you will see the deliverance the Lord will bring you today. The Egyptians you see today you will never see again. (Exodus 14:13)

The Lord is my strength and my defense he has become my salvation.(Exodus 15:2 a)

Jeshurun grew fat and kicked; filled with food, they became heavy and sleek. They abandoned the God who made them and rejected the Rock their Savior. (Deuteronomy 32:15 a)

Then Hannah prayed and said: „My heart rejoices in the LORD; in the LORD my horn is lifted high. My mouth boasts over my enemies, for I delight in your deliverance.(1 Samuel 2:1)

We can see that New International Version prefers the word „deliverance” rather than „salvation” (which we find in almost all older translations), and we may discover soon why they did this. For now let’s have a closer look at the verses.

The first one, from Genesis 49:18, it’s a kind of interlude spoken by Jacob in his last moments as he blesses his children and prophesies about the future of the tribes. We actually can’t tell for sure what kind of deliverance Jacob was talking about there. Probably from enemies like other nations, tribes.

jacob-dying

The next two verses are only a page away from each other and we have no doubts what they are about – Egypt is oppressing Israel and salvation or deliverance means getting free from it.

In the fourth verse, from Deuteronomy, the discussed word is a part of the title given to God and is pretty general.

In 2 Samuel, Hannah praised the Lord for giving her a son after a long period of barrenness. The salvation she is talking about is then her restored fertility.

These are just 5 first examples of the term „salvation” in the Old Testament but I did check many more. The phrase salvation (literally „saving”) cannot be bound to a single meaning; it has a wide range of meanings, similar to English. A doctor can save someone’s life. I can save someone’s problem by fixing their mistake. Signing a peace treaty can save millions of people from distress or death that follow a war.

There is not one verse in the Old Testament that suggests salvation has anything to do with afterlife, but it shouldn’t be surprising as only New Testament talks about it. Let’s look there then. We’ll be looking at the first 5 occurrences of the word „sozo” – save.

Salvation in the New Testament

She will give birth to a son, and you are to give him the name Jesus, because he will save his people from their sins. (Matthew 1:21)

The disciples went and woke him, saying, „Lord, save us! We’re going to drown!” (Matthew 8:25)

She said to herself, „If I only touch his cloak, I will be healed.” (Matthew 9:21)

(the same word is used in the following Matthew 9:22, so I’ll skip it)

You will be hated by everyone because of me, but the one who stands firm to the end will be saved. (Matthew 10:22)

 

But when he saw the wind, he was afraid and, beginning to sink, cried out, „Lord, save me! (Matthew 14:30)

„Save” and „salvation” are very popular words in the New Testament, so there should be no surprise that the first 5 occurrences are in one book! Regardless, the context the word is used in is very different in almost all of the 5 cases.

In the beginning I suggested the Hebrew word „Yeshuah” should sound familiar… You may have heard it from a messianic Jew  as this is how they often call Jesus. His Hebrew name would actually be „Yahushua” and means „Yahweh saves”, and this explains the word „because” from Matthew 1:21 (by the way, it would be nice if translators found a way to let us know about it).

jezus

The verse says that Jesus is going to save people from their sins – but what exactly does that mean? People will sin no more? There will be no punishment for sins? Nothing will be considered as sin? The verse and its immediate context don’t conclude that. Let’s look at the place sin is mentioned the first time in the Bible:

but you must not eat from the tree of the knowledge of good and evil, for when you eat from it you will certainly die (Genesis 2:17)

The idea that the sin is punished with death is repeated through the whole Bible, and is summarized by Paul in Romans (famous „wages of sin is death” – 6:23″). What kind of death is it about? Lots of Christians see eternal condemnation in hell – but you won’t find one verse that says that. It’s not a physical death, either – Adam did not physically die when he ate the forbidden fruit. Adam got separated from God – and this is the kind of death that explains both Genesis and Romans, and this is I believe what Jesus saves people from.

The second and fifth verse talk about saving from drowning. When we see a drowning person screaming, „Save me”, I don’t think anyone would start telling that person how one can go to heaven when they die. Clearly – the context says nothing about afterlife.

In Matthew 9:21 the context is very clear – „sozo” means heal, and „heal” is the word most of current translations use. No afterlife, either.

Now, let’s stop for a moment longer with 10:22.

Who stands firm to the end will be saved” is a Biblical phrase which is pretty popular among theologians, mostly in context of the question whether a saved person can lose their salvation or not. There is a doctrine called „OSAS” – once saved, always saved – and Matthew 10:22 is one of the key arguments against it. You need to stand firm in your faith/deeds (depending on theological option), or you will go to hell.

Let’s read the context of Matthew 10, what is Jesus talking about?

Chapter 10 starts with giving the 12 apostles powers of healing and driving out demons, then Jesus tells to preach the message of the Kingdom of Heaven.

apostles

Beginning with verse 16, Jesus starts warning the apostles about persecutions they can meet – flogging, imprisonment, even death – this all can happen to them for proclaiming the Gospel. Let’s look at the verse with its immediate context:

Brother will betray brother to death, and a father his child; children will rebel against their parents and have them put to death.  You will be hated by everyone because of me, but the one who stands firm to the end will be saved. When you are persecuted in one place, flee to another. Truly I tell you, you will not finish going through the towns of Israel before the Son of Man comes (Matthew 10:21-23)

Is this paragraph giving you any hint Jesus speaks about afterlife?

I know, this is what’s preached in the very most churches and what the very most Christians believe. But who cares about majority? Just because billions of flies enjoy licking feces, does it mean that we should do it as well? Truth counts, not what others believe or do.

Before we understand any part of the Bible, we have to abandon our previous beliefs and notice exactly what the text says, reading it as if we never read it before. Otherwise, we won’t be reading the Bible. We’ll be reading our beliefs into the Bible. And that is the main reason for the existence of so many Christians denominations.

The most common way to understand Matthew 10:22 is „who stands firm in their deeds/belief system till they die will be saved from eternal punishment in hell” but note, such words are not there. Note the context! No one is asking, „Lord, what will happen when we die? Shall we fry when we die? Is there a way out from the eternal suffering after we die?” Jesus is sending the apostles for a mission, here, on earth; He is talking about persecutions, here, on earth.

It should be clear by now that the words „save” or „saving/salvation” do not have one specific meaning, as in Greek, as in English. If I say to you, „Save me!” it may mean lots of things, depending on situation – lending money, feeding me, clothing, talking to someone about my situation, giving me a ride – I can go on and on. To tell what „saving” means, we always need to see the context!

And the context applies to a very specific time, place and people. In Matthew 10 it’s quite simple: the time – first half of first century; place – Near East (we could be a more specific, but it is in the Near East for sure); people – Jews. Neither applies to us.

One of the interpreting rules of the Bible (and not only the Bible) is that we do not read more than the text says. The largest part of the Bible is the stories – and while from them we can always draw conclusions and lessons for us, we can’t apply all words directly to us. Matthew 10:22 is exactly the case. Jesus was talking about fleeing death and persecution, not hellish fire!

Many theologians (like J.W. McGarvey, Albert Barnes, F.F. Bruce, D.A. Carson or Theodor Zahn) believe Jesus is talking about the First Jewish-Roman war, with its culminating point – destruction of Jerusalem in AD 70.

Francesco-Hayez-siege-jerusalem

I can’t find a better explanation. There are many hints in Matthew 10 – and other parallel passages like – Matthew 23-25, Luke 17) indicating beyond doubts that all the warnings and threats Jesus told indeed regarded situations that were supposed to happen within some years – not millenniums – from then. Let’s read this verse:

Truly I tell you, all this will come on this generation. (Matthew 23:36)

Christian theologians show an amazing amount of imagination by trying to explain to us how „this generation” can still apply today. They say it can mean Israel as nation… people in general… Look then at Matthew 16:38:

Truly I tell you, some who are standing here will not taste death before they see the Son of Man coming in his kingdom (Matthew 16:38)

Could it be said any clearer? I don’ think so. And if you read whole chapters 10, 16 ans 23, you will see they all contain very similar warnings to the followers of Jesus and woes to enemies of the Gospel.

The conclusion is simple – in Matthew 10:22 the word „saved” again has nothing to do with something that will happen after we die. It is about being rescued from what is going to happen in about 40 years.

Please, take some time to look up the word „save” in Concordance or on a website like „Biblehub.com” or „Biblegateway.com”. Look in the whole Bible and find one – just one – reference – where beyond doubts it means salvation from suffering after death. Just one!

You won’t.

What then does the term „save” mean?

There isn’t just 1 answer. There are many. In the Old Testament, salvation usually meant a physical rescue from an enemy, In Gospels – saving from the deadly siege of Jerusalem, in some of the Epistles – restoring a love relationship between people and God. In the whole Bible, „save” and „salvation” lots of times refer to healing from a sickness.

siege_of_jerusalem_by_supafly

If you were taught to believe the common Christian theology, it will definitely take some time until you stop seeing „salvation” as saving from hellfire. It took me years.But it’s definitely worth it. The Bible should make much more sense then.

If I were to name the most helpful thing that ever happened to me, I would say – it was when I realized that the Bible was much more focused on its direct listeners, not us.

Have you ever seen the acronym „BIBLE  = Basic Instructions Before Leaving earth?” It does mention earth… but in the sense of leaving it. Most of Christians like to see afterlife as the „real” world and life on earth as a prelude, introduction, something we should not focus on. The main focus is, as the acronym points out, what it’s going to be when we leave earth. Shall we be saved or not? Salvation – that’s what it’s all about.

The numbers I gave in the beginning – about the most common words in the Bible in comparison to the words „save” and „salvation” bear an important message. Even if salvation was about afterlife, we can’t see much focus the Bible gives to it. History and narration make 60% of the Bible – all about this life! End times prophecy is only about 2%, and there is a growing number of theologians who believe this number is actually close to zero.

Let’s face the facts! The Bible has instructions how to live on earth and make this life meaningful, hardly mentioning the obvious fact we need to leave one day. One more time – no one in the entire Bible worries about afterlife!

Most of Christians do not have a problem calling „irrelevant to us” the passage that tells us to stone to death for adultery (Leviticus 20:10) but they are quick to call me „misled” when I say that the mission of Jesus was directed only to Israel even though Jesus Himself said it (Matthew 15:24).

I do believe the Bible is absolutely trustworthy but the very, very most of it is not directed to us and only after a thorough exegesis and interpretation we can formulate lessons for our lives. Do you agree that the commandments of stoning for adultery is not directed at us? Good! The same with the warnings Jesus gave about upcoming destruction! The same about the 7 letters to Churches at the beginning of Revelation! The same about threats from Hebrews (which will be analyzed in the next chapter)!

Today millions of devoted Christians have problems falling asleep, thinking, „Am I saved?”. Please, sit down for one minute and carefully note this simple fact – no one in the Bible asks this question. No one worries. And many verses indicate today no one can answer, „No” to this question anyway. Jesus is called the Savior of the world (1 John 4:14)!

(last modified – 2016-02-15)

Biblical terms we thought we knew (2/5) – Soul

Everybody knows what “soul” is, right? The common definition says, “the spiritual or immaterial part of a human being or animal, regarded as immortal”. Christians delete the animal thing and – that’s it!

soul3

Or maybe that’s not it?

Let’s see what the Old and New Testament say about soul and how different translations deal with the issue.

The word “soul” in the Bible can be easily researched (good news!) as there is only one Hebrew and one Greek word which translate for it. The Hebrew one is “nephesh” – and it appears about 750 times in the Old Testament; while the Greek “psyche” can be found about 100 times in the New Testament.

The problem is that various editions of the Bible translate it in different ways. Actually it is hard to find 2 Bibles that would translate these words everywhere the same way. Why is it so?

This is a million dollars question. I will try to answer it, and I’ll try to do it without reaching to theology. Just from lingual and logical point of view. The theological point of view is too complicated to be considered here as there are countless ideas and human imagination has no boundaries. I believe, though, we don’t really need to reach to theology to prove my point.

Years ago I really enjoyed taking part in never ending theologian discussions about the nature of soul and… nobody ever really convinced anyone else. One of the most common subjects was whether human soul is immortal. Most Christians believe it is, but a growing number believe that unsaved souls will be eventually killed (annihilated) or that they die together with body and then get resurrected and are given immortality.

My goal here, however, is not to answer what happens to people after they die. It is solely to research what the term „soul” means in the Bible. What I want to prove is that even though it’s a very common biblical term it is not understood correctly by the entire mainstream theology. First of all, it’s not even translated well in vast majority of Bible translations.

Let’s start with comparing the definition I already quoted – „spiritual or immaterial part of a human being or animal, regarded as immortal” – with the Bible.

If the word “soul” means an immortal part of human being – what will we say to this verse?

The soul that sinneth, it shall die (Ezekiel 18:4, KJV)

Well… how is that possible? An immortal soul can die? According to the verse, it can.

Let’s a look at a more modern translation now:

The one who sins is the one who will die (Ezekiel 18:4, NIV)

Oh, now it looks better, doesn’t it? The problem is that NIV doesn’t really translate this verse. NIV interprets it. Literally – word by word – Ezekiel 18:4 ends with „the soul – that sins – it will die”. NIV does translaste used here „nephesh” as „soul” in other places, here they choose to use the word „the one”.

Would the word “soul” ruin the NIV translators’ theology so bad that they decided to delete it from this passage?

Some theologians try to convince us that nephesh/psyche can mean different things in the same way many other words in Hebrew and Greek languages have a lot of meanings. English has lots of ambiguous words, too. I remember when I started learning English I was amazed at how many pages were dedicated to the word „get” in my dictionary. The Oxford English Dictionary gives 289 meanings of „get” but today I know this result is actually far from best – there are also 464 definitions of „set”, 396 of „run” and 368 or „go” and somehow we still are able to communicate using these words without any problems. The rule is multiple meanings usually concern common, simple words and must always be made clear by context. And if the Bible doesn’t really define nepehesh/soul, there must be no doubt about what these words meant.

There is a Bible verse we could almost think of as the definition. Look here:

Then the LORD God formed a man from the dust of the ground and breathed into his nostrils the breath of life, and the man became a living being. (Genesis 2:7, NIV)

Oh, where’s the word “soul”? I forgot the creators of NIV don’t really like that word. Let’s look at good’ol King James Version:

And the LORD God formed man of the dust of the ground, and breathed into his nostrils the breath of life; and man became a living soul. (Genesus 2:7, KJV)

Yes, the Hebrew word here is “nephesh”. And even though it’s in the very beginning of the Bible, it’s not the first occurrence of it. “Nephesh” is also used 4 times in Genesis 1, in verses 20, 21, 24 and 30 and . NIV translates the word as “creature” in the first three times and “breath” in the last one, and – surprisingly – KJV does almost the same thing, only putting “life” instead of “breath”.

Please pay attention – the very fact that the word „nephesh” in Genesis 1 regards animals denies at least one common belief – that only humans have a soul. I am not saying by no means that humans are no different than animals. I am saying that whatever the word „soul” means, concerns both people and animals.

Let’s make a little experiment and see how we would react to see these verses if the word “nephesh” would consistently be translated as “soul”:

And God said, ‘Let the water teem with living souls, and let birds fly above the earth across the vault of the sky.”  So God created the great souls of the sea and every living thing with which the water teems and that moves about in it, according to their kinds, and every winged bird according to its kind. And God saw that it was good.  God blessed them and said, ‘Be fruitful and increase in number and fill the water in the seas, and let the birds increase on the earth.’  And there was evening, and there was morning—the fifth day.

And God said, ‘Let the land produce living souls according to their kinds: the livestock, the creatures that move along the ground, and the wild animals, each according to its kind.’ And it was so. And to all the beasts of the earth and all the birds in the sky and all the creatures that move along the ground—everything that has the living soul in it—I give every green plant for food.’ And it was so. (parts of Genesis 1:20-30)

 

Does it look weird? Of course, it says that animals have souls! Everyone knows that only people have souls, right?!

soul2

Everyone? But did everyone read it in the Bible? Where does the Bible say that?

Show me. I can’t see.

Oh, is this getting uncomfortable to you? Great!

I remember myself about 20 years ago, when I was reading a book by Jehovah’s Witnesses quoting Ecclesiastes 3:19 saying that animals and people die in the same way, implying that neither people have any special „souls” or that they are immortal. I was thinking bad things about the authors putting it like this, and it took me many years to realize that all they actually did was quoting the Bible; it was just in conflict with my belief that was already set – I simply believed that people have souls and animals don’t, even though there is no Bible verse saying that.

The problem with most of people is that after we have an opinion for a really long time – then, when we see a different one, we mark it as wrong without any thinking at all.

Imagine if I told you you’re supposed to wear gloves on your feet, not hands.

That’s ridiculous – you’d say – and you wouldn’t even bother to waste a second thinking if I might be right. Your intuition – or let’s call it common sense – would tell you that you know well how to wear stuff.

The really good question is – is this intuition of yours infallible?

Nope. What it „knows” is based on your experiences and your interpretation of them. I think the most important reason we argue is that people tend to confuse intuition with facts. If you were raised in a religious family and most of your friends are religious, and if they all believe almost the same things, your intuition tells you, „It’s the only truth in the world. Let’s don’t waste time for thinking about it.”

Please, do „waste” some time and think!

I encourage you to take concordance and find the word „nephesh” in the Bible – maybe not all 754 occurrences – but let’s say 50 – to see how inconsistently it’s translated in today’s translations. You can find a list of all occurrences of „nephesh” here: http://predi.us/pewnosc-zbawienia/filez/nephesh.pdf . No matter what vast majority of Christianity says, soul does not mean an immortal part of a person!

But what does it mean then?

Before we answer, let’s also have a look at the New Testament „soul.”

Psyche ψυχή – is the word that translates „nephesh” in Septuagint (translation of Old Testament into Greek from the 3rd century BC) and also is the only word that English Bibles translate as „soul„. It occurs over 100 times throughout the whole New Testament. Let’s see how New American Standard Bible translates it:

soul, souls (47 times)
life, lives (43 times)
persons (3 times)
heart (1 time)

We have a very similar situation to the Old Testament – terrible inconsistency! English readers usually understand the word „soul” as the ghostly part of us, which after death leaves the body and flies somewhere (to God, or for judgement, or to heaven/hell), while „life” is something that ends when we die. One definition aims for afterlife, the other – only for the earthly one. How can the same word mean two completely different things?

Let’s look at this verse:

Whoever finds their life will lose it, and whoever loses their life for my sake will find it. (Matthew 10:39, NIV)

Here „psyche” got translated into „life„. Now tell me, what would happen if we put the word „soul” here? „Losing soul” could mean nothing other than either going to hell or total death… in either case we would not suspect Jesus to want it to happen to us. Actually, I checked all popular translations, and I couldn’t find one which would translate „psyche” here as „soul„.

Now let’s look at another verse. More translations use the word „soul” here, but some use ‘life’.

What good is it for someone to gain the whole world, yet forfeit their soul? (Mark 8:36)

Take a moment to think how the meaning of this verse changes depending on whether psyche is translated as „soul” or as „life„.

The first meaning is ascetic – don’t try to gain wealth because when you lose your soul (in hell?) it won’t make you happy.

The second way of translation would keep the focus in this world – what would money help you when you die?

The same idea can be found in Luke 12 where we have a story about a rich man whose harvest was so great one year that he couldn’t fit his barns. He was planning on a happy and lazy future for himself until God showed up and told him, using the beautiful ancient English language, „You fool! This very night your soul is required of you; and now who will own what you have prepared?”.

Actually we don’t know which language God used – New Testament is written in Greek, Jesus spoke Aramaic, and the rich man could actually speak neither one of these languages – but if what we have is Greek, it has to suffice. Greek says „psyche„. English used to say „soul” (KJV) which made you worry about your eternity, but now it says „life” (NIV) which makes you way less worried as it only concerns life on earth.

Don’t you see a repeating pattern here?
Older translations say „soul„, newer ones say „life„.
I checked how many times the words „soul” and „life” appear in both KJV and NIV. Here’s the result:

KJV – soul: 55, life: 172
NIV – soul: 23, life: 229

So from about 100 uses of „psyche” King James Version translates it as „soul” in about 50% cases, while New International Version only about 25% cases. Clearly translators learned over years that Bible spends definitely less time on „the other world” than previously expected.

And I believe it makes great summary of the main subject of this article.

The Bible obviously does speak about what happens after we die. But not too often. In most of Old Testament it’s almost nonexistent. The New Testament is much better, but it doesn’t seem that verses referring to afterlife would make even 1%.

I know! It’s very hard to believe in the beginning. The vast majority of Christians who often go to church, or at least often read the Bible, believe this life only focuses on working for heaven or hell, and that this is what the Bible mostly talk about.

Religion takes God’s warnings to Israel about coming military problems, and – just because it uses the word „judgement” a lot, it applies them to us as a threat and warning from the judgement that will happen after we die… even though there isn’t a single verse describing someone’s worrying about that.

Religion takes multiple warnings from Jesus and apostles about the terrible war that will strike Jews, and… in the same way, we are told that we should worry.

Religion teaches us that Jesus came to this world to give people a chance to avoid hell… even if again there isn’t a single verse about that.  Instead, what I do find in the Bible is this:

I have come that they may have life, and have it to the full. (John 10:10 b)

Religion will add „eternal life” here but…  religion is just good at adding stuff. Jesus shows lots of times how important this life is. He heals, He feeds, He teaches how to live this life the best way that is possible.

Let me say one more time – just because I conclude „soul” means „life” or „person” in the Bible, and thus it turns out the Bible emphasizes this life much more than the other, it doesn’t mean I reject actual eternal life! The Bible is still clear we all will raise from the dead and physical death is more the beginning, rather than the end. In Philippians 1:23nn Paul doesn’t have any doubts that dying means being with the Lord, and that is far better than this life.I also believe that most of „near death experiences” are real glimpses at the spiritual world, so – shortly speaking – no, I do not claim people have no soul.

soul1
I only claim that „soul” in the Bible has nothing to do with the soul we usually mean.
I still use the word „soul” when I discuss things about afterlife with people and I don’t think there is anything wrong with it, as long as we remember what that term really means when we read the Bible. There, we should rather look for the word „spirit” (greek „pneuma”), as this word actually referring to „person minus body”. Look here:

Watch and pray so that you will not fall into temptation. The spirit is willing, but the flesh is weak.” (Matthew 26:41)

And when Jesus had cried out again in a loud voice, he gave up his spirit. (Matthew 27:50)

May your whole spirit, soul and body be kept blameless at the coming of our Lord Jesus Christ. (1 Thessalonians 5:23).

There’s only a few references to this meaning of „spirit” in the New Testament though, most of the times it speaks about Holy Spirit or evil spirits. Again, this shows how little the Bible talks about afterlife.

Should it upset us? On the contrary! First of all, if authors of the Bible don’t spend much answering the question what will happen to us after we die, they clearly also do not worry about it. Neither should we worry then. This fact alone should improve the quality of our lives tremendously!

Please, try reading all the verses, especially in the New Testament, where you see „soul”, this time remembering it has nothing to do with heaven or hell. You will learn lots of new things. The Bible will start to make a lot of more sense. And I am pretty sure you will often feel like you’ve never seen these verses before!
jesus_hugging

Z bojaźnią i drżeniem (Filipian 2:12)

fear2
Czy znasz fragmenty Biblii, przy czytaniu których czujesz strach?

Ja miałem ich bardzo wiele. I wiele z nich wywoływało u mnie negatywne emocje tyle razy, że nawet gdy zrozumiałem, iż je źle rozumiałem i w ogóle mi niczym nie groziły, jeszcze przez lata czułem czasami lęk gdy je widziałem.

Jednym z takich fragmentów jest wers z drugiego rodziału Listu do Filipian:

A przeto, umiłowani moi, skoro zawsze byliście posłuszni, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem nie tylko w mojej obecności, lecz jeszcze bardziej teraz, gdy mnie nie ma. (Flp 2:12)

Z bojaźnią i drżeniem… jak nam się kojarzy taki zwrot?

Przechodzisz przez podziemny tunel w niebezpiecznej dzielnicy miasta i słyszysz za sobą kroki?

Zdajesz poprawkowy egzamin, od którego zaliczenia uzależnione jest twoje pozostanie na uczelni?

Masz rozmowę kwalifikacyjną po półrocznym okresie bezrobocia?

Podchodzi do ciebie dentysta z długą metalową szpilą, mówiąc „to może boleć”?

„Bojaźń i drżenie” kojarzy się ze strachem, i to nie byle jakim. A ponieważ zwrot ten występuje w sąsiedztwie słowa „zbawienie”, religia tłumaczy to mniej więcej tak:

„Dołóżcie wszelkich starań by się nieustatnnie upewniać, czy jesteście zbawieni, i bądźcie przepełnieni strachem, aby przypadkiem nie skończyć w piekle, wiecznie płonąc w męczarniach”.

Po wielu latach studiowania Biblii przyszedł jednak dzień, kiedy zakwestionowałem fakt, iż Apostoł Paweł komukolwiek groził odnośnie tego, co się z nim stanie po śmierci. Pozostało jednak pytanie – no dobrze, ale jak należy za tem rozumieć ten fragment Listu do Filipian?

Zwrot „z bojaźnią i drżeniem” jest charakterystyczny dla języka apostoła Pawł. Występuje on w niezmienionej postaci trzykrotnie, i raz – w lekko zmodyfikowanej.

3 jego wystąpienia – poza Listem do Filipian – mają miejsce w Listach do Koryntian i Efezjan:

Serce zaś jego jeszcze bardziej lgnie ku wam, gdy wspomina wasze posłuszeństwo i to, jak przyjęliście go z bojaźnią i drżeniem. (2 Kor 7:15)

Niewolnicy, ze czcią i bojaźnią (z bojaźnią i ze drżeniem – Biblia Warszawska) w prostocie serca bądźcie posłuszni waszym doczesnym panom, jak Chrystusowi (Ef 6:5)

Natomiast w Pierwszym Liście do Koryntian Paweł zwrot ten nieznacznie modyfikuje, używając jednak tych samych rdzeniów wyrazowych:

I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. (1 Kor 2:3)

Czy widzimy w którymkolwiek przypadku uzasadnienie dla wniosku, iż Paweł rzeczywiście pisze o sytuacjach mających cokolwiek wspólnego ze strachem?

Ostatni fragment, w którym omawiane wyrażenie występuje, opisuje sytuację, gdy Paweł przyjechał do Koryntian, aby głosić im świadectwo Boże. Gdzie tu miejsce na strach?

W 2 Liście do Koryntian Paweł natomiast przypomina, gdy musiał ich zganić za ich postępowanie. Uczynił to również listem (najprawdopodobniej chodzi o Pierwszy List do Koryntian), i jakiś czas po jego otrzymaniu u Koryntian gościł współpracownik Pawła, Tytus. Paweł pisze, iż Tytus doznał u Koryntian pocieszenia, i że takiego samego pocieszenia doznał również Paweł, gdy Tytus go odwiedził i doniósł mu o zachowaniu Koryntian.

Paweł pisze, iż – gdy Tytus przybył do Koryntian – ci przyjęli go „z bojaźnią i drżeniem”. Czy Tytus w jakikolwiek sposób zagrażał Koryntianom? Nie. Gdyby go (lub Pawła) nie chcieli słuchać, mogli go prostu nie przyjąć. Kontekst tych słów to radość, dziękczynienie, zachęta. Gdzie tu miejsce na lęk?

Następny fragment – z Listu do Efezjan – jest, podobnie jak fragment z Listu do Filipian, nakazem. Jaki jest sens polecenia, by Efezjanie ze strachem byli posłuszni swoim właścicielom? Oczywiście, wielu niewolników miało powody się bać swoich właścicieli, ale czy istniałby jakikolwiek sens im ten strach zalecać lub nakazywać?

slaves

Tłumaczenie wyrażenia „bojaźń i drżenie”, kojarzące się z autentycznym lękiem, jest w tych wszystkich fragmentach nielogiczne! Ale od kiedy zresztą religia się przejmuje logiką..?

No i… co jednak wyrażenie to oznacza?

„Bojaźń” – greckie „fobos” – to słowo, od którego pochodzi termin „fobia”. Występuje w Biblii około 50 razy i bardzo często bez wątpienia odnosi się do autentycznego strachu:

Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu (fobos) krzyknęli. (Mt 14:26)

W wielu miejscach jednak o strachu mowy być nie może, jak choćby w tym wersecie, który opisuje reakcję kobiet po ujrzeniu zmartwychwstałego Jezusa:

Pośpiesznie więc oddaliły się od grobu, z bojaźnią (fobos) i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom. (Mt 28:8)

O ile strachem mogły zareagować w pierwszej chwili po ujrzeniu Jezusa, to na pewno nie było go w nich, gdy biegły opowiedzieć o tym uczniom – czy strach może występować jednocześnie z radością?

Owa „bojaźń”, „fobos” jest często w Nowym Testamencie zalecana lub nakazywana (oprócz wspomnianych fragmentów z Listów do Filipian i Efezjan zobacz również 2 Kor 5:11, Rz 13:7, 1 P 1:17) – czy jest jakikolwiek sens nakazywać komuś strach, skoro w Biblii ogromną ilość razy znajdujemy zalecenie „nie lękajcie się”?

Jak jednak pogodzimy to z faktem, iż są miejsca, w których „fobos” niewątpliwie oznacza strach, i że wiele wersetów go potępia, przykładowo ten – gdzie rdzeń „fobos” występuje aż 4 razy?

W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości. (1 J 4:18)

Jeżeli jedno pojęcie jest raz ganione, a raz zalecane (i to przez tych samych autorów), wniosek może być tylko jeden – to samo słowo ma dwa (albo i więcej) odmienne znaczenia, i trzeba ich znaczenie rozpoznawać w kontekście. „Fobos” może zatem oznaczać strach, ale – jak wykazałem wyżej – na pewno nie oznacza go w omawianych przypadkach.

Popatrzmy jeszcze do Listu do Rzymian:

Oddajcie każdemu to, mu się należy: komu podatek – podatek, komu cło – cło, komu uległość (fobos) – uległość, komu cześć – cześć. (Rz 13:7)

Nie wiadomo dlaczego tłumacze Tysiąclatki wybrali słowo „uległość”, gdyż język grecki posiada osobne znaczenie na „uległość” i żaden słownik takiego tłumaczenie „fobos” nie podaje. Biblia Warszawska używa natomiast słowa „bojaźń”, co też wydaje się niefortunne (dlaczego Paweł miałby nas namawiać do lęku?). Przygniatająca natomiast większość tłumaczeń angielskich używa tu słowa „respect” (szacunek), i to tłumaczenie wydaje się również zgodne ze słownikami Koine:

Phobos (Strong: 5401) a) strach, przerażenie, alarm b) obiekt strachu c) szacunek, respekt

Szacunek! Czyż nie wydaje się o wiele bardziej sensowne użycie tego słowa tam, gdzie polskie Biblie mają „bojaźń i drżenie”? Czy również służenie swoim panom (Ef 6:5) z szacunkiem nie brzmi o niebo rozsądniej niż służenie im z lękiem?

fear cat

Przyjrzenie się drugiemu z rzeczowników występujących w omawianym wyrażeniu – „drżeniu” (gr. tromos) niestety niewiele nam pomoże, gdyż występuje on w Biblii wyłącznie .. jako część owego wyrażenia. Czyli niby cztery razy, ale za każdym razem używane w tym samym wyrażeniu idiomatycznym, więc mamy zbyt mało danych, by spoojrzeć na temat szerzej. Nie jest to jednak do naszych rozważań niezbędne – zaprezentowane dowody są wystarczające, by cały ten idiom nie nakazuje nikomu strachu!

Popatrzmy teraz dokładniej na główny omawiany fragment i jego bezpośredni kontekst:

A przeto, umiłowani moi, skoro zawsze byliście posłuszni, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem nie tylko w mojej obecności, lecz jeszcze bardziej teraz, gdy mnie nie ma. (Flp 2:12)

Paweł zaczyna od pochwały – i to nie byle jakiej – chwali Koryntian, iż ZAWSZE byli posłuszni. Czy straszenie ich w następnych słowach nie wydaje się wręcz… dziwne? Nie na miejscu?

Wszystkie powyższe problemy z tym tłumaczeniem bledną jednak przy tym, o którym napiszę teraz. Podczas studiowania tego fragmentu, przyznam, że oburzenie mną zatrzęsło, kiedy sobie uświadomiłem „dzieło” niektórych tłumaczy, które ja bym nie owijając w bawełnę nazwał oszukańczym albo celowo przekłamanym.

Porównajmy 3 najpopularniejsze polskie tłumaczenia Flp 2:12:

A przeto, umiłowani moi, skoro zawsze byliście posłuszni, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem nie tylko w mojej obecności, lecz jeszcze bardziej teraz, gdy mnie nie ma.  (Flp 2:12, Biblia Tysiąclecia)

 

Przeto, umiłowani moi, jak zawsze, nie tylko w mojej obecności, ale jeszcze bardziej teraz pod moją nieobecność byliście posłuszni; z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie. (Flp 2:12, Biblia Warszawska)

 

Przetoż, moi mili! jakoście zawsze posłuszni byli, nie tylko w przytomności mojej, ale teraz daleko więcej w niebytności mojej, z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie. (Flp 2:12, Biblia Gdańska)

Zabiegać o” oznacza starać się o coś, czego się nie ma. Jeśli mówię, że ubiegam się w pracy o awans, znaczy to, że awansu tego nie mam.

Natomiast „sprawować” oznacza uzewnętrzniać coś, co się posiada (kiedyś zwrot ten używany o wiele częściej; dzisiaj może brzmieć nieco dziwnie). W oryginale jest słowo „katergazesthe„, które występuje w Biblii 22 razy i niemal zawsze oznacza jakiś efekt, czyn:

Z przykazania tego czerpiąc podnietę, grzech wzbudził we mnie wszelakie pożądanie. (rz 7:8)

Ale to właśnie grzech, by okazać się grzechem, przez to, co dobre, sprowadził na mnie śmierć (Rz 7:13 b)

Bo smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia ku zbawieniu, którego się /potem/ nie żałuje, smutek zaś tego świata sprawia śmierć. (2 Kor 7:10)

Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość.  (Jk 1:3)

Wystarczy bowiem, żeście w minionym czasie pełnili wolę pogan (1 P 4:3a)

I uwaga – wszystkie te cytaty również pochodzą z Biblii Tysiąclecia! Jak to zatem jest, że we wszystkich tych przypadkach katergazesthe tłumaczone jest jako czynienie czegoś, a tylko w Flp 2:12 – staranie się o coś?

Ano tak się dziwnie składa, że pasuje to bardzo do teologii tłumaczy Tysiąclatki: zbawienie to jest coś, o co trzeba zabiegać, bez żadnej gwarancji zbawienia, za to z perspektywą wiecznego smażenia w piekle w przypadku niepowodzenia. Bojaźń i drżenie byłaby zatem jak najbardziej na miejscu.

Protestanckie tłumaczenia wypadają o wiele lepiej, bo choć powtarzają zupełnie źle oddające oryginał „bojaźń i drżenie”, przynajmniej nie fałszują tłumaczenia wprowadzając kompletnie nieuzasadnione „zabiegajcie o”. Zostawiają jednak strach (sporo protestanckich Kościołów naucza przecież, że zbawienie można utracić, więc nawet ludzie zbawienie mają się czego bać – gdyż utrata zbawienia oznacza takie samo smażenie się w piekle, jak gdyby nigdy się zbawionym nie było).

(Zbawienie – tak naprawdę – nie ma nic wspólnego ani z niebem, ani z piekłem – więcej przeczytasz tutaj)

Tak, strach zawsze jest bardzo mile widziany w religii!

Następnym razem kiedy będziesz czytać omawiany tu fragment – lub jakikolwiek inny – i jeżeli wywoła on u ciebie lęk, obejrzyj ten werset dobrze, gdyż to nie Bóg ani autorzy Biblii ten lęk chcieli wywołać. Wywołała go religia, gdyż ona bazuje na strachu. Bez serwowania strachu, większość dziś pełnych kościołów stałaby pusta, a lista milionerów na świecie byłaby o wiele krótsza.

rich-guy

Gdyby Bóg chciałby nas traktować terrorem, czy nie użyłby bardziej efektowych środków niż kilka wieloznacznych (pozornie) wersetów z Biblii i masy wzajemnie przeczących sobie (już nie pozornie) kaznodziejów?

W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk (1J 4:18)

Ostatnia edycja: 12 grudnia 2019