Pewność Zbawienia

diabel-niebo-pieklo-aniol
Zbawić, zbawiony, zbawienie – te słowa są jednymi z najczęściej używanych przez chrześcijan. Tak często, że nikt nie kwestionuje, co one oznaczają. Przez wiele lat aktywnego uczestnictwa w wielu wspólnotach chrześcijańskich – zarówno katolickich jak i protestanckich – słyszałem mnóstwo pytań typu „kto może być zbawiony” albo „czy można utracić zbawienie”, podczas gdy nikt nie spytał „co to znaczy zbawiony?” lub „co to jest zbawienie?”.

Dlaczego???

Nikt nie pytał… ja też nie! Przez wiele lat przynależności do różnych grup chrześcijańskich, setek studiów biblijnych i rozmów, nigdy nie przyszło mi do głowy dociekać czym jest zbawienie. Chyba sądziłem, że to proste pytanie, i odpowiedź na nie zna każdy. Czy naprawdę?

A zadanie tego pytania mogło by zmienić moje życie wiele lat temu.

 Co to jest zbawienie?

Odpowiedź religii – zbawienie to ułaskawienie od pójścia na wieczne męki do piekła.

happy_devil

A ja spytam – czy Biblia gdziekolwiek mówi coś takiego?

Czy ktokolwiek może mi pokazać jeden, jedyny werset, który to mówi?

 Nie.

W Biblii, wyraz tłumaczony jako „zbawienie” to grecki wyraz soteria) lub hebrajski jeszua (brzmi znajomo?). Czasownik „zbawić” z kolei to grecki wyraz sozo lub hebrajski jasza. W sumie słowa te występują w Biblii około 500 razy – jeszua/jasza w Starym Testamencie 300 razy i soteria/sozo 200 razy w Nowym.

Mają wiele sporadycznie używanych znaczeń (wyrazy w greckim i – zwłaszcza – w hebrajskim – mają zazwyczaj mnóstwo znaczeń), ale wszystkie słowniki są zgodne, że w przygniatającej większości przypadków, powinno się je tłumaczyć bądź to „ratować” lub „uzdrawiać„.

Tak! Uzdrowienie nie jest w Biblii prawie wcale używane w „uduchowiony” sposób i tam, gdzie się pojawia, w kontekście jest najczęściej konkretna choroba.

jesus_healing

Poniżej na czerwono zaznaczam wyrażenia, które tłumaczone są z tych samych greckich słów, które gdzie indziej są tłumaczone jako „zbawić/zbawiony”.

 Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa (sothesomai – będę uzdrowiona) – . Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła (sezoken – uzdrowiła). (Mt 9:21-22)

 

Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała (sothe – była uzdrowiona) i żyła. (Mk 5:23)

 

On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła (sezoken – uzdrowiła), idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! (Mk 5:34)

 

A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie (esozonto – byli uzdrawiani). (Mk 6:56b)

 

A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem (sozei – uzdrowi) i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. (Jk 5:15)

Będąc konsekwentnym w tłumaczeniu, należałoby powyższe wyrażenia przetłumaczyć odpowiednio: będę zbawiona, została zbawiona, bądź zbawiona, zostali zbawieni i zbawi.

Zwróćmy uwagę na „poetycką wyobraźnię” tłumaczy. Ktoś, kto czyta Biblię wyłącznie po polsku, nie ma szans na zapoznanie się z faktem, iż owe „ocaleć”, „być zdrowym” lub „być ratunkiem” to tak naprawdę to samo słowo, które tłumaczy się gdzie indziej jako „zbawić”.

Tam, gdzie kontekst jasno wskazuje na to, że miało miejsce uzdrowienie z choroby, oczywistym jest, że dany fragment nie ma nic wspólnego z „piekłem”. W ogóle nie dotyczy on życia pozagrobowego.

W Starym Testamencie również nie ma mowy o zbawieniu od wiecznych mąk w piekle, jako że – temat życia pozagrobowego prawie nie istnieje w Starym Testamencie.  Bóg dał ludziom przykazania i obiecał, że jak ich będą przestrzegali, będzie im się wiodło na ziemi, będą mieli długie, dostatnie i bezpieczne życie; w przeciwnym wypadku spadać będą na nich różne nieszczęścia, włączając śmierć z ręki wrogów lub od chorób. Ale ani słowa o tym, co ich czeka po śmierci.

Zbawienie = ratunek

Zróbmy eksperyment – zapytajmy 10 ludzi, czym jest ratunek. Lub poprośmy, aby podali przykład ratunku. Wątpię, czy wypowiedzi chociażby dwojga z nich się pokryją. Ratunek to pojęcie bardzo ogólne. Można ratować od głodu, od choroby, od wypadku samochodowego. Sąsiad może nas poratować od braku cukru w domu a zdolny specjalista od reklamy może uratować firmę przed bankructwem.

Słowo „ratunek” jest w naszym języku bardzo wieloznaczne i bez dokładnego kontekstu nie mamy szans na zorientowanie się, o jaki rodzaj ratunku chodzi.

rescue_wheel
„KOŁO ZBAWIENIA” ? 🙂

W językach biblijnych jest podobnie. W Biblii jednak – niestety dla nas – dość rzadko kontekst tego wyrazu umieszczony jest w tym samym zdaniu. Bez dokładnej analizy kontekstu nic nie zrozumiemy, podobnie jak niewiele zrozumiemy, gdy zobaczymy w gazecie tytuł „Uratowano pana Zdenka” bez przejrzenia jego treści.

Oto pięć pierwszych wystąpień wyrazu „jeszua” (zbawienie) w Biblii (jego tłumaczenie zaznaczę na czerwono):

Zbawienia twego oczekuję, Panie. (Rdz 49:18)

 

Na to rzekł Mojżesz do ludu: Nie bójcie się, wytrwajcie, a zobaczycie pomoc Pana, której udzieli wam dzisiaj!

Egipcjan, których dzisiaj oglądacie, nie będziecie już nigdy oglądali.(Wj 14:13)

 

Pan jest mocą i pieśnią moją, i stał się zbawieniem moim. On Bogiem moim, przeto go uwielbiam; On Bogiem ojca mojego, przeto go wysławiam. (Wj 15:2)

 

Utył Jeszurun i wierzga -Utyłeś, stłuściałeś, zgrubiałeś – I porzucił Boga, który go stworzył, Znieważył skałę zbawienia swojego. (Pwt 32:15)

 

I modliła się Anna i rzekła:Weseli się serce moje w Panu,Wywyższony jest róg mój w Panu, Szeroko rozwarte są usta moje nad wrogami mymi, Gdyż raduję się ze zbawienia twego. (1 Sm 2:1)

(Tym razem użyłem tłumaczenia Biblii Warszawskiej, ale zachęcam do sprawdzenia, jak to brzmi w najpopularniejszej w Polsce Biblii Tysiąclecia – ona o wiele rzadziej używa terminu „zbawienie”).

Zapraszam do użycia komputera lub do skorzystania z konkordancji biblijnej, aby się przekonać, że zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie wyrazy zbawienie i zbawić najczęściej nie precyzują w tym samym zdaniu, od czego owe zbawienie (ratunek) jest.

I tu jest właśnie szerokie pole do religijnych przekrętów!

Weźmy ostatni z wyżej cytowanych wersetów. Anna modli się słowami „raduję się ze zbawienia twego„.

Anna cieszy się, że nie pójdzie do piekła?

A kontekst jest taki: Anna uprzednio cierpiała, gdyż nie miała syna. W odpowiedzi na jej modlitwy Bóg dał jej syna, i Anna była wdzięczna za tę pomoc – wyraz zbawienie oznacza w tym kontekście właśnie pomoc.

Podkreślę ponownie – Stary Testament nie zajmuje się życiem pozagrobowym. O życiu „po śmierci” wspomina w niezbyt jasnym zdaniu Hiob, jest kilka pełnych metafor odniesień z Psalmów i kilka innych zdań.. na tyle mało, by można stwierdzić poza wszelką wątpliwość. że Biblia Starego Testamentu skupiała się wyłącznie na życiu doczesnym.

(W Nowy Testamencie tak naprawdę jest tak samo, lecz tam jest to zdecydowanie mniej oczywiste, zwłaszcza dla kogoś, kto miał lekko wyprany przez religię mózg)

Kiedy popatrzymy na więcej przykładów ze Starego Testamentu okaże się, że zbawienie najczęściej oznacza tam ratunek przed śmiercią – bardzo często w kontekście bitew i wojen, przykładowo:

Nie waszą rzeczą będzie tam walczyć, ustawcie się tylko i stójcie, i oglądajcie ratunek Pana, o Judo i Jeruzalemie! Nie bójcie się i nie lękajcie! Jutro wyjdźcie przed nich, a Pan będzie z wami! (2 Krn 20:17)

 

A co w przypadku Nowego Testamentu?

Tym razem poszukam nie rzeczownika, a czasownika – będzie to „sozo” (zbawić). Oto pięć jego pierwszych wystąpień w Nowym Testamencie:

Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów . (Mt 1:21)

 

Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: Panie, ratuj, giniemy! (Mt 8:25)

 

Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. (Mt 9:21)

 

Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. (Mt 10:22)

 

Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! (Mt 14:30).

Dla dokładności nadmienię, że pominąłem wers Mt 9:22 – jako że zawiera to samo słowo co użyte w wersecie go poprzedzającym.

Czy w każdym z wyżej wymienionych fragmentów jest mowa o zbawieniu od mąk w piekle?

Czy w… którymkolwiek?

Pierwszy z wymienionych fragmentów (Mt 1:21) w ogóle nie podaje definicji, co oznacza „zbawić od grzechów”, jednak droga od „zbawienia od grzechów” do „zbawienia od piekła” jest długa, kręta, i… zmyślona przez religię.

Drugi fragment (Mt 8:25) – mówi o zbawieniu – ratunku – od śmierci w morzu. To samo z fragmentem ostatnim (Mt 14:30)

Mt 9:21 – tu sozo oznacza uleczenie od choroby.

Mt 10:22 – w kontekście są prześladowania uczniów Chrystusa tu, na ziemi, a zbawienie oznacza uratowanie od śmierci. Odnosiło się to do konkretnego czasu i do nas w ogóle nie ma zastosowania, choć wiele denominacji wyrwało ten werset z kontekstu i naucza, że jeśli się odstąpi od wiary przed śmiercią, pójdzie się do piekła… i tym podobne bzdety.

Ponownie zachęcam – weź do ręki konkordancję i prześledź więcej przykładów wystąpienia słów sozo i soteria w Nowym Testamencie! Jeśli czas ci pozwoli – znajdź wszystkie! Jeżeli zapomnisz o tym, co na temat danego fragmentu mówi teologia, i przeczytasz kilka akapitów przed i po nim, przekonasz się, że wyraz „zbawienie” nigdzie nie występuje w kontekście losu człowieka po śmierci! Terminy te nigdy nie stoją w kontekście życia wiecznego z Bogiem, piekła, nieba, niemal zawsze natomiast odnoszą się ratunku od śmierci, choroby lub niedostatku. Nowy Testament zawiera też sporo proroczych ostrzeżeń przed pogromem Żydów przy zniszczeniu Jerozolimy w roku 70 (według  historyków zginęło wtedy ponad milion Żydów). Niewątpliwie o tym mówi Jezus w Mt 24.

Apostoł Paweł używa często pojęcia „zbawienia” w jeszcze innym znaczeniu, i podanie jego definicji wyłącznie na podstawie Biblii jest trudne, gdyż sam Paweł również jej nie podaje, choć często terminem zbawić/zbawienie się posługuje. Bez wątpienia jednak też nie jest to zbawienie od piekła… jako że wyrazu „piekło” brak w słowniku Pawła. Brak go również w słowniku któregokolwiek innego autora Biblii, choć tłumacze, oczywiście, mogą wykazywać się w tej kwestii fantazją.

Stawiam śmiałą tezę – jednak w 100% do udowodnienia – w większości miejsc, w których czytasz w Biblii o zbawieniu, dotyczy to tylko i wyłącznie losów człowieka na ziemi. Nie ma nic wspólnego z docelowym miejscem, gdzie udaje się jego duch po śmierci.

A może jeszcze śmielsza teza?

W powyższym paragrafie zastąp wyrażenie „w większości miejsc” wyrażeniem „we wszystkich miejscach”.

* * *

Co w tej chwili myślisz? Że to, co piszę, wygląda bardzo sekciarsko? Być może! Ważne chyba jest jednak tylko to, czy to jest prawda. czyż nie?

Pozwolę sobie na kilka osobistych akapitów.

Chciałbym móc zobaczyć swoją reakcję 10 lat temu, gdybym przeczytał ten artykuł. Bardzo możliwe, że po minucie lub dwóch przestałbym czytać.

Dlaczego?

Dlatego, że chociaż nic z tego, co tu piszę, nie brzmi (moim skromnym zdaniem) niewiarygodnie, jako że argumenty staram się przedstawiać jasno i opieram się na ogólnodostępnych i niekwestionowanych źródłach jak popularne słowniki i leksykony biblijne, to najstraszniejszą rzeczą w tym wszystkim jest to, że… stoi to w opozycji do niemal całego współczesnego chrześcijaństwa. A w umysłach chrześcijan (w tym i w moim przez wiele lat) negacja chrześcijaństwa jest tożsame z negacją samego Boga.

Kościoły takie jak rzymskokatolicki, prawosławny, ewangelicko-augsburski czy zielonoświątkowy różnią się między sobą w wielu istotnych kwestiach diametralnie, niemniej w jednym temacie mają identyczną opinię – pod pojęciem zbawienia rozumieją głównie życie wieczne po śmierci i ratunek od piekła. Akceptując to, co tutaj piszę, wyłączasz się zatem nie tylko z głównego nurtu chrześcijaństwa, ale niemal z całego chrześcijaństwa. A ty wygląda na sekciarstwo.

Ja, jak większość Polaków, wychowałem się w typowej rodzinie katolickiej. Wierzyłem w sakramenty. Do bierzmowania podszedłem świadomie i z wiarą. Jeszcze jako nastolatek modliłem się różańcem. Później zaś stopniowo moje poglądy zaczęły ewoluować i nagle ilość osób, z którymi pod względem doktrynalnym mogłem się identyfikować, zaczęła maleć. Wiele razy byłem w sytuacjach, gdy czułem się zupełnie odizolowany i bardzo poważnie kwestionowałem własne zdrowie psychiczne. Czyż nie szaleństwem bowiem można nazwać uważanie, że ma się rację, podczas gdy stoi się w opozycji do… całej rodziny… wszystkich znajomych… 2000-letniej tradycji Kościoła… całej chrześcijańskiej Polski… albo i świata?? Tak się bowiem składa że przez pierwsze 20 lat życia nie znałem nawet nikogo, kto nie byłby katolikiem. Było to przed erą Internetu, przynajmniej w Polsce.

Kwestionowanie własnej normalności nigdy mnie nie opuściło, tak na wszelki wypadek, i wciąż myślę, że spełniam warunki bycia „normalnym człowiekiem”. Zdałem na prawo jazdy. Skończyłem studia. Nie karany. Mam obywatelstwo dwóch krajów. Rodzinę. Stałą pracę od wielu lat. Może po prostu jestem zdrowo walnięty tylko w kwestii religii? 🙂

Swoje przekonania analizowałem wielokrotnie, bo wcalę nie czerpię jakiejś dzikiej radości z wierzeń odmiennych od blisko 100% chrześcijan. Bardzo bym chciał nie musieć kłócić się z całym światem. Chciałbym móc zgodzić się z teologią jakiejś większej denominacji. Gdzieś przynależeć. Jednak wszystkie znane mi Kościoły wierzą w coś – moim zdaniem – kompletnie sprzecznego z Biblią, i za każdym razem gdy proszę ludzi o dyskusję na argumenty, zamiast nich otrzymuję emocje podpierane tradycją. Tak, religia – obok kilku innych tematów – wywołuje ogromne emocje.

Anger

Dlaczego?

Myślę, że najważniejszą przyczyną jest lęk przed ostracyzmem. Większość praktykujących chrześcijan pozostaje całe życie w tym samym wyznaniu, w którym jest jego środowisko: rodzina, przyjaciele. Zmiana denominacji oznacza w najlepszym wypadku ochłodzenie relacji, w najgorszym – bycie wygnanym, wyklętym.

Kiedy ktoś zatem podważa czyjeś przekonania religijne, chwieje niemal całym jego światem. I powoduje lęk. I ten lęk powoduje agresję, i trudno rozmawiać spokojnie.

Kwestia piekła przykładowo: jako 20-latek raczej nie wątpiłem, że piekło istnieje. Logiczne wydawało mi się, że zło musi być jakoś ukarane. Wszyscy, których znałem, wierzyli w istnienie piekła. Tych, którzy nie wierzyli, nazywano sekciarzami. Wiedziałem sporo o różnych sektach, wiedziałem o „praniu mózgów”, i stąd łatwa była droga do stwierdzenia, że wszyscy, którzy nie wierzą w istnienie piekła, mają wyprane mózgi.

Z upływem lat coraz mniej idea wiecznych mąk wydawała mi się logiczna, ale nauczony też byłem, iż logiką nie mamy prawa oceniać wyroków Bożych.

Olśnienie przyszło, kiedy uświadomiłem sobie, iż Bóg jest miłością, i skoro nas stworzył na swój obraz, nasza miłość i Jego miłość idą tym samym torem. Bóg nieskończenie wybacza, i nam każe nieskończenie wybaczać. A miłość bliźniemu złego nie wyrządza (Rzymian 13:10).

 Bóg jest miłością, piekło – jej zaprzeczeniem.

No tak, ale co z Biblią?

Jeśli założymy, że piekło istnieje, bo… przecież musi istnieć… jasne, znajdziemy sporo w Biblii na jego temat. Jeśli tylko delikatnie nagniemy zasady interpretacji tekstowej, w Biblię można „wczytać” co się chce, czego dowodzi istnienie tysięcy różnych wyznań w chrześcijaństwie.

Jeżeli jednak przyjmiemy, iż piekło to naleciałość pochodząca z innych religii i nie mająca żadnego odzwierciedlenia w Biblii… nic w niej o piekle nie znajdziemy, i to założenie będzie można o wiele łatwiej udowodnić. Więcej o piekle piszę tutaj i tutaj. Być może, czytając ten tekst, również przychodzą ci do głowy przerażające myśli utraty przyjaciół lub nawet rodziny. Oczywiście, taka wizja może przerażać! Najczęściej jednak – i wiem to ze swojego doświadczenia – ci, którzy nas naprawdę kochają, po jakimś czasie przyzwyczają się do naszej „inności”. Relacje, które upadną tylko z powodu różnic doktrynalnych, nie są zaś warte podtrzymywania. Osobiście nigdy nie straciłem relacji z nikim z rodziny z powodu doktryn. Relacji nie-rodzinnych utraciłem oczywiście mnóstwo.

Co zaś zyskałem? Cudowną wolność. Słuchając się religii, ciąglę się bałem. Teraz Bóg jest ostatnią Osobą na świecie, której bym się bał!

Boga nie należy się bać, bo Bóg jest miłością.

Przerwałem główny temat artykułu, kiedy doszedłem do tematu zbawienia w Listach apostoła Pawła. Być może zrobiłem to celowo, gdyż nie chciałem się przyznać do niewiedzy? 🙂 Przyznaję bowiem, że nie rozumiem kilku fragmentów. I, jak na złość, Paweł prawie nigdy nie podaje wyjaśnienia, o zbawieniu od czego pisze. Często „zbawieni” używane w czasie przyszłym w Nowym Testamencie odnosi się do zniszczenia Jerozolimy i hekatomby Żydów z 70 AD, niemniej niektórych fragmentów raczej nie sposób do tego odnieść.

Bez wątpienia jednak niczym nieuzasadnione byłoby odnoszenie tych fragmentów do życia wiecznego.

 [kobieta] dostąpi zbawienia przez macierzyństwo, jeśli trwać będzie w wierze i w miłości, i w świątobliwości, i w skromności. (1 Tm 2:15)

Bezdzietne kobiety będą się smażyć w piekle? Albo te, które tak… nie do końca wytrwają w miłości, świątobliwości i skromności? Ani słowa o wierze, która podobno jest jedynym warunkiem zbawienia?

smiley with halo

Jest jeszcze kilka fragmentów, w których Paweł używa czasownika „zbawić” w czasie przeszłym dokonanym. O jakim zbawieniu Paweł wtedy pisze? Może po prostu o ratunku przed własnym potępiającym myśleniem, które podpowiadało ludziom albo, że są zbyt niegodni, by mieć jakikolwiek kontakt z Bogiem, albo że są tak święci, że kontaktu tego nie potrzebują?

Zachęcam do samodzielnych studiów i na tym temat ten zakończę. Celem tego artykułu nie jest dzielenie się tym, co wiem, ale zachęcenie czytelnika do ponownego zastanowienia się czy to, w co wierzy, jest prawdą. A temat tego artykułu – jak i całej witryny – to „pewność zbawienia”. Wiem, że większość chrześcijan zmaga się z pewnością zbawienia. A pozostali… tego nie przyznają 🙂 Widziałem po sobie, i po mnóstwie ludzi, których znałem i o których słyszałem, że typowe metody rozprawiania się z tymi zmaganiami – dyskusje, czytanie komentarzy do Biblii, studia – zupełnie nie działają. Świadomość tego, że istnieje piekło, w którym większość ludzkości będzie wiecznie się smażyć, jest tak sprzeczna z wszelkimi definicjami miłości czy dobroci, iż musimy się uciekać do zagłuszania głosu własnego rozumu, aby jakoś móc pogodzić Boga będącego miłością z tak bezsensowną karą.

Większość katolików, zwłaszcza tych „niedzielnych”, ma nadzieję na zbawienie „bo nie są tacy źli”. Jednak po pierwsze – co daje nam pewność, iż właściwie oceniamy ilość i jakość tego dobra i zła? Po drugie – nawet jeśli dzisiaj jesteśmy bardzo dobrzy, kto zagwarantuje nam, że tak samo będzie jutro? Za 10 lat?

pieklo_niebo

„Spowiedź oczyszcza z grzechów” – tak uczą, ale co ze mną będzie, jeśli nie zdążę dojść do konfesjonału przed śmiercią? Teologia katolicka mówi, że do piekła idzie się, jeśli umiera się bez spowiedzi po popełnieniu grzechu ciężkiego. Nie jest to wesoła perspektywa, jeśli uświadomi się, że grzechem ciężkim według owej teologii są nie tylko zabójstwa czy kradzieże ale również takie błahe „niegodziwości” jak wątpienie w jakąś prawdę wiary czy dobrowolne opuszczenie niedzielnej Mszy.

Większość protestantów natomiast utrzymuje, że będą zbawieni, bo „wierzą w Chrystusa”. Problem jednak w tym, że każdy inaczej definiuje wiarę. Czy wystarczy wierzyć, że Jezus istniał? Czy wiara w Jego śmierć na krzyżu ma istotne znaczenie? Czy trzeba też wierzyć, że Biblia jest Słowem Bożym?

A co, jeśli moja wiara jutro ustanie? Utracę zbawienie i pójdę do piekła? A co z Jakubem, który napisał, że wiara bez uczynków jest martwa? Czy martwa wiara też mnie zbawi? Ile dobrych uczynków potrzeba dziennie wykonać, aby wiara nie była martwa?

Widzimy, że zarówno katolicka, jak i protestancka wiara w bycie zbawionym ma więcej pytań, niż odpowiedzi. Można oczywiście udać, że się tych pytań nie widzi… niemniej takie udawanie przed samym sobą może doprowadzić do poważnych schorzeń psychicznych.

Można też – i TRZEBA – zadać sobie te pytania otwarcie, może najlepiej  je zapisać – i jeśli nie znajdziemy na nie logicznych odpowiedzi, to może coś z naszymi dogmatami jest… nie tak?

Szukajcie, a znajdziecie!

Nikt w Biblii nie stawia sobie pytania „czy jestem zbawiony”. Nikt nie boi się tego, co po śmierci. Jedyne teksty, które traktują o tym, co wtedy będzie, wyrażają oczekiwanie w radości, podekscytowaniu, bo choć tak niewiele szczegółów mamy na temat tego, co tam nas czeka, wiemy, iż będzie to coś niesamowicie dobrego, gdyż Bóg jest dobry, i Bóg jest miłością.

Bez wątpienia nie potrzebujesz zbawienia od potępienia w piekle, bo to mit. I nawet jeśli w Biblii istnieją fragmenty, w których bardzo trudno jednoznacznie określić, o jakiego rodzaju zbawienie chodzi, nie może być to dla nas powodem do lęku – czy, jeśli coś by nam zagrażało, Bóg nie natchnąłby autorów Biblii do pisania językiem zrozumiałym również w XXI wieku?

(tekst ostatnio edytowałem 29 maja 2020)

Darmowe zbawienie?

dar

Chlubą niemal każdego chrześcijanina jest wykazywanie, jak to chrześcijaństwo się od wszystkich innych religii różni. Sam kiedyś powtarzałem to do znudzenia!

Jedną z najczęściej przytaczanych cech wyróżniających chrześcijaństwo jest to, że w pozostałych religiach człowiek musi robić różne rzeczy dla Boga i w ten sposób osiągnąć zbawienie, a w chrześcijaństwie to Bóg robi wszystko i zbawienie jest darmowe. Nie trzeba ani w ogóle nie da się na nie zasłużyć.

HA HA HA!

HAHAHA!

To śmiech sarkastyczny. Mam nadzieję, że widać 🙂

Uwaga! Ten tekst nie będzie o zbawieniu jako takim. Nie będę pisał o tym, czym jest zbawienie, czy są jakieś rodzaje zbawienia czy nie; a jedynie o tym, jak w ujęciach różnych Kościołów wygląda fakt, iż zbawienie to jest darmowe.

KOŚCIOŁY TRADYCYJNE

W większości Kościołów tradycyjnych (rzymskokatolickich, prawosławnych i niewielkiej części protestanckich, głównie ewangelickich) naucza się mniej więcej tak – zbawienie jest darem od Boga, ale Bóg dał nam ludziom wiele „środków pomocniczych”. Niemowlę należy ochrzcić, później pierwsza komunia, bierzmowanie, jak najczęstsze przystępowanie do spowiedzi i komunii, a przed śmiercią najlepiej, jak załapiesz się na tzw. namaszczenie chorych (wbrew obiegowym opiniom, nie istnieje coś takiego jak „ostatnie namaszczenie”). Oprócz tego staraj się żyć dobrze, wybaczaj innym, bo inaczej Bóg ci może nie wybaczyć. Módl się regularnie! Kiedy zaś umrzesz, dobrze mieć na wszelki wypadek grono znajomych, którzy będą się modlić o twoje zbawienie. Zanim zaś umrzesz, powinieneś prosić o to zbawienie różnych zmarłych, co do których Kościół stwierdził, że są święci, i są też w stanie wysłuchać jednocześnie wszystkich modlących się do nich ludzi.

Kiedy to wszystko zrobisz, masz dość duże szanse na niebo, choć oczywiście pewności mieć nie możesz, bo zbawienie jest zależne od wyroku Bożego. Przy czym nie można, oczywiście, zapomnieć, że zbawienie to jest darem, i przejawem łaski Bożej.

I tak mniej więcej wierzy mnóstwo członków tradycyjnych Kościołów. Może nie większość, bo – zwłaszcza ostatnio, odkąd globalny przepływ informacji jest banalnie prosty – coraz mniej ludzi daje się ogłupiać, że prawda ich Kościoła to jedyna i najlepsza prawda na świecie. Niemniej miliony ludzi wciąż tak wierzą. I najsmutniejsze jest to, że mnóstwo z nich to ludzie szczerzy, chcący żyć dobrym życiem, lecz otumaniono ich i zastraszono wmawiając, iż religia jest głosem Boga. I zamiast Boga, którego chce się kochać i czcić mają obraz Boga, którego przede wszystkim trzeba się bać.

Dzisiaj jeszcze nie jest tak najgorzej… w dawniejszych czasach – zwłaszcza w okresie patrystycznym chrześcijaństwa (do XVII wieku) dość powszechny był pogląd, że tylko ekstremalna asceza jako tako da coś bliskiego gwarancji wstępu do nieba, i wielu ludzi się biczowało, głodziło lub torturowało na inne sposoby, byle by „dostąpić zbawienia”, jednocześnie głosząc miłosiernego i łaskawego Boga, który darmo oferuje zbawienie. Vide: Szymon Słupnik.

szymon slupnik

PROTESTANTYZM

Kościoły protestanckie mają co prawda o wiele mniej zasad, co te tradycyjne, co nie oznacza jednak, że zasady te są łatwiejsze. Ilość zasad lub ich prostota nie musi determinować ich trudności. Mogę komuś nakazać przeskoczyć wysokie drzewo, co jest prostym nakazem, ale nie do końca łatwym – delikatnie mówiąc – chyba, że się by było na jakiejś planecie kilkukrotnie mniejszej od Ziemi.

Zdecydowanie najbardziej szkodliwą i niszczącą dla ludzi jest doktryna zwana po angielsku „Lordship Salvation„. Nie spotkałem się z polską nazwą owej nauki, jednak – nawet bez szczególnej nazwy – mnóstwo chrześcijan w Polsce ją wyznaje. Lordship Salvation mniej więcej oznacza „Zbawienie tylko dla tych, co uznali Jezusa za Pana swojego życia” – czyli nie jest zbawiony ten, który nie odwróci się z całych sił od wszystkich swoich grzechów i nie uczyni Jezus Panem swego życia.

Rzecz można ująć bardzo krótko – Biblia nic o takiej doktrynie nie mówi. Apostoł Paweł pisał do Koryntian korzystających z usług prostytutek, upijających się na wspólnych spotkaniach (nabożeństwach, jak kto woli) i kłócących się o byle co, i nie straszył ich nigdzie, że najwyraźniej nie uczynili Jezusa Panem tych dziedzin, i że nie będą zbawieni!

Doktryna ta także urąga logice. Nie urągałaby tylko wtedy, gdyby ktoś był praktycznie bezgrzeszny. Jeżeli znasz kogoś, kto wyznaję doktrynę podobną do LS (Lordship Salvation), zauważ, czy jego życie cechuje radość? Czy ma pokój w sercu? Czy raczej nie ma pokoju w ogóle; ma za to zupełny brak poczucia bezpieczeństwa, przez co z zazdrości pała gniewem w stosunku do wszystkich, którzy wierzą w bardziej miłosiernego Boga, niż on?

Możesz wtedy z przekąsem takiej osobie napomknąć, że niepokój i kłótnie to grzech, a więc w tych dziedzinach najwyraźniej Jezusa Panem nie uznała, wobec tego powinna się zastanowić, czy jest zbawiona…

Pomyśl – osoby wyznające LS muszą być wiecznie niespokojne, gdyż wciąż zastanawiają się, czy jakiś problem w ich życiu nie pokaże, że nie są zbawieni. Wielu nigdy się do tego nie przyzna, mówiąc, że są absolutnie pewni, że Jezus ma kontrolę nad całym ich życiem. Sugeruję, by z takimi superświętymi nie rozmawiać, bo jeszcze przez samą swoją obecność zbrukasz ich swoją grzesznością…

smiley with halo

LS doprowadzi każdego do stanu pełnego zgorzknienia, totalnego skupienia się na uczynkach – i nieustannego porównywania się do innych, myśląc, czy nie są lepsi od nas; czy nasze braki przy ich wspaniałości nie pokazują, że to oni są zbawieni, a my nie.

Wiele Kościołów podchodzi do tego mniej radykalnie, mówiąc tylko, że dowodem (nie powodem) zbawienia jest przemienione życie. Problem w tym, że choć każdy ma swoją definicję przemienionego życia, Biblia jej… nie ma. Czy jeśli ktoś przestanie pić na umór, ale wciąż przeklina, ma przemienione życie? Czy ograniczenie codziennego cudzołóstwa do dwóch razy w miesiącu nie brzmi jak przemienione życie? Albo przejście z twardych narkotyków na miękkie?

Wiele wyznań chrześcijańskich wprowadziło jeszcze inne „warunki darmowego zbawienia”. Może to być chrzest, może to być posiadanie umiejętności „mówienia językami”, abstynencja od alkoholu lub innych używek… lista jest długa. Wszyscy trąbią przy tym o „darze zbawienia” – tymczasem takie zbawienie, zarówno w ujęciu katolickim jak i protestanckim, jest dla mnie takim samym „darem” jak wypłata, którą otrzymuję od swojego pracodawcy.

Zanim przejdę do najważniejszego „warunku darmowego zbawienia”, podsumuję to, co napisałem dotychczas.

Niemal wszystkie chrześcijańskie Kościoły głoszą całkowicie nielogiczną teologię „darmowego” zbawienia, na które trzeba naprawdę solidnie pracować, wciąż nie mając przy tym pewności, czy odniosło się w tym sukces! Mówienie o darmowym zbawieniu jest bezsensem, jeśli zbawienie to uwarunkowane jest czymkolwiek!

Jeżeli powiem „jeśli kiwniesz palcem, to dostaniesz milion złotych”, jakkolwiek by się to wydawało dziwne, milion złotych jednak nie będzie darmowy. Będzie zapłatą za kiwnięcie palcem. Nieproporocjonalnie wielką, ale zapłatą.

Jeśli zatem Kościoły chciałyby zachować spójność i logikę w swojej doktrynie, albo powinny przestać głosić darmowe zbawienie, albo wyeliminować warunki zbawienia.

Ale nie to jest w tym wszystkim najlepsze.

Jest jeszcze jeden warunek „darmowego” zbawienia.

WIARA.

I temu tematowi będę chciał kiedyś poświęcić osobny artykuł, jako że wyrazy „wiara” i „zbawienie” występują obok siebie w Biblii stosunkowo często, i nawet lekkie dotknięcie tematu w tym artykule byłoby jego spłyceniem.

Rozumu i logiki jednak i w wypadku tego zagadnienia nie wolno nam odłożyć na półkę. Nie można jednocześnie utrzymywać, że „jeśli się uwierzy, będzie się zbawionym” i nazywać zbawienia darmowym!

Ktoś może powiedzieć, że czepiam się szczegółów, czepiam się słówek… Czy to jest SZCZEGÓŁ, że w głównych doktrynach kościelnych brak jest logiki?

Oczywiście, Bóg często wybiera to, co głupie w oczach tego świata, jako mądre, ale nie o logikę tu chodzi! Żydzi oczekiwali Chrystusa, który pokona ich przeciwników, a ich samych uczyni ludem panującym. Czyż nie logicznym byłoby oczekiwać Chrystusa – supermena, z bronią i umiejętnościami do walki, który po prostu wytraciłby wszystkich nie chcących się podporządkować? Nie, to byłoby logiczne tylko, gdyby założenie „siła zwycięża” było prawdziwe. Ale to nie siła, a miłość zwycięża, i logika Żydów zawiodła, gdyż była oparta na fałszywych przesłankach. Prawdziwa logika, jak matematyka, jest niezmienna.

Istnieje również pogląd mówiący, że doktryny nie są łatwe do zrozumienia, gdyż zawierają element wiedzy ponadnaturalnej, i ludzki rozum i logika ich nie są w stanie pojąć. Lecz, jeżeli doktryny muszą być nielogiczne, to… po co w ogóle je formułować? Jeżeli logika nie jest kluczem do zrozumienia doktryn, co jest? Objawienie Ducha Świętego? Któż w takim razie sprawdzi, czy ktoś je naprawdę ma, czy nie?

Wcale nie przeczę temu, że objawienie Boże niezbędne jest do zrozumienia pewnych rzeczy, ale w żadnym momencie objawienie to nie może urągać logice, gdyż rozum nam nie tylko jest przez Boga dany, ale i jego użycie jest zachęcane w Biblii bardzo często.

Mnie też kiedyś wydawało się, iż zadawanie zbyt wielu pytań i kwestionowanie „prawd wiary” jest obrazą Boga. Dzisiaj wydaje mi się, iż gdyby Bóg się na nas obrażał (co nie sądzę, iż ma kiedykolwiek miejsce), obrażałby się nie za pytania – nawet te w stylu „czy Bóg naprawdę istnieje” – obrażałby się za bezkrytyczne przyjmowanie wierzeń od innych i nieużywanie rozumu, który nam dał.

Zastanów się – jeśli twój Kościół głosi darmowe zbawienie, a później dodaje do niego warunki, przeczy sam sobie. Jeżeli zaś czyni to w kluczowej przecież kwestii – zbawienia- to jaką masz gwarancję, że nie przeczy sobie również w wielu innych?

Nie, nie nawołuję do porzucenia swojego Kościoła, nie zakładam też swojego… Apeluję jedynie do używania swojego rozumu. Mądrzy tego świata używają błyskotliwie swojego rozumu w różnych dziedzinach, a na ogół wyłączają go zupełnie w kwestiach religii. Ty tak nie musisz. Oczywiście, wszyscy są omylni, i nie możesz liczyć na to, że znajdziesz wspólnotę doskonałą i bezbłędną, jednak warto zastanawiać się nad doktryną Twojego Kościoła! Zwłaszcza wtedy, jeśli nie daje ci ona pokoju w sercu.

Niech też pokój Chrystusowy włada w waszych sercach (Kolosan 3:15)

mother-love-her-baby

Ostatnia edycja – 23 lipca 2018.

Piekło (1/2) – czy to jest logiczne?

To mój pierwszy, ale niewątpliwie nie ostatni artykuł o niezwykle wdzięcznym temacie piekła.

Urodziłem się i przez pierwszych dwadzieścia kilka mieszkałem w Polsce i pamiętam, jakie na temat piekła krążą obiegowe opinie w tym ciekawym kraju. Ciekawym, gdyż choć większość ludzi (wtedy było to bodajże 95%) określało się katolikami, ponad połowa z nich również odrzuca kluczowe dla katolicyzmu dogmaty.

Ludzie niewierzący lub „słabo” wierzący katolicy na ogół mówią, że piekło to jest na ziemi, albo że nie potrafią sobie wyobrazić by Bóg, będący miłością, mógł skazywać ludzi na wieczne męczarnie.

Polscy katolicy bardziej religijni traktują z reguły piekło jako pewnik, a każdego, kto odrzucałby jego istnietnie, traktują na równi z najgorszymi sekciarzami. Przypomnę tu tylko najsłynniejszy cytat z bajki o Panu Twardowskim – „hulaj dusza, piekła nie ma!”. Już jako dziecko słyszałem go mnóstwo razy i zakodowały mi się w umyśle, iż negacja istnienia piekła to bardzo zła rzecz i nie powinienem niczego kwestionować.

Dzisiaj piekło niejako „jednoczy” różne Kościoły chrześcijańskie. Poszczególne odłamy katolików i protestantów róźnią się w mnóstwie szczegółów doktrynalnych, jednak – prawie jednogłośnie – zgadzają się co do idei piekła.

Kiedy przyjrzymy się natomiast szczegółom tych doktryn, choćby kwestiom takim jak „jak wygląda piekło” albo „jak tam nie trafić” – tu już każdy ma swój pomysł. Czytałem kiedyś książkę „Cztery sprawy ostateczne. Śmierć, sąd, piekło, niebo” Martina von Cochema. Tam jest ze wszelkimi szczegółami opisane jest dokładnie, jak wygłąda piekło… Diabły smażą delikwentów w siarce, wyzywając ich przy tym i bijąc czym popadnie, ale to dopiero początek – są bowiem bardzo pomysłowe w wymyślaniu różnych ciekawych tortur – pamiętam, że byłem w szoku, iż książka miała zgodę biskupa na druk (imprimatur), podczas gdy cała była taką kosmiczną bzdurą, że bajka o Czerwonym Kapturku wydaje się przy niej bardzo realistyczną opowieścią.

Pomimo sporej ilości różnic, istnieją też punkty piekielnej doktryny przy której panuje zgoda – zawsze lub prawie zawsze. Niemal wszystkie wyznania chrześcijańskie zgadzają się, że piekło to miejsce wiecznego oddalenia od Boga. Większość głosi też, że jest to miejsce dosłownego cierpienia w ogniu.

Każdy doświadczył przenikliwego bólu oparzenia. Myśl, że miałoby to objąć całe ciało, może przerazić, nawet jeśli miałoby to trwać pięć minut. Ale wieczność w takim stanie? Nogi się uginają. Ale o to Kościołom chodzi. Nic tak nie „zachęca” wiernych do chodzenia do kościoła i dawania na tacę, jak strach.

Te same Kościoły jednak, które czynią Boga twórca wiecznych mąk, jednocześnie głoszą Boga będącego usosobieniem najdoskonalszej miłości. Jak zatem miłosierny Bóg może torturować ludzi w nieskończoność w taki sposób?

Religia jest świetna w wymyślaniu niesamowicie „logicznych” odpowiedzi na pytania, na które… nie ma odpowiedzi. Oto kilka z najpopularniejszych:

1. Bóg jest wieczny, więc i kara musi być wieczna.

Ktoś kiedyś wymyślił te genialne zdanie, jednak nie znajdziemy nic takiego w Biblii. Spekulacje.

2. Grzech przeciwko nieskończonemu Bogu wymaga nieskończonej kary.

Argumentacja obalana w ten sam sposób, co w punkcie 1. To niczym nie poparta spekulacja. Tylko dlatego, że coś ładnie brzmi i że można to wyczytać w tysiącu książek, nie oznacza to, że staje się to automatycznie prawdą.

3. Bóg nikogo nie skazuje na piekło, ludzie sami tam chcą iść.

Nie spotkałem nikogo, kto by się celowo chciał oparzyć i cierpieć przez to godzinę. Mam uwierzyć, że ktoś chciałby cierpieć wieczność? Bzdura.

4. Bóg jest nieskończenie miłosierny, ale i nieskończenie sprawiedliwy.

Miłosierny… ale??? Psychologia mówi że nasz mózg wymazuje wszystko powiedziane przed ALE, bo mówimy ALE kiedy tak naprawdę chcemy powiedzieć coś zupełnie innego, niż to co mówimy przed ALE. Przywodzi mi to na myśl sytuację, gdy mąż mówi żonie – kocham cię, ale muszę odejść, zakochałem się w kimś innym. Co żonę w tym momencie obchodzi to „kocham cię:? Czy przez to się lepiej poczuję? Ja także dziękuje za takie miłosierdzie! Kiedy ktoś mówi ci coś miłego, a później mówi „ale”, możesz zapomnieć i nie traktować poważnie wszystkiego, co było powiedziane do tego momentu.

 Skoro Bóg jest miłosierny, oczekuję od Niego miłosierdzia!

Miłosierdzia oczekuje od nas przecież Bóg! Każe nam miłować nieprzyjaciół, wybaczać wszystkim bez końca…

 Czy Bóg wymaga od nas, byśmy byli lepsi od Niego samego?

Nie! W Ewagelii Mateusza, poczynając od 5:43, Jezus mówi, że czyniąc dobrze naszym wrogom upodabniamy się do Boga!

Gdyby mój syn ukradł mi pieniądze, a ja bym go zamknął w piwnicy i przywiązanego bił kilka dni, co myślicie, by się ze mną stało?

Poszedłbym za to do więzienia. I był napiętnowany przez społeczeństwo. Nasze wrodzone poczucie sprawiedliwości podpowiada nam, że sposób, w jaki ukarałem dziecko, byłby niewspółmierny do czynu, jakie popełniło.

W przypadku piekła mamy coś nieskończenie (dosłownie!) więcej nieproporcjonalnego. Religia usiłuje nas przekonać że ludzie, wbrew własnej woli urodzeni grzesznikami, mają iść na nieskończone męki choćby całe życie poświęcili pracy dla innych, tylko dlatego, że odrzucili Ewangelię? Ewangelię, na ogół zresztą fatalnie i w sposób nie zachęcający do niczego przedstawianą przez ludzi, którzy swym zachowaniem stanowią zaprzeczenie głoszonych wartości?

Sporo chrześcijan uważa również, że do piekła pójdą nie tylko ci, którzy świadomie Ewangelię odrzucili, ale również wszyscy ci, którzy jej nie przyjeli, włączając ludzi, którzy nigdy jej nie słyszeli, w  tym i… dzieci/niemowlęta? Co za kosmiczne bzdury!

Dalej idąc, większość chrześcijan wyznań tradycyjnych – jak katolicy lub ewangelicy – głoszą, że nawet niemowlę nie będzie zbawione bez chrztu.

Zawsze nasuwało mi się pytanie – Dlaczego nie chrzci się zaraz po urodzeniu, ale większość polskich rodziców czeka z chrztem wiele tygodni, jeśli nie miesięcy? Gdzie tu logika? I Kościół sam nie zachęca do natychmiastowych chrztów. Czyżby… sam nie wierzył w to, co głosi? Czy może… nie zależy mu tak do końca na zbawieniu jak największej ilości ludzi?

Tylko nieliczni wrzucają jednak dzieci do piekła; większość wierzy w doktrynę wieku odpowiedzialności, tzn. jeżeli dziecko było za małe, by mogło odróźnić dobro od zła i zostać świadomym chrześcijaninem od zła, to będzie ono zbawione w momencie śmierci. Jeżeli jednak swoją sytuację zrozumiało, i chwilę później umarło, pójdzie do piekła…

Logicznie rzecz ujmując, powinniśmy zatem… mordować nasze dzieci, zanim osiągną ten wiek! Pozwalając bowiem dziecku osiągnąć „wiek odpowiedzialności”, prawdpopodobnie trafią one do piekła (większość chrześcijan wierzy bowiem, że tylko niewielu będzie zbawionych) ! Będą zatem mogły kiedyś wykrzyczeć swemu ojcu z płomieni  „dlaczego mnie nie zabiłeś, gdy byłem mały? Teraz muszę cierpieć w nieskończoność!”

Oczywiście, z zabijaniem dzieci jest „drobny problem”, bo religia generalnie naucza wierzących , że do piekła trafia się również, jeśli kogoś się zamorduje. Co więc wolisz? Wiecznie cierpieć w ogniu po wsze czasy, czy by cierpiało twoje dziecko? Och, dziękujemy religii za bardzo spójny i logiczny przekaz!

Jeśli masz troje dzieci, rachunek wydaje się łatwiejszy.. Choć świadomość palenia się bez końca nie do końca do ciebie przemawia, nawet jeśli chodzi o twoje dzieci…

Co za myśli? Oczywiście, że dobry rodzic odda życie za swoje dzieci! Czy ty je w ogóle kochasz, jeśli przychodzi ci do głowy dać im smażyć się w wiecznym ogniu?

I co, obmyślasz w tej chwili morderstwo?

Czy nie masz ochoty krzyczeć: to jest chore?

Dobrze, dosyć tego „logicznego myślenia”.

Logika to poprawne działanie umysłu, danego nam przez Boga, ale każdy wie, że w pewnych okolicznościach ludzie, a nawet całe ich grupy, narody, za logikę zaczęły uznawać coś zupełnie nielogicznego. Krótko mówiąc – logika zawodzi. Chcemy jednak wierzyć, iż nauczanie Biblii jest spójne i logiczne. Poprawnie odczytywanej Biblii jednak… tu zaczynają się schody…

W następnym artykule opiszę niemal wszystko, co – zdaniem religii – Biblia mówi o piekle. Nie ma tego bowiem tak naprawdw dużo. Na razie wspomnę tylko o jednym bardzo ciekawym fakcie.

Czy wiesz, kto jest nazwany „Apostołem pogan”?

Czy wiesz, kto jest autorem dwóch trzecich ksiąg Nowego Testamentu?

Oczywiście, Paweł.

Jednak nigdzie, ani jednym słowem, Paweł nie wspomina o piekle, o wiecznych mękach, o ogniu nieugaszonym, w którym znajdą się wszyscy niechrześcijanie.

Więcej – Paweł nigdzie nie zachęcał czytelników, by koniecznie przekonywali swoich bliskich do zostania chrześcijanami, bo jak umrą bez tego, to…

Czy to nigdy cię nie zastanowiło?

Pamiętaj, większość adresatów Listów Nowego Testamentu nigdy nie widziało na oczy ani jednego fragmentu Biblii Nie można zatem argumentować, że Paweł nie musiał wspominać o piekle, bo wszyscy o nim już wiedzieli. Nie mieli konkordancji ani programów biblijnych, które w sekundę wyszukają wszystkie wystąpienia słowa „piekło” w calej Biblii. Większość adresatów Listu do Rzymian nigdy nie widziało żadnego innego fragmentu dzisiejszej Biblii prócz owego Listu (mało kto wie, ale autorzy Nowego Testamentu nigdzie nie zachęcali do czytania Starego) i pisząc list od nich Paweł musiał więc zawrzeć  w nim całą doktrynę niezbędną adresatom – a fakt, że o piekle nie wspomina, byłby już dla mnie wystarczającym powodem, by całkowicie ideę jego istnienia odrzucić. Ale powodów tych jest oczywiście więcej.

ostatnia edycja: 9 grudnia 2020

Jesteś katolikiem, czy protestantem?

Czy wypełniasz czasami ankiety? Ja z reguły nie. Byłbym nieszczery gdybym oświadczył, że zupełnie nie interesuje mnie porównanie mojej opinii do opinii ogółu, ale po prostu tak często moja opinia jest zupełnie odosobniona, że być może… nie chcę się dołować 🙂

Poniższa ankieta jest jest inna.

Pierwszy raz zobaczyłem ją około 15 lat temu. 10 pytań i dwie alternatywne odpowiedzi do każdego z nich.

Odpowiedziałem na wszystkie bez wahania i bez wątpliwości. Sprawdziłem z kluczem – 100%.

Większość moich znajomych, którym pokazałem tę ankietę, miało niezbyt dobrą opinię na jej temat. Mówili, że albo treść pytań jest nieprecyzyjna, albo że obie odpowiedzi na niektóre z pytań mogą być poprawne.

Z czasem zmieniłem poglądy w wielu kwestiach związanych z chrześcijaństwem, ale kiedy widzę tę ankietę, wciąż bez chwili wahania wybieram te same odpowiedzi, co 15 lat temu.

Nazwa ankiety – Jesteś katolikiem, czy protestantem? – jest nazwą oryginalną, nieistotne, czy najlepszą. Mnóstwo protestantów może dowiedzieć się, że są katolikami, i niewątpliwie bedą miały miejsce i sytuacje odwrotne.

 

Zachęcam cię – weź kawałek papieru, coś do pisania, i zapisz odpowiedzi na następujące 10 pytań:

 

1.a/ Bóg obdarza człowieka sprawiedliwością przez łaskawe uznanie go za niewinnego i zacnego.

b/ Bóg obdarza człowieka sprawiedliwością przez rzeczywiste uczynienie go niewinnym i zacnym.

 2.a/ Bóg obdarza człowieka sprawiedliwością, przez zaliczenie zasług i Chrystusa na jego korzyść.

b/ Bóg obdarza człowieka sprawiedliwością przez wlanie zasług i zalet Chrystusa w jego serce.

 3.a/ Bóg przyjmuje człowieka wierzącego dzięki doskonałości moralnej, jaka znajduję się w Chrystusie.

b/ Bóg czyni człowieka wierzącego godnym przyjęcia poprzez wlanie, doskonałości moralnej Chrystusa w jego życie.

 4.a/ Chrześcijanin, który „narodził się na nowo” (czyli dozna odnowy i przekształcenia charakteru), uzyska sprawiedliwość przed Bogiem.

b/ Grzesznik, który przez wiarę przyjmie sprawiedliwość Bożą, dozna przekształcenia charakteru.

 5.a/ Sprawiedliwość przed Bogiem otrzymujemy jedynie przez wiarę.

b/ Sprawiedliwość przed Bogiem otrzymujemy przez wiarę działającą i objawiającą się w miłości.

 6.a/ Sprawiedliwość przed Bogiem uzyskujemy dzięki Chrystusowi, który prowadzi w nas posłuszne życie.

b/ Sprawiedliwość przed Bogiem uzyskujemy przez przyjęcie faktu, że Chrystus  doskonale wypełnił za nas prawo.

 7.a/ Sprawiedliwość przed Bogiem zdobywamy przez naśladowanie przykładu  Chrystusa z pomocą Jego uzdalniającej łaski.

b/ Naśladujemy Chrystusa, ponieważ Jego życie darowało nam sprawiedliwość przed Bogiem.

 8.a/ Bóg najpierw uznaje nas za dobrych, a następnie przez swego Ducha czyni nas dobrymi .

b/ Bóg najpierw przez swego Ducha czyni nas dobrymi, a następnie uznaje nas za dobrych.

 9.a/ Wstawiennictwo Chrystusowe po prawicy Bożej obdarza nas łaską wobec Boga.

b/ Przebywanie Chrystusa w nas obdarza nas łaską wobec Boga.

 10.a/ Jedynie przez wiarę w dzieło i śmierć Chrystusa możemy w pełni zadośćuczynić wymaganiom Dekalogu.

b/ Dzięki mocy, mieszkającego w nas Ducha Świętego, możemy w pełni zadośćuczynić wymaganiom Dekalogu.

 

 

 

 

 

 

Przewijaj 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Oto poprawne odpowiedzi:

l – /a/; 2 – /a/; 3 – /a/; 4 – /b/; 5 – /a/; 6 – /b/; 7 – /b/; 8 – /a/; 9 – /a/; 10 – /a/.

 

Jeżeli twoje odpowiedzi różnią się w jednym czy dwóch punktach, przeczytaj pytania ponownie. Może to przeoczenie.

Jeżeli różnic jest więcej, lub jeżeli uważasz, że pytania są dwuznaczne, niejasne… możesz przerwać czytanie. Nie piszę tego tekstu dla ciebie.

Jeżeli zaś Twoje odpowiedzi zgadzają się z podanym kluczem – bardzo się cieszę! Gratuluję!

 Jezus odpowiadając, rzekł mu: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jonasza, bo nie ciało i krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. (Mateusza 16:17)

Błogosławiony jesteś, bo wiedza, którą posiadasz, nie jest pochodzenia ludzkiego!

Poprawne odpowiedzi – to nauka Biblii.

Niepoprawne odpowiedzi – to filozofia grecka pod pozorem chrześcijaństwa. Najdoskonalsza ludzka nauka. Najbliższa chrześcijaństwu. Szczyt możliwości umysłowych człowieka. Ale aby mieć wiedzę do końca biblijną, potrzebna pomoc Boża. Potrzebne Jego światło. Nie ma sensu kłócić się z kimś pytania z tej ankiety. Większość mówiła, że uzyskiwała wynik ok. 50% poprawnych odpowiedzi. Wielu mówi, że pytania są niejasne. Dwuznaczne. Kto tak uważa… niech tak dalej uważa. Póki nie otrzyma światła od Boga, będzie tak dalej uważać.

Jeszcze raz napiszę – bardzo się cieszę, że masz tę wiedzę. Uważaj to za zaszczyt!

 

Jakuba 2 – sama wiara na nic?

Jednym z najczęściej przeciwstawianych doktrynie darmowego zbawienia z łaski przez wiarę fragmentów Biblii jest fragment z 2. rozdziału Listu Jakuba. O fragmencie tym mówi się i pisze bardzo dużo – tak dużo, że większość ludzi widzi już tylko to, co się mówi i pisze, nie widząc, o czym rzeczywiście Jakub pisze. I wtedy całość rzeczywiście zaczyna wydawać się bardzo skomplikowana – na tyle, że część teologów liberalnych wysnuło nawet teorię, że początkowo istniały dwa nurty chrześcijaństwa – Pawłowe i Jakubowe. Paweł nauczał, że zbawienie jest wyłącznie z wiary, zaś Jakub, że z wiary i uczynków.

Na przestrzeni wieków nie raz pojawiali się teologowie, którzy, nie rozumiejąc zupełnie tego fragmentu, odmawiali Listowi Jakuba miejsca w kanonie pism natchnionych. Jednym z tych teologów był sam Luter!

Fragment ten też jest jednym z ulubionych podczas dyskusji katolików z protestantami o sposobie zbawienia. Abstrahuję teraz od rzeczywistej teologii różnych Kościołów, która na ogół jest niemal nikomu nie znana, piszę, co przeciętny katolik i protestant powiedzą.

Katolik – Fragment ten pokazuje, że aby zostać zbawionym, sama wiara nie wystarczy, ale potrzebne są też uczynki.

Protestant – Fragment ten pokazuje, że uczynki dowodzą, że wiara jest prawdziwa. Jeśli nie ma uczynków, znaczy to też, że nie ma prawdziwej wiary.

(Tutaj różne frakcje protestanckie będą różnie kontynuować. Przy wyznawanej nieutracalności zbawienia padnie tekst, że brak uczynków oznacza, że zbawienia nigdy nie było; pozostali zaś powiedzą, że zbawienie ktoś, przez trwanie w grzechu, po prostu utracił).

Postaram się wykazać, że obie opcje są mylne. Wpierw jednak, trochę anegdotycznie, podam często przytaczany przez katolików (choć nie tylko katolików) argument. Mówią – wy, protestanci, tak często kładziecie nacisk na slogan 'tylko wiara’, podczas gdy wyrażenie 'tylko wiara’ występuje tylko raz w Biblii, w Liście Jakuba, we fragmencie w którym autor właśnie pisze, że sama wiara nie może nikogo zbawić!!!

Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary (Jakuba 2:24)

Argument wygląda  porządnie, czyż nie? Zaraz zobaczymy!

Zauważmy, że Jakub odnosi się do tego samego przykładu, co Apostoł Paweł, kiedy ten ostatni pisze o usprawiedliwieniu z samej wiary – do przykładu Abrahama. Porównajmy:

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków, gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego? (Jakuba 2:21)

Bo jeśli Abraham z uczynków został usprawiedliwiony, ma się z czego chlubić, ale nie przed Bogiem. (Rz 4:2)

Jeśli połączę te wersety, otrzymam to, co następuje:

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków (ale nie przed Bogiem), gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego?

Czyżby zatem istnieją dwa rodzaje usprawiedliwienia – przed Bogiem i nie-przed-Bogiem? Przed ludźmi?

Nie wnioskuję tutaj niczego, tylko pytam…

 

Usprawiedliwienie przed Bogiem jest niezbędnym warunkiem zbawienia. Grzech musi być ukarany. Grzeszny, nieusprawiedliwiony człowiek, nie może mieć żadnej społeczności z Bogiem; nie może przebywać przed Jego obliczem. Jakub nie może pisać o takim rodzaju usprawiedliwienia. Oto dowody:

Tematem całego Listu Jakuba jest zachowanie chrześcijan, nie doktryna.

Popatrzmy na rozdział 2. Jakub krytykuje w nim dyskryminację biednych ludzi. W wersie 15. opisuje dokładnie sytuację, w której ktoś tylko mówi o pomocy, nie dając jej. Czy same słowa pomogą któregokolwiek człowiekowi? Czy sama wiara pomoże… jakiemukolwiek człowiekowi?

W kontekście jest „TU I TERAZ”, a nie „co będzie na tamtym świecie”!

Gdyby jednak ktoś naprawdę chciał odczytywać ten fragment jako odnoszący się do zbawienia wiecznego, mamy ciekawy wzorzec do naśladowania. Abraham został usprawiedliwiony:

Wtedy uwierzył Panu, a On poczytał mu to ku usprawiedliwieniu. (Rodzaju 15:6)

A Jakub pisze:

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków, gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego?  (Jakuba 2:21)

Tak się składa, że  między tym dwoma wydarzeniami minęło około 20 lat.

Więc kiedy ktoś uwierzy, wystarczy, że na przestrzeni 20 następnych lat wykaże się jednym uczynkiem, i to wystarczy, by zweryfikować jego wiarę?

Absurd.

Religia używa drugiego rozdziału Listu Jakuba jako narzędzia siania strachu, przy czym każda grupa religjijna ma swoją listę uczynków, które dowodzą, że jesteś zbawiony lub dowodzą, że nie jesteś.

Jezus nie przyszedł na ziemię po to, by dać nam kolejny zestaw przykazań, jak robi to dzisiaj ogromna większość Kościołów. Przyszedł po to, by dać odpoczynek od prawa. Radość, pokój. Choć nieraz przez łzy.

Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. (Mateusza 11:28)

Albowiem Królestwo Boże, to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym. (Rzymian 17:17)

Jeśli powżysze wersety nie spełniają się w Twoim życiu, najprawdopodobniej dzieje się tak dlatego, że wierzysz kłamstwom, które nauczyła cię religia.

Nie musisz tego dalej robić!