Świątynia – co to jest?

Ten artykuł będzie krótki i prosty, być może jednak ciężko będzie ci w niego uwierzyć.

Pojęcie świątyni jest nierzadko używane w języku polskim. Najczęściej chyba w odniesieniu do kościoła – budynku, gdzie chodzi się co niedzielę. Wielu też słyszało o budowanej Świątyni Opatrzności Bożej i zżymało się nad ileś-tam-set milionami złotych wydanych na nią do tej pory.

Zaraz wykażę, że znaczenie pojęcia 'świątynia’ jest tylko jedno.

W języku polskim, podobnie zresztą jak w koine – języku oryginalnym Nowego Testamentu – wyraz 'świątynia’ jest pochodną wyrazu 'święty’, 'oddzielony’. Biblijnie rzecz ujmując, autorem prawdziwej świętości jest tylko Bóg. Święty – oddzielony od naszej niedoskonałości -jest tylko Bóg – ale również to, co On sam uzna za święte – oddzielone przez Niego.

I tak przykładowo świętymi nazywa się wszystkich chrześcijan. Tak, wszystkich! Zwrotu tego w ten sposób używa często Apostoł Paweł (na przykład w Rzymian 1:7, 2 Koryntian 6:1, Efezjan 1:1).

Paweł wielokrotnie nazywa też wierzących – jako ogół – świątynią. Porównaj 1 Koryntian 3:16-17.

I z wyjątkiem fragmentów z Listu do Hebrajczyków i Księgi Objawienia, gdzie mowa jest o miejscu w Niebie, wszystkie pozostałe przypadki użycia w Biblii wyrazu 'świątynia’ odnoszą się tylko i wyłącznie do pojedynczego budynku w Jerozolimie!

I tu dochodzimy do sedna – nie ma 'świątyń’ w liczbie mnogiej! Świątynia to jeden, jedyny budynek – wybudowany w połowie X wieku pne, zniszczony przez Babilończyków w 586 roku pne. Odbudowany ponownie w 516 roku pne, ostatecznie zburzony w czasie najazdu rzymian z 70 roku ne.

Zdaniem chrześcijan dosłownie traktujących pewne proroctwa biblijne, świątynia odbudowana będzie po raz kolejny, i będzie to jednym z ostatnich znaków 'końca czasów’.

Świątynia określana była jako miejsce zamieszkania Boga i miała specjalnie oddzielone miejsa –  'święte’ i 'najświętsze’ – natomiast dzisiejsze kościoły nie mają nic takiego! Nazywanie ich 'świątyniami’ to jakaś koszmarna mieszanka Starego i Nowego Testamentu!

Jeśli popatrzymy, jak rozwijał się Kościół chrześcijański na początku, zobaczymy, że ludzie po prostu spotykali się po domach (Dzieje Apostolskie 2:46) i jakkolwiek uzasadnione może wydać się postawienie jakiegoś budynku, kiedy liczba chrześcijan przewyższy pojemność domów, o tyle nazywanie takich budynków 'świątyniami’ dowodzi zerowej znajomości Biblii.

Pomyśl. Większość ludzi bezmyślnie nazywa kościół świątynią, choć to tak odległe pojęcia. Ile innych rzeczy w ich religijności nie ma żadnego związku z prawdą, i powtarzają to, co usłyszeli od innych?

Ile takich rzeczy powtarzam ja? Ile ty?

Ojcze Nasz – modlitwa też nasza?

Na początku 2012 roku w stanie Delaware w USA miał miejsce ciekawy proces. Kilku radnych wystąpiło z zażaleniem, że każde obrady rozpoczynają się modlitwą „Ojcze Nasz”, i że jest to niekonstytucyjne, bowiem Konstytucja USA zabrania faworyzowania jakiejkolwiek religii, a „Ojcze Nasz” jest modlitwą chrześcijańską.

Co naprawdę mnie zaciekawiło w tym wszystkim, to słowa sędziego – Leonarda P. Starka. Podsumowując zakończenie pierwszych obrad sądu powiedział, że dano mu bardzo trudną sprawę, gdyż wbrew opinii przygniatającej większości, on osobiście nie widzi, żeby modlitwa ta była modlitwą chrześcijańską. Nie ma w niej odniesienia do Jezusa, a w czasie jej powstania nikt nawet nie wiedział, co to jest chrześcijaństwo.

Mnóstwo ludzi się oburzyło. Jak to nie jest chrześcijańska??? Przecież wszystkie chrześcijańskie kościoły się nią modlą!!!

Poprawka: nie wszystkie.A nawet gdyby… to równie dobrze wszystkie mogą się mylić.

Owszem, modltwa 'Ojcze Nasz’ jest w Biblii, ale jest w niej również polecenie ukamienowania nieposznych synów (Pwt 21:18-21). Nie każde słowo Biblii skierowane jest bezpośrednio do nas dzisiaj.

Odrzucając uprzedzenia i statystyki kościelne, i nie przejmując się co myśli większość ludzi, odpowiedzmy na jedno pytanie – czy modlitwa „Ojcze Nasz”, zwana również Modlitwą Pańską, jest skierowana do chrześcijan?

Odpowiedź na to pytanie jest prostsza, niż się wydaje.

Sędzia Stark miał absolutną rację – Modtlitwa Pańska nie mogła być skierowana do chrześcijan, bo w tym czasie nie było chrześcijan! Przeczytaj 16. rozdział Ewangelii Jana – Jezus mówił swoim apostołom że jeszcze nie potrafią wszystkei zrozumieć, i nie wszystko może im powiedzieć. (J 16). Jezus był Żydem, mówił do Żydów, i niemal wszystko, co mówił, było tak głęboko osadzone w religii i kulturze Izraela że odnoszenie tego bezpośrednio do chrześcijan może wywołać jedynie nieporozumienia.

Czy zatem nic z tego, co Jezus mówił, nie odnosi się do chrześcijan?

To również niepoprawne uproszczenie. Należy zawsze czytać kontekst sytuacji. Niektóre rzeczy Jezus mówił tylko do Żydów. Niektóre – wyłącznie do apostołów. Inne – do uczniów. Pewnego razu Jezus dał specjalną misję wybranym 72 uczniom. Roztrzygnięcie, do kogo dane słowa były skierowane, nie przesądza o tym, czy słowa te skierowane są również do nas. Należy po prostu czytać z kontekstem – zadać sobie pytanie – w jakiej sytuacji padły te słowa? Czy są wskazówki, że to jakaś prawda uniwersalna, czy może tylko polecenie skierowanei do określonej grupy ludzi w określonym czasie?

Planuję kiedyś szerzej opisać tekst Modlitwy Pańskiej bo jest to tekst bardzo ciekawy –  teraz ograniczę się do pobieżnego wskazania kilku miejsc, które moim zdaniem jasno pokazują, iż nie jest to modlitwa chrześcijańska.

Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi (oparte na Mt 6:10)

Czy nasza modlitwa może zmienić fakt, czy w niebie spełnia się wola Boża? Wybaczcie że się czepiam, ale czy nie mam prawa wiedzieć, o co chodzi? Czy w niebie są jakieś strajki, protesty, zamieszki? Chciałbym przynajmniej wiedzieć dokładnie, o co mam się modlić 🙂

odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom (oparte na Mt 6:12)

W Starym Testamencie całkowicie oczywistym było, że prosiło się Boga o przebaczenie grzechów. Cały system ofiarniczy, na którym zbudowane było Prawo, był błaganiem Boga o przebaczenie. Nie tyle jednak chodziło o to, by odmienić nastrój Boga – a jedynie o to, by Bóg łaskawie zmienił naturalne konsekwencje grzechu przewidziane w Prawie.

A co mówi Nowy Testament?

W nim [Chrystusie] mamy odkupienie przez krew jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski jego, (Efezjan 1:7)

Jeśli mamy przebaczenie grzechów, dlaczego mielibyśmy wciąż prosić o przebaczenie? Nie powinniśmy! Możemy za nie jedynie dziękować!

W tym wersecie jednak najbardziej razi mnie jego zakończenie… czy Boże przebaczenie rzeczywiście naśladuje sposób, w jaki my przebaczamy? Oj, biada mi, mogę być grzeczniutkim chrześcijaninem ale raz mnie ktoś tak zrani, że nie zechcę mu wybaczyć… a może po prostu zapomnę mu przebaczyć… i mam przechlapane? Jak mogę myśleć o zbawieniu jeśli Bóg mi czegoś nie przebaczył! Czeka mnie piekło!!!

Jakby ktoś miał wątpliwości, czy ten tekst naprawdę grozi tym, proszę, dalej znajdziemy dobitne wyjaśnienie:

Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień. (Mt 6:15)

i nie wódź nas na pokuszenie ale nas zbaw ode złego (oparte na Mt 6:13)

Mam poważne problemy ze zrozumieniem tego fragmentu.

Jak to – Bóg nas wodzi na pokuszenie? Przecież Jakub temu zaprzecza:

Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi.(Jak 1:13)

I poza tym… Bóg nas generalnie kusi, ale jeśli go poprosimy…. przestanie???

No i co z tą prośbą „zbaw nas ode złego” – czy jeśli Bóg ma w mocy nas zbawić od „złego”, cokolwiek to „zło” znaczy, czy nie zrobiłby tego po prostu ot, tak? Czy trzeba Go o to prosić? Nie rozumiem.

A może.. można to zrozumieć, tylko zastanówmy się nad jakością tłumaczenia i doczytajmy kontekst?

Na koniec powiem, jak ja rozumiałem Mt 6:13 jak miałem kilka lat. Może 4, może 6, nie pamiętam.

Mama zawsze rozmawiała ze mną o Bogu, ale nie wchodziła za bardzo w szczegóły, zwłaszcza te niewygodne. Nauczyła mnie na pamięć „Ojcze nasz” i kiedy zadałem kilka pytań, i nie otrzymałem na nie odpowiedzi, przestałem pytać… przynajmniej na jakiś czasu. Nie miałem pojęcia, co to znaczy „wódź” i nie wiedziałem co to znaczy „pokuszenie”; wiedziałem, co to jest pokruszenie. Jak jadłem ciasta, częstu kruszyłem i robiłem bałagan na podłodze i rodzice mieli do mnie o to pretensje. Ale co może znaczyć „wódź”? Nie wiedziałem, skojarzyło mi się to jednak z „budź”.

Wierzcie lub nie, w tym wieku byłem święcie przekonany, że fragmentem Modlitwy Pańskiej jest „nie budź mnie na pokruszenie” – czyli jeśli śpię, niech śpię dalej, bo w czasie snu na pewno nie będę jeść ciastek i nie nabałaganię.

Może nie równie zabawnie (niełatwo być zabawniejszym ode mnie 🙂 ), ale jestem pewien, że co najmniej połowa odwiedzających w niedzielę kościoły powtarza część „Ojcze Nasz” rozumiejąc go zupełnie opacznie, bądź nie rozumiejąc w ogóle. Co znaczy zatem fakt, że modlitwa „Ojcze Nasz” odmawiana jest w mnóstwie kościołów – może nawet w większości – co  niedzielę? Powinno zmusić to nas do refleksji – jak to jest, że człowiek, choć istotą myślącą będący, tak często wyłącza myślenie w kwestii religii?

A ile z tego, w co sam wierzę, jest przyjęte bezkrytycznie od innych?

Dobrze zadawać sobie samemu takie pytanie codziennie. Pobudzać innych – i siebie – do myślenia. Spróbuj postawić znajomemu, biblijnie wierzącemu chrześcijaninowi takie pytanie – skoro wierzysz, że Jezus wybaczył ci wszystkie grzechy, dlaczego wciąż w Modlitwie Pańskiej prosisz Go o nie? Gwarantuję, że większość chrześcijan osłupieje 🙂

 

ostatnia edycja: 9 kwietnia 2019.

Jakuba 2 – sama wiara na nic?

Jednym z najczęściej przeciwstawianych doktrynie darmowego zbawienia z łaski przez wiarę fragmentów Biblii jest fragment z 2. rozdziału Listu Jakuba. O fragmencie tym mówi się i pisze bardzo dużo – tak dużo, że większość ludzi widzi już tylko to, co się mówi i pisze, nie widząc, o czym rzeczywiście Jakub pisze. I wtedy całość rzeczywiście zaczyna wydawać się bardzo skomplikowana – na tyle, że część teologów liberalnych wysnuło nawet teorię, że początkowo istniały dwa nurty chrześcijaństwa – Pawłowe i Jakubowe. Paweł nauczał, że zbawienie jest wyłącznie z wiary, zaś Jakub, że z wiary i uczynków.

Na przestrzeni wieków nie raz pojawiali się teologowie, którzy, nie rozumiejąc zupełnie tego fragmentu, odmawiali Listowi Jakuba miejsca w kanonie pism natchnionych. Jednym z tych teologów był sam Luter!

Fragment ten też jest jednym z ulubionych podczas dyskusji katolików z protestantami o sposobie zbawienia. Abstrahuję teraz od rzeczywistej teologii różnych Kościołów, która na ogół jest niemal nikomu nie znana, piszę, co przeciętny katolik i protestant powiedzą.

Katolik – Fragment ten pokazuje, że aby zostać zbawionym, sama wiara nie wystarczy, ale potrzebne są też uczynki.

Protestant – Fragment ten pokazuje, że uczynki dowodzą, że wiara jest prawdziwa. Jeśli nie ma uczynków, znaczy to też, że nie ma prawdziwej wiary.

(Tutaj różne frakcje protestanckie będą różnie kontynuować. Przy wyznawanej nieutracalności zbawienia padnie tekst, że brak uczynków oznacza, że zbawienia nigdy nie było; pozostali zaś powiedzą, że zbawienie ktoś, przez trwanie w grzechu, po prostu utracił).

Postaram się wykazać, że obie opcje są mylne. Wpierw jednak, trochę anegdotycznie, podam często przytaczany przez katolików (choć nie tylko katolików) argument. Mówią – wy, protestanci, tak często kładziecie nacisk na slogan 'tylko wiara’, podczas gdy wyrażenie 'tylko wiara’ występuje tylko raz w Biblii, w Liście Jakuba, we fragmencie w którym autor właśnie pisze, że sama wiara nie może nikogo zbawić!!!

Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary (Jakuba 2:24)

Argument wygląda  porządnie, czyż nie? Zaraz zobaczymy!

Zauważmy, że Jakub odnosi się do tego samego przykładu, co Apostoł Paweł, kiedy ten ostatni pisze o usprawiedliwieniu z samej wiary – do przykładu Abrahama. Porównajmy:

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków, gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego? (Jakuba 2:21)

Bo jeśli Abraham z uczynków został usprawiedliwiony, ma się z czego chlubić, ale nie przed Bogiem. (Rz 4:2)

Jeśli połączę te wersety, otrzymam to, co następuje:

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków (ale nie przed Bogiem), gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego?

Czyżby zatem istnieją dwa rodzaje usprawiedliwienia – przed Bogiem i nie-przed-Bogiem? Przed ludźmi?

Nie wnioskuję tutaj niczego, tylko pytam…

 

Usprawiedliwienie przed Bogiem jest niezbędnym warunkiem zbawienia. Grzech musi być ukarany. Grzeszny, nieusprawiedliwiony człowiek, nie może mieć żadnej społeczności z Bogiem; nie może przebywać przed Jego obliczem. Jakub nie może pisać o takim rodzaju usprawiedliwienia. Oto dowody:

Tematem całego Listu Jakuba jest zachowanie chrześcijan, nie doktryna.

Popatrzmy na rozdział 2. Jakub krytykuje w nim dyskryminację biednych ludzi. W wersie 15. opisuje dokładnie sytuację, w której ktoś tylko mówi o pomocy, nie dając jej. Czy same słowa pomogą któregokolwiek człowiekowi? Czy sama wiara pomoże… jakiemukolwiek człowiekowi?

W kontekście jest „TU I TERAZ”, a nie „co będzie na tamtym świecie”!

Gdyby jednak ktoś naprawdę chciał odczytywać ten fragment jako odnoszący się do zbawienia wiecznego, mamy ciekawy wzorzec do naśladowania. Abraham został usprawiedliwiony:

Wtedy uwierzył Panu, a On poczytał mu to ku usprawiedliwieniu. (Rodzaju 15:6)

A Jakub pisze:

Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków, gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego?  (Jakuba 2:21)

Tak się składa, że  między tym dwoma wydarzeniami minęło około 20 lat.

Więc kiedy ktoś uwierzy, wystarczy, że na przestrzeni 20 następnych lat wykaże się jednym uczynkiem, i to wystarczy, by zweryfikować jego wiarę?

Absurd.

Religia używa drugiego rozdziału Listu Jakuba jako narzędzia siania strachu, przy czym każda grupa religjijna ma swoją listę uczynków, które dowodzą, że jesteś zbawiony lub dowodzą, że nie jesteś.

Jezus nie przyszedł na ziemię po to, by dać nam kolejny zestaw przykazań, jak robi to dzisiaj ogromna większość Kościołów. Przyszedł po to, by dać odpoczynek od prawa. Radość, pokój. Choć nieraz przez łzy.

Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. (Mateusza 11:28)

Albowiem Królestwo Boże, to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym. (Rzymian 17:17)

Jeśli powżysze wersety nie spełniają się w Twoim życiu, najprawdopodobniej dzieje się tak dlatego, że wierzysz kłamstwom, które nauczyła cię religia.

Nie musisz tego dalej robić!

Chorujesz, bo zgrzeszyłeś! 1 Kor 11:30

Czy cierpienie jest nieodłącznym elementem życia człowieka na ziemi? Większość ludzi zapewne się zgodzi, że tak jest. I zazdroszczą oni tym, którzy uważają inaczej.

Są różne formy cierpienia, ale spójrzmy tylko na cierpienie fizyczne. Różne formy bólu i dyskomfortu towarzyszą nam całe życie jednak są dla nas pomocne – na ogół niosą dla nas bezcenne informacje które pomagają nam przeżyć cało i zdrowo. Oparzony palec boli, ale dzięki niemu wiemy, że nie powinniśmy wskakiwać do ogniska. Zwichnięta kostka każe nam ograniczać do minimum jej ruch, co przyśpiesza rekonawlescencję.

Problem celowości cierpienia jest już bardziej skomplikowany w przypadku

 

???????????????chorób przewlekłych, które wciąż, pomimu ogromnego postępu medycyny, występują zdecydowanie częściej, niż byśmy chcieli – najprawdopodobniej znasz kogoś z rodziny lub znajomych, kto taką chorobę ma. Jeśli sam jej nie masz, można powiedzieć, że nie cierpisz, ale… cierpienie kogoś z rodziny lub znajomych będzie dla ciebie również cierpieniem, być może większym, niż gdyby problem dotyczył ciebie. Na pewno większość rodziców zamieniłaby się miejscem z cierpiącymi dziećmi bez chwili wahania.

Jakie jest źródło cierpienia?

Pewien znany mi człowiek, gorliwy chrześcijanin, utrzymuje, iż w momencie, kiedy postanowił żyć dla Boga „na całość”, został „obdarzony” przewlekłą, nieuleczalną chorobą. Utrzymuje on również, że stanie się tak (lub podobnie) z niemal każdym, który postanowi być gorliwym uczniem Chrystusa.

Kiedy mi o tym powiedział, zacząłem się bać. Z jednej strony chciałem żyć „na całość” dla Boga, ale zdecydowanie nie chciałem przewlekłej choroby. To powodowało wyrzuty sumienia – to Jezus Chrystus umarł dla mnie, a ja nawet nie chcę się troszkę poświęcić i przyjąć na siebie jakąś chorobę?

Miotałem się zatem między strachem przed chorobą i strachem przed zawiedzeniem mojego Boga. I tylko… gdzieś, w głębi umysłu, zaczęło kiełkować pytanie, które ośmieliłem się zadać dopiero wiele lat później:

Czy Bóg nie potrafi uczynić mnie wiernym bez ciężkiej choroby?

Później pojawiło się parę innych pytań:

Czy wszyscy wierni Bogu ludzie mają przewlekłe choroby?
Analogicznie, czy bycie zdrowym dowodzi, że się Bogu wiernym nie jest?

I wreszcie, pytanie najważniejsze, przynajmniej dla chrześcijan:

Gdzie w Biblii jest napisane, że wszyscy służący Bogu „obdarowani” będą chorobami?

Istnieje kilka fragmentów, na których opierają się zwolennicy „błogosławionego chorowania”. Najczęściej cytowanym jest werset z tytułu tego artykułu:

 Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też umarło. (1 Koryntian 11:30)

Kiedy przeczytamy cały kontekst tego wersetu, zobaczymy, iż apostoł Paweł odnosi się w nim do pijaństwa i obżarstwa Koryntian podczas ich wspólnych spotkań. Moja pierwsza myśl była taka: obżarstwo i pijaństwo równa się marskość wątroby i choroba wieńcowa! Stąd choroby i śmierć! Jednak kontekst mówi wyraźnie o sądzie Bożym:

Lecz gdy jesteśmy sądzeni przez Pana, upomnienie otrzymujemy, abyśmy nie byli potępieni ze światem. (1 Koryntian 11:32)

Czy jednak sąd Boży musi oznaczać salę sądową i Boga – sędziego wymierzającego karę? Jak to się ma do faktu, iż Chrystus odkupił ludzkość i całą karę wziął na siebie?

W Starym Testamenci za każdym niemal razem, gdy mowa jest o sądzie Bożym, opisywana jest sytuacja jakiejś bitwy, i sądem jest klęska jednej ze stron. Widzimy zatem, iż sąd Boży może oznaczać naturalne konsekwencje jakiegoś czynu bez żadnej „cudownej” ingerencji.

Kiedy wierzyłem w całość podawanej mi chrześcijańskiej doktryny, w wersecie tym widziałem przestrogę przed piekłem – sąd = sąd, na którym staniemy po śmierci; potępienie = wrzucenie do piekła. Zauważ jednak, iż kontekst tego tekstu zupełnie nie mówi o „sprawach ostatecznych” i wbrew porywom zalęknionego przez religię mózgu, nie ma tu żadnej wskazówki, iż Paweł pisze o naszej wieczności.

Co zatem oznacza ten tekst?

Niektórzy uważają, że chodzi o choroby i śmierć w przenośni, w aspekcie duchowym, jednak analiza poszczególnych słów użytych przez Pawła wykazuje ponad wszelką wątpliwość, że chodzi o aspekt fizyczny. Czasownik tłumaczony to jako „umarło” (dosłownie – zasnęło) jest używany w tym samym Liście jeszcze pięć razy, i za każdym razem oznacza śmierć fizyczną (7:39; 15:6. 18. 20. 51).

Czy jednak Bóg zsyła na ludzi choroby? Jeśli mamy wątpliwości, jaki jest Bóg, najlepszą rzeczą do zrobienia jest przyjrzenie się temu, co robił Jezus. Czy obdarzał ludzi chorobami?

Stary Testament jest pełen obietnic zdrowia w nagrodę za posłuszeństwo, i jest też pełen gróźb chorób za nieposłuszeństwo (Księga Liczb rozdziały 11-14, 2 Kronik 21:15, 1 Samuela 25:38, Izajasza 10:16, plaga trądu itp), nie znajdziemy jednak nigdzie dowodu, iż to Bóg sam zsyła na kogoś chorobę – kara Boża z reguły oznaczała brak interwencji i zostawienie rzeczy ich naturalnemu biegowi. Można to porównać do sytuacji, gdy Bóg informuje kogoś, gdzie znajduje się szczepionka – jeśli osoba z niej skorzysta, nie zachoruje.

Jeżeli jednak przeanalizujemy sytuacje, gdy Bóg przestrzega przed chorobami, wszystkie mają jedną cechę wspólną: wszystko jest jasno stwierdzone, nikt nie musi się domyślać. Pojawia się na przykład prorok, który piętnuje grzech i następnie zapowiada karę za niego. Nikt nie musi zgadywać! Również Koryntianom Paweł jasno daje znać, co jest przyczyną ich chorób. Tak naprawdę nie do końca rozumiem każde słowo z tego fragmentu – jednak Koryntianie bez wątpienie wszystko rozumieli.

W Biblii nigdzie nie jest napisane, że jakaś choroba jest darem lub karą od Boga – bądź to w celu ukarania bądź poprawy czyjegoś zachowania! I nikt nie ma prawa wyrokować, kto i za jakie to grzechy został ukarany chorobą! Proroków i apostołów już nie ma! Zarówno chrześcijanie jak i niechrześcijanie chorują, i jest to naturalna kolej rzeczy na tym świecie. Kiedy przewrócisz się, jadąc na rowerze, tak że złamiesz sobie rękę, nie zastanawiasz się, co Bóg chciał przez to powiedzieć, ani nie prosisz o uzdrowienie – wzywasz pogotowie lub jedziesz na nie! Kiedy ty lub ktoś z twoich bliskich choruje, nie próbuj szukać w niebie odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Choroby są spowodowane konkretnymi działaniami (lub brakiem jakowychś). Mogą mieć źródło w problemach genetycznych. Mogą być spowodowane zduszoną w podświadomości traumą. I w ich wyniku jak najbardziej dojść do czegoś wspaniałego, jednak sytuacje, gdy możemy coś stwierdzić z absolutną pewnością, należą do rzadkości.

Jeszcze raz: w Nowym Testamencie w ogóle nie można mówić o karze za grzechy, bo całą karę wziął na siebie Chrystus. Czy Bóg wychowuje chorobami? Popatrz na choroby niemowląt – czy i je Bóg chce czegoś nauczyć? Czy może za coś ukarać?

Możesz zatem jak najbardziej pragać życia, które będzie służbą Bogu, nie musząc się obawiać, iż Bóg ześle na ciebie chorobę. A kiedy ktokolwiek próbuje ci wytłumaczyć twoje choroby wyrokami Bożymi… uciekaj jak najprędzej!

Ostatnia edycja – 7 lutego, 2019

Wyznawanie grzechów

Wszystkie główne wyznania chrześcijańskie głoszą, że należy wyznawać swoje grzechy; różnią się jednak znacznie co do zasad praktykowania owego wyznawania. I tak Kościoły bardziej tradycyjne praktykują tzw. spowiedź uszną – gdzie grzechy wyznaje się kapłanowi/pastorowi; Kościoły protestanckie z reguły uważają, że grzechy należy wyznawać Bogu w osobistej modlitwie.

W tym artykule skupić się chcę na zasadzie protestanckiej, wpierw jednak krótko podsumuję temat spowiedzi usznej. Cała doktryna tej spowiedzi oparta jest na jednym wersecie:

Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. (Jana 20:23  )

Jest to być może najlepszy przykład tego, jak można skonstruować potężnie rozbudowaną doktrynę opierając ją na jednym, jedynym wersecie.

Gdyby Jezus rzeczywiście dał apostołom władzę przebaczania grzechu, i jeśli – jak głosi ta doktryna – jest to rzecz niezbędna do zbawienia, dlaczego cała reszta Nowego Testamentu milczy na ten temat? Dzisiaj można znaleźć setki książek na temat spowiedzi; dlaczego apostołowie o niej milczą? Nie ma ani jednej wzmianki, by kogokolwiek ‘wyspowiadali’ lub by podawali komuś ‘5 warunków dobrej spowiedzi’.

Jeżeli apostołowie mogą przebaczać grzechy (bo czasownik tłumaczony tu jako ‘odpuszczać’ oznacza po prostu ‘przebaczać’), jak to ma się do tekstu z Łukasza 5:21-24, gdzie faryzeusze słusznie zauważają, że grzechy przebaczać może jedynie Bóg, a Jezus temu nie zaprzecza, lecz głośno mówi ‘Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy”, dowodząc, że w istocie jest Bogiem?

I jeśli apostołowie mają jednym przebaczać grzechy, a innym nie, jak ma się to do polecenia, abyśmy przebaczali wszystkim bez końca? (Mateusza 6:12 i 18:22, Kolosan 3:13, Efezjan 4:32)

Podsumowując – werset z Jana 20:23 nie daje apostołom żadnej władzy odpuszczania grzechów.A co werset ten mówi? Zauważ, że w całym zdaniu jest czas teraźniejszy. Większość ludzi rozumie dzisiaj ten werset tak:  ‘komu grzechy odpuścicie, będą im odpuszczone’, widząc zaleźność przyczyna-skutek, ale werset ten nie ma czasu przyszłego. Apostołowie mogą jedynie ogłaszać wyroki Boże jasno określone w Biblii: kto wierzy w Jezusa, ma odpuszczenie grzechów, i mogę mu to ogłosić sam. Nie będę tu tego udowadniał, jako że ekspertem od starożytnej greki nie jestem, i niewątpliwie można znaleźć sporo opracowań znawców językowych.

* * *

Doktryna o spowiedzi dousznej i protestanckie ‘wyznawanie grzechów Bogu’ mają jedną zasadniczną wspólną cechę – obie oparte są ja jednym, jedynym wersecie. Dlatego spora część powyższego rozumowania dotyczy obu tych zagadnień.

Protestanckie wyznawanie grzechów oparte jest na wersecie z 1 Listu Jana 1:9:

Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości.

Przez wiele lat sam cytowałem ten fragment, dowodząc, że należy codziennie wyznawać Bogu swoje grzechy, aby On je wybaczył i aby przywróciło to społeczność z Nim.

Pewnego dnia jednak jedno z moich dzieci zapytało mnie: jak to jest, że Bóg przebaczył ci grzechy dzięki ofierze Jezusa, ale wciąż musisz prosić Go o przebaczenie?

Nie miałem odpowiedzi. Mimo to, odpowiedziałem, choć nie do końca wierzyłem w to, co mówiłem. Odpowiedziałem tak, jak dzisiaj zapewne odpowie ci pastor, którego zapytasz o ten problem. Powiedziałem: 'choć Bóg odpuścił ci grzechy na krzyżu, gwarantuje to jedynie życie wieczne (‘jedynie’, hehe); natomiast aby ‘utrzymać społeczność z Bogiem’ należy Go przepraszać za wszystkie popełnione grzechy.’

Czyż nie wydaje się to logiczne? Z jednej strony tak. Przecież jeżeli kogoś skrzywdzimy, oczywiste jest że go przepraszamy. O ile bardziej powinniśmy przepraszać za wszystko Boga, który jest święty, czyż nie?

NIE.

Czyż kazdy nie wyznany grzech nie powoduje utraty ‘społeczności z Bogiem’?

NIE.

Pomyśl: praktycznie niemożliwe jest, aby wyznawać Bogu wszystkie swoje grzechy. Jeśli jesteś sobie w stanie przypomnieć wszystkie chwile, kiedy nie miłowałeś Boga z całej siły swojej trzy dni temu, i jeśli wszystkie te chwile Bogu wyznałeś jako grzech… nie jesteś realistą i nie ma sensu, żebyś dalej to czytał.

Co oznacza ‘wyznawać grzechy’? Oryginalny grecki czasownik homologeo powstał z połączenia dwóch słów – homos (taki sam) i logos – słowo, mowa. Dosłownie zatem jest to ‘mówienie tego samego’, zgadzanie się, uznawanie. A co z wyrazem ‘grzechy’? Czy chodzi tu o nasze powszednie, codzienne postępki?

Dokładnie to samo wyrażenie co w 1 Jana 1:9 znajdziemy w Ewangelii Marka 1:5

Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając (przy tym) swe grzechy. (Marka 1:4-5)

Większość źródeł podaje, że sama Jerozolima miała wtedy ok. 100 tysięcy stałych mieszkańców. Nie sposób wyobrazić sobie takich tłumów przychodzących do Jana na osobistą spowiedź. Wyznanie grzechów mogło oznaczać nic więcej, jak przyznanie się ‘zgrzeszyłem’, ‘jestem grzesznikiem’, lub w ogóle nie zawierało żadnych słów – samo przyjście na chrzest pokazywało, że uznaje się swój grzech.

Popatrzmy na omawiamy werset raz jeszcze:

Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. (1 Jana 1:9)

Cokolwiek oznacza wyznanie grzechów, jest ono warunkiem jednocześnie  ‘odpuszczenia i oczyszczenia’. Odpowiedz na dwa pytania:

  1. Czy wyznajesz wszystkie grzechy, jakie popełniasz?
  2. Czy Bóg oczyszcił Cię z grzechów, które już wyznałeś, w taki sposób że już ich więcej nie popełniasz?

Oczywiste odpowiedzi na oba te pytania brzmią NIE.

'Odpuszczenie’ oznacza przebaczenie – czyż Bóg już nie odpuścił wierzącym grzechu?

W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków (grzechów), według bogactwa Jego łaski. (Efezjan 1:7)

Odpuścił! Jeżeli zatem oczyszczenie stoi obok odpuszczenia, musi być tak samo dokonane – ukończone – w stosunku do chrześcijan. Jeżeli Bóg odpuścił Ci grzechy, również oczyścił cię z wszelkiej nieprawości. Oczyszczenie nie oznacza tutaj zatem zmiany naszego zachowania, ale pozycji, jaką mamy przed Bogiem. My jesteśmy oczyszczeni! Apostoł Paweł wyraża to następująco:

Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego
A takimi byli niektórzy z was. Lecz zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez Ducha Boga naszego. (1 Koryntian 6:9-11)

Fragment ten służy religii do straszenia swoich 'wiernych’ gdy uczy, że jest to lista rzeczy, które wykluczają cię z grona zbawionych, ale gdy odrzucisz te brednie, zauważysz, że nie ma osoby, której nie charakteryzowałaby choć jedna z tych rzeczy. Co więcej, Koryntianie je praktykowali! Zobacz fragmenty z tego samego Listu: 3:1-3, 5:1-5, 6:15-20 lub 11:21. Kiedy Paweł pisze w 6:11 ’zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni’ nie ma to nic wspólnego z uczynkami Koryntian. To coś, co zrobił Bóg, i jest to czas przeszły dokonany. Każdy wierzący został obmyty, uświęcony i usprawiedliwiony, choćby uprawiał – jak Koryntianie – nierząd (6:15-20).

Zarówno Paweł jak i Jan, używając różnych wyrażeń, odnoszą się do tego samego – do pozycji chrześcijanina przed Bogiem. Religia nastawiona jest na uczynki ciała (coś, przed czym przestrzega Paweł w Liście do Galacjan); patrzy na to, co robi człowiek. Ewangelia zaś patrzy na to, co robi Bóg. Aktu obmycia/oczyszczenia z grzechu dokonał Jezus na krzyżu przez krew Jego:

a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu. (1 Jana 1:7b)

Jeśli Jan pisze, że krew Jezusa oczyszcza nas z wszelkiego grzechu, to albo ma coś innego na myśli, niż to, że fizycznie przestajemy grzeszyć (bo nie przestajemy); albo pisząc 'wszelkiego’ ma na myśli 'niektórych grzechów’. Przyjmijmy, że wszelki grzech = wszelki grzech!

Jakkolwiek sprzeczne wydać ci się to może z mnóstwem rzeczy, w które wierzysz, Jan absolutnie nie pisze w tym fragmencie nic na temat Twoich uczynków, lecz Twojej pozycji przed Bogiem. Jesteś obmyty z grzechu, dlatego Bóg traktuje Cię tak, jak gdybyś nigdy nie zgrzeszył, i nigdy twoich grzechów już więcej nie wspomni (List do Hebrajczyków 10:17).

No dobrze, jeżeli zatem 1 Jana 1:9 nie mówi nic o wyznawaniu Bogu swoich codziennych grzechów, o czym zatem mówi?

Zajmę się konstrukcją 1 rozdziału 1 Listu Jana w osobnym artykule, bo sprawa jest bardzo ciekawa, na razie napiszę tylko wniosek…

***

Po napisaniu wniosku, który powyżej zapowiadam, 'coś mi nie pasowało’ i postanowiłem jeszcze raz sprawdzić kilka opcji. Rezultatem tego jest to, że… usunąłem ten tekst. Nie czuję się na siłach, by wnioskować o tym, nie posiadając wystarczającej wiedzy w tym temacie.

Wspomnę tylko o dwóch możliwościach tłumaczenia tego tekstu.

1) Pierwszy rozdział 1 Listu Jana nie został napisany do ludzi wierzących.

Jest to pogląd zdobywający dzisiaj coraz większą popularność. Jakkolwiek wniosek ten   komuś może to się wydawać dziwny , wydaje się to mieć poparcie w tekście. W kilku pierwszych wersetach Jan wyraźnie rozgranicza 'my’ kontra 'wy’, spójrz na przykład na wers 2:

bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione (1 Jana 1:2)

Niektórzy wnioskują, że 'głosimy wam życie wieczne’ oznacza, że odbiorcy tego życia nie mają. Nie mają też społeczności/współuczestnictwa z ludźmi wierzącymi ani Bogiem (wers 3).

Opcja ta wydaje się sensownie rozwiązywać wiele problemów, nie tłumaczy jednak, dlaczego Jan tak dziwnie podzielił swój list – początek do niewierząych, reszta dla wierzących. Co prawda zaraz po tym dyskusyjnym fragmencie Jan pisze „Dzieci moje, piszę wam” (2:1), co – jak niektórzy sugerują – oznacza początek części dla wierzących, niemniej – moim zdaniem – przydałoby się jakieś jaśniejsze rozgraniczenie i zaznaczenie, że 'wy’ z pierwszego rodziału jest inne od 'wy’ z reszty Listu.

W myśl tego rozumienia, wyznawanie grzechów z 1:9 oznaczałoby uznanie, że się jest grzesznym, które człowiek czyni w momencie nawracania się.

2) Pierwszy rozdział 1 Listu Jana, jak i pozostałe, został napisany do ludzi wierzących.

Jest to dośc rzadko reprezentowany pogląd (oczywiście, jeśli odrzucimy panującą dziś opinię o codziennym wyznawaniu grzechów) i opiera się na zawiłościach gramatycznych, głównie używanych w wersetach 1:5-9 trybach warunkowych. W rezultacie tego rozumowania, pogląd ten głosi, że Jan miał na myśli, aby chrześcijanie zgadzali się z tym, co Bóg mówi na temat grzechu i uznawali, że jest on złem. Wybaczenie/oczyszczenie jest tu wynikiem tego, że Bóg jest sprawiedliwy i wierny, a nie wynikiem wyznania wiary.

Aby ocenić wartość tej opinii trzeba dobrze znać język Nowego Testamentu. Niewątpliwie jednak, argument ten ma więcej sensu niż codzienne wyznawanie grzechów jako warunek przebaczenia lub społeczności z Bogiem.

***

Jeśli nabiorę pewności co do któregoś z tych punktów, zapewne wyedytuję ten artykuł, na razie jednak zostawię obie opcje.

***

Jak pokazuje wielka ilość różnych opinii na tematy doktrynalne 1 Listu Jana, jest to List niełatwy w interpretacji. Omawiany tutaj 1:9 nie jest jednak najtrudniejszym fragmentem, o wiele więcej sporów jest o to, co to znaczy, że chrześcijanin nie grzeszy (3:9.5:18) albo co to jest 'grzech ku śmierci’ (5:16). Tematami tymi też planuję się zająć później. Nie zamierzam rozstrzygać tutaj, co 1:9 mówi, mogę natomiast bez wątpliwości stwierdzić, czego nie mówi. A nie mówi ani tego, że trzeba wyznawać grzechy, aby Bóg ci przebaczył; ani tego, że Bóg jest zły na ciebie dopóki nie przeprosisz za każdy grzech. Oba te poglądy zamieniają życie chrześcijańskie w sytuację, gdzie sukces jest niemożliwy. Nie ma różnych rodzajów przebaczenia grzechów! Dzięki Jezusowi i temu, co On zrobił, jest jedno przebaczenie, doskonałe i niezmienne.

A grzechów ich oraz ich nieprawości więcej już wspominać nie będę. (Hebrajczyków 10:17)

Sam kiedyś uczyłem dzieci popularnego w USA modelu modlitwy 'ACTS’ – akronimu od słów Adoration (Uwielbienie), Confession (wyznanie), Thanksgiving (dziękczynienie) i Supplication (proszenie) – zakładając, że każda modlitwa musi mieć element wyznania grzechów. Po latach przyznałem się do błędu.

Jeśli wyznawanie grzechów przywracałoby 'społeczność z Bogiem’ lub zapewniało nam Jego przychylność, bez wątpienia mielibyśmy o tym mnóstwo fragmentów w Biblii, a nie jeden werset.