Sąd Boży – bać się czy nie? (część II)

Kiedy zacząłem analizę tekstów Nowego Testamentu, od samego początku widziałem, że coś jest nie tak. Tak na ogół łatwo dostrzegalna doskonała harmonia między Starym i Nowym Testamentem w temacie sądu wydaje się nie mieć miejsca. Ale po kolei.
W Nowym Testamencie słowem tłumaczonym jako sąd/sądzić jest „kriseis” – z którego pochodzi nas swojski „kryzys”, czasownikiem „sądzić” jest zaś „krino” „Kriseis” występuje w różnych odmianach w NT 48 razu, „krino” – 115. Analiza ich występowania i kontekstu może zniechęcić – choć przeważająca większość fragmentów jest prosta do przetłumaczenia i zrozumienia, sporo z nich brzmi bardzo dziwnie i niektóre wydają się nawet sobie wzajemnie przeczyć.
(końcówka części I)

DRUGA CZĘŚĆ

Oto niektóre z pozornych sprzeczności w Nowym Testamencie.

Kto osądza świat?

Bo w takim razie jakże Bóg sądzić będzie ten świat? (Rz 3:6)

Bóg Ojciec! Ale inny fragment mówi, że przekazał sąd Synowi!

Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi (J 5:22)

A co na to Syn?

Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić (J 12:47b)

 

Albowiem my wszyscy musimy stanąć przed sądem Chrystusowym, aby każdy odebrał zapłatę za uczynki swoje, dokonane w ciele, dobre czy złe. (2 Kor 5:10)

 

Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony (J 3:18a)

I kiedy ten sąd ma się odbyć? Na końcu świata czy może… już się odbył?

Teraz odbywa się sąd nad tym światem; teraz władca tego świata będzie wyrzucony. (J 12:31)

Kiedy zaczniemy studiować poszczególne wystąpienia „kriseis” i „krino” można odnieść wręcz wrażenie, że każda strona Biblii była pisana przez kogoś innego i zawiera sprzeczne informacje.

W rezultacie w mało którym temacie różne denominacje nie różnią się tak bardzo, jak w temacie sądów. Jedne z nich skupiają się na pewnych fragmentach i pomijają te niepasujące do ich koncepcji, a inne stosują różne rodzaje teologicznej ekwilibrystyki aby wszystko mogło pozornie ułożyć się w logiczną całość.

Sam przez wiele lat wierzyłem w popularną w chrześcijaństwie ewangelicznym teorię, iż „Sąd Ostateczny” będzie miał siedem faz – osobno Izrael, osobno poganie, osobno chrześcijanie, część sądów będzie przed przyjściem Chrystusa, część po.

Jak to jest, że w Starym Testamencie temat sądu wydaje się taki prosty a w Nowym nie?

Oto proponowane wyjaśnienie… i jednocześnie myśl przewodnia całego artykułu:


Zarówno w języku hebrajskim jak i greckim istnieje wiele wyrazów, których jednym z tłumaczeń jest sąd/sądzić, ale o ile w Starym Testamencie niemal bez wyjątków tłumaczy się je zgodnie z kontekstem, w Nowym – nie. Dlaczego?
Ano dlatego, iż podczas gdy powszechnie niemal całe chrześcijaństwo się zgadza, iż Stary Testament niespecjalnie zajmuje się naszym „życiem wiecznym” i w ogóle trudno czasem roztrzygnąć, które z jego części wciąż obowiązują chrześcijan a które nie, to Nowy Testament jest w opinii niemal wszystkich Kościołów jak najbardziej w 100% obowiązujący i zawiera mnóstwo wskazówek które mogą mieć wpływ na to, czy naszą wiecznością będzie wylegiwanie się na chmurkach, czy udawanie frytki w smażącym się oleju.


STRACH.

Jeśli w teologii nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o strach.

W Starym Testamencie trudno wywołać u słuchaczy strach (wielu powie – aaa, to było w Starym Testamencie, to już nieaktualne), w Nowym – łatwo. Dlatego temat sądu tak naprawdę nie jest ani trudniejszy, ani bardziej skomplikowany w ujęciu nowotestamentowym. Tłumaczenie w przypadku Nowego Testamentu jest po prostu o wiele bardziej zafałszowane przez religię.

I w wielu miejscach Nowego Testamentu, gdy widzimy wyraz „sąd”, być może nie ma tam nic o żadnym sądzie!

Przjrzyjmy się przykładom.

O sądzie najwięcej mówi sam Jezus. Kogo przed nim przestrzega?

Jezus sam określa adresatów swojego przesłania jako „dom Izraela” (Mt 15:24) i w żadnym miejscu nie sugeruje, aby przestrogi przekazywać kolejnym pokoleniom – wręcz przeciwnie, mówi wyraźnie, że Jego proroctwa dotyczące zagłady spełnią się za życia ludzi ich słuchających (Mt 24:34). Moim zdaniem jest to wystarczającym powodem ku temu, by nie musieć się bać żadnego sądu, i jeżeli w którymś miejscu Biblii brzmi on dla nas złowrogo, oznacza to, że go nie rozumiemy.

*******

Spójrzmy na pierwsze wystąpienie tego terminu… 5 rozdział Ewangelii Mateusza.

Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego. (Mt 5:21n)

Zachodzę w głowę, dlaczego tak wiele lat bałem się tego fragmentu i widziałem w nim groźbę, że skończę męcząc się w piekle. Nawet bardzo pobieżne przyjrzenie się poszczególnym słowom pokazuje, iż Jezus nie mówi o czymś, co ma się stać po naszej śmierci. Naprawdę wierzysz w to, że za jednokrotne nazwanie kogoś bezbożnikiem skończysz na wiecznych mękach w piekle? I za gniewanie się staniesz się na sądzie? Zresztą… większość chrześcijan wierzy, że każdy człowiek w jakimś stopniu stanie na sądzie, a ten fragment mówi przecież wyraźnie, że stanąć można na nim za zrobienie czegoś, więc… sąd nie będzie dotyczyć wszystkich?

Jest w tym fragmencie natomiast jeden szczegół, którego wyjaśnienie jest banalne!

„Wysoka Rada” – oryg. Sunedrion, czyl Sanhedryn – to zgromadzenie 71 najznakomitszych przedstawicieli Izraela usytuwane w Jerozolimie.  Moim zdaniem to rozwiewa resztę wątpliwości, iż chodzi o coś, co miało się dziać nie po śmierci, a za życia, i w ogóle dotyczyć mogło tylko Żydów żyjących w tamtych czasach!

Następnie o „sądzeniu” przeczytamy 2 rozdziały dalej:

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni.
Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. (Mt 7:1-2)

Mogę zatem być niewierzący, mogę całe życie czynić zło, ale wystarczy że będę pobłażliwy w stosunku do innych, a moje czyny też będą potraktowane z przymrużeniem oka i będę zbawiony?

Kolejny raz termin „sąd” spotykamy 3 rozdziały dalej:

Zaprawdę powiadam wam: Lżej będzie w dzień sądu ziemi sodomskiej i gomorskiej niż temu miastu (Mt 10:15)

Sodoma i Gomora to miasta kananejskie położone w dolinie Siddim, i Księga Rodzaju opisuje historię ich moralnego zepsucia i ukarania w postaci zupełnego zniszczenia „deszczem siarki i ognia” (Rdz 19:24). Ale Sodoma i Gomora to historia, która miała miejsce na ziemi, za życia ludzi, a nie coś po śmierci. Poza tym niewłaściwe wydaje się tu stosowanie oryginalnego szyku słów, który wskazuje na ponowny „sąd” Sodomy i Gomory. Nawet mało miłosierne ludzkie sądy nie karzą za nic więcej niż raz!

Czas przyszły „będzie” odnosi się oczywiście tylko do „tego miasta” (Jerozolimy), i język grecki jak najbardziej na takie konstrukcje pozwala. Poprawniejszym tłumaczeniem zatem byłoby „Będzie ciężej temu miastu w dzień sądu, niż ziemi sodomskiej i gomorskiej (było w czasie ich sądu – dwa tysiąclecia wcześniej).

* * *

Na przykładzie tych trzech fragmentów widać, iż „sąd” w Nowym Testamencie może czasem oznaczać rzeczywisty sąd na podobieństwo współczesnego – przed ławą sędziów – a może też oznaczać karę wymierzoną narodowi lub miastu. Pamiętamy, iż w Starym Testamencie „sądnajczęściej dotyczył wydarzeń militarnych skierowanych nie indywidualnie przeciwko jednostkom, a narodom, plemionom lub miastom. W części pierwszej artykułu zacytowałem Mt 25:31n.41 gdzie jest to dobrze widoczne.

Biblia sobie, a religia sobie… Przez znakomitą część swojego życia, kiedy w Biblii czytałem o sądzie, wyobrażałem sobie mnie – stojącego, drżącego, przed tronem strasznego Boga i czekającego, czy Bóg skieruje kciuk w górę czy w dół. I ponieważ spodziewałem się najgorszego, żyłem w stanie mniej lub bardziej świadomej traumy.

Jednak to, że miałem taki obraz, nie musi oznaczać, że ma on cokolwiek wspólnego z prawdą. Oznacza tylko tyle, że tak właśnie system religijny chciał, bym myślał.

Z jednej strony złe tłumaczenia, specjalnie kierujące nas ku przerażającej wizji wieczności, z drugiej – religia wbijająca nam w głowę od przedszkola jedynie słuszną interpretację.

Popatrzmy na ten werset:

Oni zdadzą sprawę Temu, który gotów jest sądzić żywych i umarłych. (1 P 4:5)

Czyż nie mówi on, iż jednak odbędzie się wielki, straszny sąd wszystkich ludzi, kiedyś tam, na końcu świata?

Spójrzmy jednak na następny werset:

Dlatego nawet umarłym głoszono Ewangelię, aby wprawdzie podlegli sądowi jak ludzie w ciele, żyli jednak w Duchu – po Bożemu. (1P 4:6)

Chrześcijańskie tłumaczenie – Jezus po śmierci zszedł do Szeolu i wygłosił zmarłym „4 prawa duchowego życia” 🙂  Jak jednak wytłumaczyć końcówkę „aby żyli w Duchu – po Bożemu” ???

Czyżby po śmierci – w niebie czy na nowej ziemi czy gdziekolwiek indziej – jest również możliwość życia „po Bożemu” lub „nie po Bożemu”? Czy i tam są przykazania, których należy przestrzegać?

Jedynym logicznym rozwiązaniem tej zagadki jest stwierdzenie, iż rozróżnienie „żywi/umarli” w Biblii nie dotyczy biologicznego życia. I kiedy tylko przyjmiemy to stwierdzenie jako prawdziwe, wiele fragmentów biblijnych zmieni się z trudnych w proste!

Lecz Jezus mu odpowiedział: Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych! (Mt 8:22)

Znam twoje czyny: masz imię, [które mówi], że żyjesz, a jesteś umarły. (Obj 3:1b)

I wy byliście umarłymi na skutek waszych występków i g

rzechów (Ef 2:1)

Lecz ta, która żyje rozpustnie, [za życia] umarła. (1 Tm 5:6)

Zresztą… czy pamiętamy, co Bóg powiedział pierwszym ludziom?

ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz (Rdz 2:17)

Czy Bóg żartował? Kłamał? A zatem Adam i Ewa umarli – co nie przeszkadzało im jeszcze żyć mnóstwo lat na ziemi.

Oczywiście są miejsca, gdzie bez wątpienia „umarli” znaczą fizycznie zmarłych (w wyżej wspomnianym Mt 8:22 wyraz „umarli” użyty jest zarówno dosłownie jak i w przenośni), jednak w wielu miejscach tylko tłumaczenie przenośne wydaje się być logiczne.

My dzisiaj również używamy terminów takich jak śmierć, umarły, umrzeć w sensie przenośnym (np. umrzeć ze śmiechu, martwe spojrzenie), lecz oczywiście w innych znaczeniach niż w starożytnej grece 2 000 lat temu!

Identycznie jest z wyrazami sąd/sądzić!

Słowo „sąd” jest, jak myślę, bardzo problematyczne dla nas, bo właśnie brzmi „złowrogo”, podczas gdy w Biblii, zarówno Nowego jak i Starego Testamentu, sąd bardzo często oznaczał coś pozytywnego; coś, na co się czekało z niecierpliwością. I dzisiaj, choć na ogół „sąd” używany jest w negatywnym kontekście, czasami oznaczać może również dla nas dobrego – przykładowo gdy sąd przyznaje nam godziwe odszkodowanie za jakąś poniesioną krzywdę lub gdy zgadza się na adopcję upragnionego dziecka. Proporcje używania terminów „sądzić” i „sąd” w Biblii są jednak jeżeli nie odwrotne, to zupełnie inne niż dzisiaj.

Jedną z podstawowych zasad egzegezy biblijej jest to, aby trudne fragmenty wyjaśniać łatwymi, nie odwrotnie. Słowo „sąd” ma wiele znaczeń i czasem trudno zrozumieć, o co w jakimś zdaniu chodzi, ale jeśli bez wątpienia główna misja Jezusa była skierowana była do konkretnego narodu i dotyczyła konkretnego wydarzenia, które miało wydarzyć się około 2 tysięcy lat temu, dlaczego we mnie ma to wywoływać strach?

Na pewno dlatego, że bardzo na rękę jest to systemowi religijnemu! Jeśli wierzymy, iż nasz wieczny los jest zagrożony kosmicznym cierpieniem, będziemy bardziej się starać, bo posłuchać niedzielnego kazania!

Pozostawiając wiele niedomówień, religia zostawia sobie wentyl bezpieczeństwa, by zawsze móc odeprzeć logiczne argumenty. Generalnie chrześcijaństwo przekonuje, iż wszyscy ludzie po śmierci stają przed sądem, który decyduje, czy spędzą wieczność w niebie czy w piekle. Co jednak z niemowlętami? Ludźmi niesprawnymi umysłowo? Tymi, którzy nigdy nie słyszeli „prawdziwej Ewangelii”? To jedne z mnóstwa pytań, nad którymi debatuje się od stuleci i każda denominacja ma na nie swoje kreatywne odpowiedzi.

Jakby równolegle do powyższej doktryny promowana jest jednocześnie inna – zbawienia z wiary – która głosi, iż wierzący w Chrystusa bądź to dostaną pozytywny wyrok na sądzie, bądź też na sądzie w ogóle nie staną.

Cóż takiego jest w wierze, iż zwalnia z sądu? Czy nie wydaje się to lekko niesprawiedliwe, iż ludzie czyniący zło niemal całe życie zostaną ułaskawieni na sądzie dzięki wierze, podczas gdy starający się żyć etycznie – ale niewierzący – będą potępieni? Jakoś się nad tym niemal nikt nie zastanawia.

PODSUMOWANIE

Sąd” to tylko przykład tematu biblijnego czytanego w religijny sposób.

Religia tam, gdzie chce, wyolbrzymia kontekst fragmentów, a tam, gdzie chce, go umniejsza.
Pozwolę sobie zobrazować tę tezę nieco komicznie przejaskrawionym, świetnie jednak – moim zdaniem – opisującym temat, przykładem.

Załóżmy, że mamy pandemię jakiegoś wirusa na świecie.

Piszę dwa listy do znajomych.
W jednym z nich napisałem:
„W okolicy było wesele. Wszyscy uczestnicy zarazili się tym wirusem”.
W drugim z nich zaś:
„Pandemia wirusa opanowała cały świat”.

Za 2 tysiące lat ktoś odgrzebie moje listy, uzna mnie (najzupełniej słusznie) za świetego i założy nowy Kościół. I teraz w zależności od potrzeb, można moje słowa albo generalizować – i z pojedynczej sytuacji robić jakąś ogólną doktrynę obowiązującą póki świat istnieje:

„W okolicy było wesele. Wszyscy uczestnicy zarazili się tym wirusem” = „Wszyscy, którzy się weselą, dostaną od Boga wirusa i umrą”

albo umniejszać ich znaczenie:

„Pandemia wirusa opanowała cały świat” – autor ostatnio wcale nie podróżował, więc zapewne pisząc o „całym świecie” miał na myśli tylko kraj, w którym mieszkał – albo może nawet tylko jego część – na pewno jednak nie „cały świat”!

(podobne argumenty znajdziecie czytając przeróżne interpretacje biblijnego Potopu – czy pokrył on cały świat, czy tylko… cały świat tego, który to spisywał? 😊)

Pierwszy z przykładów pokazuje zasadę, którą religia kieruje się najczęściej:

Jezus pogroził jakiemuś miastu?

Odnieśmy to do całego świata i do nas, dzisiaj!

Jezus pogroził jakiemuś człowiekowi?

To samo.

Jezus zapowiedział zbliżającą się hekatombę Izraela (rok 70)?

Odnieśmy ją do końca świata!

Jezus zapowiedział ogień, którym wojska rzymskie spalą Jerozolimę?

Zinterpretujmy to tak, aby skarbonki niedzielne były pełniejsze! Jezus mówi o ogniu, w którym będziemy się smażyć bez końca, jeśli ominiemy następne kazanie, gdzie nasz duszpasterz może mówić o ten niezbędnej wskazówce, która umożliwi nasze zbawienie!

***

Spójrz w lewy górny róg, jeżeli jeszcze nie miałeś okazji. Zmieniłem dzisiaj motto bloga.

Żyjemy w świecie, w który wierzymy.

Jeżeli od dziecka słyszałeś groźby, które rzekomo Jezus rzuca w twoim kierunku, będziesz wierzyć w Boga strasznego, groźnego i mściwego. Będziesz Go przy tym nazywać miłosiernym, bo tego też cię nauczono, nieważne jak totalnie pozbawione jest to logiki! Mózg oszczędza energię, kiedy tylko się da, nie myśląc od nowa ale powtarzając to, co już wiemy!

Współczesna psychologia uważa, iż nasz światopogląd kończy się kształtować około 6-7 roku życia! Do tego czasu już wiemy, czy ludzie są z reguły dobrzy czy źli; czy ten świat nam sprzyja czy nie, i czy Bóg jest miłością, czy zemstą.

Późniejsza zmiana tego zakodowanego w dzieciństwie myślenia jest już baaaaaaaardzo trudna i na ogół wymaga technik manipulowania podświadomością (poprzez głównie afirmacje, hipnozę i specjalne metody medytacji). Nie piszę tego, by cię zniechęcić, ale – wręcz przeciwnie – wiedz, że to, iż trudno ci do końca uwierzyć w to, że w Bogu nie ma ani odrobiny niechęci do ciebie ani twoich czynów, i że Jego gniew czy kara to ostatnie rzeczy, których się możesz spodziewać po śmierci – nie jest twoją winą, jest winą tych, którzy tobą w dzieciństwie manipulowali! I że zmiany, choć nie odbędą się błyskawicznie, są jak najbardziej możliwe – i jestem na to żyjącym dowodem 🙂

(ostatnia edycja noc z 4 na 5 września, 2020)

Załóż maskę, a lepiej dwie! A już jutro…!?

Notatka na marginesie

Już jutro – nowy artykuł – druga część bloga o sądach!

A dzsiaj… zmieniłem motto bloga… zainspirował mnie ten oto filmik:

https://www.youtube.com/watch?v=IvfrkUEaLxM

Zdarzył się cud! Okazuje się, że można się wypowiedzieć na temat covid-19 bez żałosnego zapewniania, że cokolwiek się wie pewnego, bez wyśmiewania inaczej myślących, bez tworzenia, propagowania ani wyszydzania teorii spiskowych… normalnie, cud!

Do jutra!

 

ps. W najbliższych dniach planuję popracować nad wyglądem strony powitalnej, okazuje się że większość Czytelników nie ma pojęcia, iż po prawej od tego artykułu jest miejsce „Powiadamiaj o nowościach” gdzie można wpisać swój adres email aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach.

JEST! 🙂

Sąd Boży – bać się czy nie? (część I)

Zeszłej zimy byłem bliski zabicia człowieka. I to dwukrotnie. Dwa dni pod rząd!
Nie, nie jestem policjantem ani ochroniarzem fabryki kokainy jednego z ważniejszych mafiozów południowoamerykańskiego kartelu narkotykowego.

Jestem jedynie… kierowcą.

Gdy wyjeżdzałem z pracy, a było to po zapadnięciu zmroku, ktoś postanowił zaparkować w ciemnym miejscu, wyjść z auta i popatrzeć w niebo, nie bacząc na to, że stoi w nieoświetlonym miejscu na środku ulicy i ubrany jest na czarno.

Następnego dnia natomiast ktoś inny (choć w sumie nie mogę mieć pewności że to nie była ta sama osoba, nietrudno uwierzyć że wielu marzy o byciu przejechanym przeze mnie) również po zmroku jechał na rowerze, który nie miał nawet świateł odblaskowych, no i oczywiście… jechał środkiem drogi. Zdołałem przyhamować a widząc moje światła rowerzysta łaskawie zjechał na pobocze…

To jednak nie wszystko…

Chwilę później, spomiędzy domów ten sam rowerzysta nagle znów wjechał mi niemal pod koła, tym razem przeciął drogę niemal pod kątem prostym, i moje hamowanie raczej było zbędne, ale gdybym tak akurat przyśpieszał, do czego miałem prawo, to mogłoby być niewesoło.

Załóżmy teraz, że mieszkam w jednym z jedenastu stanów USA, w którym marihuana jest zupełnie legalna (w tym, w którym mieszkam, jest legalna tylko w celach medycznych), no i poprzedniego dnia zjadłem sobie ciasteczko z niewielką ilością kannabinoidów, i z jakichś powodów mój organizm miał problemy z prędkim pozbyciem się ich z organizmu. Przejeżdzam człowieka, badają moją krew, i – jak to się w hameryce mówi „DI JU AJ” – DUI, Driving Under Influence – jazda pod wpływem – za co generalnie można dostać do 15 lat więzienia (zakładając że to moje pierwsze przestępstwo tego typu, bo jeśli nie, to mogę dostać dożywocie).

Teraz wszystko zależy od tego, ile mam pieniędzy w banku, bo zależność czasowa między ilością spożytej substancji a jej poziomem we krwi są w wypadku marihuany o wiele bardziej skomplikowane niż w przypadku alkoholu, i adwokat na którego wyda się 100 tysięcy dolarów może wywalczyć uniewinnienie a darmowy adwokat z urzędu najwyżej wywalczy zmniejszenie wyroku z 15 do 5 lat.

O ile ma tego dnia dobry humor i nie boli go tego dnia ząb.

Także mamy ciekawą sytuację – choć na szczęście hipotetyczną, niemniej bardzo realną wystarczy w nieodpowiednim momencie poczuć jakiś skurcz mięśnia czy inną bolesną dolegliwość, instynktownie sięgnąć tam ręką i (jakby to mogło w czymkolwiek pomóc) spojrzeć w kierunku bolącego miejsca. Nie zauwżysz, że przed maską samochodu ktoś stoi albo jedzie na rowerze.

Oto, magicznie, podczas jednej chwili zmieniam się ze zwyczajnego, „porządnego”, niekaranego człowieka w przestępcę, zabójcę, i zamieniam swe wygodne życie na wiezienną celę.

I chociaż do tej pory raczej rzadko (mam nadzieję) wywoływałem u ludzi bardzo negatwne uczucia, będą teraz o mnie myśleć jak o narkomanie który bezmyślnie lekkomyślnie zabił człowieka i zostawił członków jego rodziny i przyjaciół w nigdy do końca nieutulonym żalu, być może osierocił kilkoro dzieci…

A jak ja z tym będę żyć? Czy nie będę mieć codziennie w nocy koszmarów i budzić się rano marząc, by koszmarem zaledwie byłaby ta cała sytuacja?

Dobra, dość już tych negatywów na mój temat, porozmawiajmy o tobie!


Jeśli jesteś kierowcą, czy prowadząc samochód, zerknąłeś kiedyś na swój telefon w momencie, w którym nie tylko wiedziałeś, że jest to sprzeczne z prawem, ale czułeś też, że nie było to w 100% bezpieczne, ale wiadomości na które czekałeś były zbyt ciekawe, by czekać?

Ta jedna sekunda mogła również uczynić cię zabójcą.

W listopadzie ubiegłego roku w USA stanie w New Jersey niejaka Alexandra Mansonet zerknęła na swój telefon prowadząc samochód i spowodowała wypadek, w którym zginęła jedna osoba. Będzie sądzona tak, jakby była „DUI” – pod wpływem alkoholu albo innych środków odurzających – i jej sprawa jest traktowana jako zabójstwo drugiego stopnia; grozi jej 10 lat więzienia.

To mogłem być ja, to mogłeś być ty. To mogła być zupełnie twoja wina (jak w wypadku używania telefonu), choć oczywiście bez premedytacji; równie dobrze to mógł być wręcz „przypadek”, gdyby mnie wczoraj czy przedwczoraj niefortunnie zakłuło w boku nie w tej sekundzie, co trzeba.

Większość pozna tylko niektóre fakty. Skazany na 10 lat więzienia za zabójstwo drugiego stopnia. Odurzony narkotykami. WINNY.

Opinia publiczna rzadko kiedy ma wątpliwości. Przeczytam kilka słów w gazecie i już wiem wszystko co potrzebuję…

Skąd taka postawa?

Istnieje powiedzenie „niedaleko pada jabłko od jabłoni”. W dużym stopniu jesteśmy tacy, jak nasi rodzice, i na ogół tylko bardzo mocna praca nad sobą jest w stanie to zmienić- a i tak nigdy w 100% – ale jesteśmy też tacy… jak bóg, w którego wierzymy.

Właśnie – „bóg”, nie Bóg, bo choć głęboko jestem przekonany iż Bóg istnieje, jestem również pewny że nasze poznanie Go jest w równym stopniu doskonałe, jak poznanie słonia w wykonaniu mrówki, która po nim chodzi.

Czasem mrówka jednak może założyć okulary wirtualnej rzeczywistości i zobaczyć jak ten słoń naprawdę wygląda. O tym jednak będzie… na deser.

Jeżeli osądzamy innych bez zastanowienia bardzo możliwe jest że taki właśnie jest nasz bóg.

Boga poznać nie możemy, wykonał On jednak pewien krok, który daje nam szanse cokolwiek o Nim wiedzieć.

Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go (J 1:18)

A co mówi ów jednorodzony Bóg?

Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. (Łk 6:37)

Wiem, wiem, ten artykuł wydaje się zmierzać w kierunku kiepskiego, moralizatorskiego kazania. Ale to tylko pozory. Nie chcę poruszać kwestii, ile w tobie jest osądzania innych, ile we mnie; wszyscy to robią – jedni rzadziej, drudzy non stop. O wiele ciekawsze jest zastanowienie się, dlaczego to robimy. I dlatego zapraszam do zastanowienia się nad dwiema kwestiami – czym jest sąd według Biblii i czym jest sąd według religii.

Omówię je jednak w odwrotnej kolejności, gdyż pociąga mnie prostota, a nie ma nic prostszego niż kwestia „czym jest sąd według religii”.

Paradoksalnie – choć chrześcijaństwo szczyci się posiadaniem – i to wyłącznym – „dobrej nowiny”, sąd w jego ujęciu to niewątpliwie coś złego; o coś, czego trzeba się bać. Teoretycznie sąd nie dotyczy chrześcijan… ale jednak dotyczy. Religia nigdy nie opisuje jednak tego tematu w prosty, nie pozostawiający wątpliwości sposób. A bierze to się z… kiepskich tłumaczeń.

Jeśli bowiem zajrzymy do najczęściej używanego tłumaczenia protestanckiego, Biblii Warszawskiej, wyczytamy w nim zarówno pocieszająće słowa:

Kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem (J 5:24b)

jak i … mniej pocieszające:

My wszyscy musimy stanąć przed sądem Chrystusowym (2 Kor 5:10 a)

Czy jednak pierwszy z powyższych cytatów jest pocieszający? Bo przecież zaczyna się od „kto słucha słowa mego” – czy słucha w senie „słyszy”? czy „jest posłuszny”? I co to znaczy być posłuszny Jezusowi? Przestrzegać Jego przykazań? Oddać wszystko co się ma ubogim?

I co to znaczy „wierzyć temu, który Go posłał”? Wierzyć przez 100% życia? Nie mieć wątpliwości?

I takimi pytaniami mógłbym parę stron wypełnić.

DLACZEGO?

Czy nie wydaje się dziwne, że w tak ważnym temacie jak życie wieczne, Biblia nie rozstrzyga wielu wątpliwości? A może rozstrzyga, ale my tego nie widzimy?
Jak to nie widzimy! Obruszysz się. Przecież znasz Biblię świetnie, no nie?

W 2005 MIT, jeden z najbardziej cenionych naukowych centrów badawczych na świecie, opublikował wyniki badań, które pozwalają nam dodać coś do wiedzy, którą posiadamy o działaniu umysłu. Eksperyment przeprowadzono na szczurach, ale późniejsze badania wykazują iż w pewnych aspektach zachowania nie ma większej różnicy między nami a szczurami.

Zaimplementowano w mózgach szczurów elektrody które badały aktywność mózgu i umieszczono te szczury w prostym labiryncie. W jednym z jego zakamarków czekał kawałek czekolady. Początkowo szczury, czując zapach czekolady, z ogromną energią rzuciły się na badanie nowego miejsca – obwąchując i oglądając ściany, chodząc we wszelkich możliwych kierunkach, i czyniły tak aż znalazły czekoladę.
Eksperyment ten powtarzano, i to nie kilka, a kilkaset razy. I co się okazało? Na samym początku mózgi szczurów pracowały normalnie. Na końcu – nie pracowały niemal wcale. Aktywność wykazywała jedynie malutka część mózgu zwana jądrami podstawnymi, cała reszta mózgu była jakby uśpiona.

Poznanie tych faktów wnosi wiele do naszej wiedzy o kształtowaniu nawyków ale również pozwala nam uświadomić sobie, że choć na zewnątrz może wydawać się, iż intensywnie myślimy, gdyż wykonujemy skomplikowane zadania, w praktyce nasz mózg może być uśpiony.

Jeśli od dziecka powtarzanoby mi, że moim stwórcą i bogiem jest Wielki Minion, i że jeśli go nie będę czcić, po śmierci kopnie on moją duszę w kierunku Słońca tak mocno, iż doleci tam ona i ulegnie spaleniu, i jeżeli w dodatku te same wierzenia miałaby moja rodzina i więszość znajomych, zapewne nigdy by mi nie przyszło ich kwestionować. Mógłbym zapewne wyrecytować swoje wyznanie wiary i nawet rozmawiać o niej… bez angażowania móżgu!

Reasumując – to, że w coś wierzę i że jestem do tego przekonany, nie oznacza w ogóle, że jest to mój pogląd. Może to być pogląd innych, który bezkrytycznie przyjąłem.
I jeżeli od dziecka słyszałem, iż po śmierci staniemy wszyscy przed sądem, który zdecyduje o losach naszej wieczności, kwestionowanie tego może wydać mi się tak absurdalne, że… nigdy tego nie uczynię.

Zwłaszcza, jeśli religia, w której jestem, uczy mnie, że każda wątpliwość przyczynia się do obniżenia prawdpodobieństwa szczęśliwego życia wiecznego.

SĄD WEDŁUG BIBLII

„Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny” Mt (25:41b)

Te słowa Jezusa z Ewangelii Mateusza kiedyś wywoływały we mnie strach… strach który czuje niemal każdy wierzący chrześcijanin, który widzi lub słyszy słowo „sądzić”. Sąd kojarzy się z jednym – kiedy umrę, stanę przed wielkim, strasznym Tronem Bożym, i Bóg pokaże palcem w prawo albo w lewo…

A gdy przyjdzie Syn Człowieczy w chwale swojej i wszyscy aniołowie z nim, wtedy zasiądzie na tronie swej chwały. I będą zgromadzone przed nim wszystkie narody, i odłączy jedne od drugich, jak pasterz odłącza owce od kozłów. I ustawi owce po swojej prawicy, a kozły po lewicy(…) Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom. (Mt 25:31n.41)

Ha ha! Dzisiaj autentycznie się śmieję, kiedy widzę ten fragment, a śmieję się głównie dlatego, iż przez wiele lat zupełnie nie zauważałem w nim jednego wyrazu…

NARODY

To nie jest sąd jednostek! To sąd narodów. Syn Człowieczy odłączy jedne od drugich – a nie „jednych od drugich”, nie „Pawła Kowalskiego” od „Jana Mazura”. O czymkolwiek ten tekst mówi, jest tu obraz sądu zbiorowego, gdzie nikt się nie przejmuje tym, czy kradłeś lub mordowałeś – jeśli należysz do tego narodu, co trzeba, będziesz nazwany owcą i ustawiony po prawicy!

A ja właśnie przez lata wyraz „narody” ignorowałem, bo mój mózg był przekonany, iż fragment ten znam świetnie.

Zresztą mój mózg był wtedy zbyt zajęty radzeniem sobie z poczuciem strachu, który się pojawiał kiedy ten fragment widziałem.

Ale chwila. Skąd tyle strachu? Toż Biblia do znudzenia powtarza „nie lękajcie się”, a niemal wszystkie Kościoły chrześcijańskie głoszą, iż zbawieni jesteśmy z wiary, wię skoro wierzymy, przed żadnym sądem nie powinniśmy stanąć. Tak by może było logicznie, ale religia ma w głębokim poważaniu logikę i jakoś godzi zbawienie z wiary z sądem nad chrześcijanami…

Poza tym, cóż oznacza „zbawienie z wiary”?

Niemalże ilu teologów, tyle interpretacji! Czy wystarczy wierzyć w istnienie Jezusa Chrystusa? Czy wierzyć, że umarł za mnie? A co, jeśli moja wiara jest czasem przerywana okresami niewiary? Albo, jeśli mam wątpliwości? Może się tylko łudzę, że wierzę? Przecież Jezus powiedział tak:

Wielu powie mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! (Mt 7:22n)

Nigdy do końca tego nie rozumiałem… to jak to jest, zbawieni jesteśmy z wiary, ale wciąż nie możemy się dopuszczać nieprawości, bo wtedy wiara przestanie działać? Kto jak kto ale ludzie wyrzucający złe duchy mocą imienia Jezusa wydają się wierzący jak mało kto…

O co tu chodzi?

Przez wiele, bardzo wiele lat myślałem o tym, ale próby rozwiązania tego problemu były z góry skazane na porażkę. Poznałem różne wersje intepretacji tych fragmentów i zastanawiałem się, która jest poprawna, podczas gdy dzisiaj jestem pewien, że poprawna nie była żadna z nich.

Gdziekolwiek w Biblii widzimy temat sądu, zawsze, ale to zawsze, mowa jest o wydarzeniach odbywających się tu, na ziemi, za życia ludzkiego, i niemal zawsze jest to jakieś wydarzenie „militarne”. Bitwa, wojna, oblężenie, zdobycie jakiegoś miasta itp.

Kilka przykładów.

Pierwsze wystąpienie w Biblii słowa „sąd” znalazłem w Księdze Wyjścia: 6:6:

A tak rzecz do synów Izraelskich: Jam Pan, a wywiodę was z ciężarów Egipskich, i wyrwę was z niewoli ich, i wybawię was w ramieniu wyciągnionem, i w sądziech wielkich. (Wj 6:6 BG).

Bardzo często we współczesnych tłumaczeniach jaskrawo widoczne są manipulacje tłumaczy. Oryginalne hebrajskie lub greckie terminy tłumaczone są jako „sąd” wszędzie tam, gdzie w jakiś pokrętny sposób można to odnieść do losów człowieka po śmierci; ale tam, gdzie bez wątpienia chodzi o losy człowieka na ziemi, nie po śmierci, tłumaczenie już będzie odmienne. I tak w tym miejscu słowo „szefet” Biblia Gdańska tłumaczy jako „sąd” (wszystkie słowniki, które widziałem, również tak je tłumaczą), podczas gdy Biblia Tysiąclecia mówi o „karach” a Warszawska o „wyrokach”. Pozostanę zatem przy Biblii Gdańskiej, choć dla niektórych jej język może wydawać się niezjadliwy 🙂

O czym mówi ten fragment Księgi Wyjścia? Jak nastąpiło uwolnienie z jarzma egipskiego? Zawierało w sobie sporo elementów militarnych, zginęło od miecza sporo ludzi, a wojsko, które ścigało Izraelitów, zginęło w otchłaniach Morza Czerwonego.
Szefet”, występuje też 2 Księdze Kronik 24:24:

Bo w małym poczcie ludu przyciągnęło było wojsko Syryjskie; a wżdy Pan podał w ręce ich bardzo wielkie wojsko, przeto, iż opuścili Pana, Boga ojców swoich. A tak nad Joazem wykonali sądy. (2 Krn 24:24, BG)

Popatrzmy też do 1 Kronik 16:14:

On jest Pan, Bóg nasz; po wszystkiej ziemi sądy jego. (1 Krn 16:14, BG)

Ha! Tu mamy wręcz łopatologicznie wyłożone, że sądy odbywać się miały nie w niebie lub piekle, ale po prostu na ziemi, wśród żyjących ludzi!

Zajrzyjmy jeszcze do Księgi Izajasza:

Albowiem opojony jest na niebie miecz mój; oto zstąpi na Edomczyków, i na sąd ludu przeklętego odemnie. (Iz 34:5, BG)

Mowa jest tu również, oczywiście, o ziemskich wojnach i bitwach, nie o tym, co się będzie z Edomczykami działo po ich śmierci. Zresztą nikt w Starym Testamencienie przejmuje się tym, co się stanie z nim po śmierci. Niewiarygodne ale prawdziwe jest też to, że w Nowym Testamencie też nikt.

Zanim zajrzymy jednak do Nowego Testamentu, spójrzmy na sytuację polityczno-militarną czasów, w którym działy się wydarzenia tam opisywane. Izrael był pod panowaniem rzymskim od 63 roku przed naszą erą, i choć byli potężni liczbą, Rzymianie przewyższali ich kolosalnie pod względem wyszkolenia i wyposażenia. Żydzi wielokrotnie usiłowali się zbuntować i wyrwać z jarzma niewoli (największe powstania były w latach 66, 115, 132, 136 i 351) lecz za każdym razem ich wysiłki były natychmiast krwawo tłamszone.
Jezus przyszedł ostrzec przed strasznym wydarzeniem, które miało nastąpić w roku 70. Wojska Rzymian otoczyły wtedy Jerozolimę i wkrótce ją zdobyły, mordując w okrutny sposób ogromną ilość jej mieszkańców (różne źródła podają od 200 tysięcy do nawet ponad miliona).

Wydarzenie to było jedną z największych w historii ludzkości hekatomb i zdecydowanie najczarniejszym dniem w historii Izraela. Nic dziwnego, że i ono nazwane było – głównie w Ewangeliach – nadchodzącym sądem… a jeśli jeszcze dodamy, iż Jerozolima i jej świątynia były palone i wielu ludzi umarło w płomieniach, nietrudno domyśleć się, że zapowiedzi sądu jerozolimskiego można interpretować jako ogień, w którym po wieczność smażyć się będą wszyscy ludzie, którzy ośmielą się przeciwstawić religii.

A teraz…

Jeżeli jesteś chrześcijaninem należącym do jednego z popularnych katolickich lub protestanckich wyznań, nie będzie ci łatwo w to uwierzyć. Religii bardzo zależy na tym, abyś widział sąd jako coś, co czeka cię po śmierci. Jakkolwiek jestem przekonany, iż istnieją szczerzy księża i pastorzy, którzy traktują swoją pracę jako misję pomocy ludziom, religia generalnie jest stworzona po to, by ludzie wierzyli, że jest im niezbędna i że bez niej niemal na pewno skończą w piekle, i że to, co słyszą w niedzielę, ma jakąś szansę zapobieżenia temu.
Poza tym istnieje w nas mnóstwo mechanizmów psychologicznych, które starają się nas zniechęcić do zmian, zwłaszcza takich, które oznaczać mogą kłopoty lub niewygodę. I mechanizmy te są na tyle skuteczne, że na ogół działają w 100% skutecznie, a nasza świadomość ich działania wynosi… 0%.
Opiszę, jak to działa – przeskocz ten fragment (zaznaczyłem go na fioletowo) jeśli cię to nie interesuje.

Załóżmy, że pewien pastor wykonuje swoją misję od 40 lat, i dzisiaj, w wieku 60 lat ma swój mały kościółek i grupę 100 wiernych. Każdy z nich średnio przekazuje w ofierze 100 zł miesięcznie, co daje 10 tysięcy złotych wpływających na konto. Opłaty za prąd, wodę, podatki od nieruchomości i inne koszta zamykają się w 6-7 tysiącach, co pozostawia mu wystarczającą ilość pieniędzy na życie i może nawet trochę odkładać na „spokojną starość”.
Wyobraź sobie jednak, że pewnego dnia ów duszpasterz doznaje olśnienia, iż Biblia wcale nie naucza o piekle, i że tak naprawdę Chrystus zbawił wszystkich ludzi. Uświadamia jednak też sobie, że wielu, a może i większość członków jego wspólnoty do kościoła chodzi raczej niechętnie, i istnieje spore zagrożenie, że postąpią według dewizy „hulaj duszo, piekła nie ma”, i po prostu wystąpią ze wspólnoty.
Zdarzają się wyjątki, jednak większość 60-letnich duszpasterzy nie ma raczej biznesu na boku i kilku innych wyuczonych chodliwych zawodów. Bohatera naszej opowieści czeka zapewne popadanie w długi, przejęcie budynku kościelnego przez banki lub wierzycieli i bardzo biedna starość.
Jest jednak coś, co dla wielu jest o wiele gorsze od biedy. Być może nasz pastor ufa Bogu, że materialnie go zawsze będzie wspomagać, ale co powie wielu wiernych, ba – członków rodziny – jeśli zacznie głosić coś, co uważane jest za herezje? Wciąż nierzadkie są sytuacje, gdzie dzieci wyrzekają się rodziców lub rodzice dzieci;gdzie dochodzi do rozwodów, tylko dlatego, że ktoś zdecydował się zmienić religijne poglądy. Co, jeśli wszyscy znajomi tego człowieka to ludzie konserwatywni albo i fanatyczni? Czekać go będzie pogarda, ostracyzm, nierzadko i przemoc.

Jakbyś się zachował na miejscu tego człowieka?

Odpowiedź na to pytanie, uważam, może być przedmiotem długich i fascynujących rozważań lub dyskusji! Sam uważam, iż w momencie, gdyby pastor miał doznać tego olśnienia czytając Biblię, jego podświadomość by błyskawicznie przeanalizowała sytuację, i ze strachu przed niepewną przyszłością wysłałaby taki przekaz do jego świadomości:

NIEPRAWDA
To nieprawda, co wyczytałem w Biblii.
Błędnie to wszystko odczytałem.
Całe chrześcijaństwo przecież nie może się mylić.

Rzeczywiście jednak nasza podświadomośc zna prawdziwe powody:
Nie chcę być przez ludzi wyszydzany, pogardzany, nie chcę też żyć w biedzie do końca życia.

To tylko jeden z możliwych mechanizmów, które mogą powodować, że przy czytaniu Biblii czasem nasze logiczne myślenie jest zupełnie wyłączane. Kiedy je zacząłem poznawać, zrozumiałem też, dlaczego przez tak wiele powtarzałem tak wiele wierutnych bzdur, uczylem ich i broniłem ich… Po prostu = wierzyli w nie niemal wszyscy, których znałem, i w obawie przez pozostaniem samotnym na placu boju moja podświadomość blokowała świadomość przed dostępem do logicznych wniosków.

Kiedy zacząłem analizę tekstów Nowego Testamentu, od samego początku widziałem, że coś jest nie tak. Tak na ogół łatwo dostrzegalna doskonała harmonia między Starym i Nowym Testamentem w temacie sądu wydaje się nie mieć miejsca. Ale po kolei.
W Nowym Testamencie słowem tłumaczonym jako sąd/sądzić jest „kriseis” – z którego pochodzi nas swojski „kryzys”, czasownikiem „sądzić” jest zaś „krino” „Kriseis” występuje w różnych odmianach w NT 48 razu, „krino” – 115. Analiza ich występowania i kontekstu może zniechęcić – choć przeważająca większość fragmentów jest prosta do przetłumaczenia i zrozumienia, sporo z nich brzmi bardzo dziwnie i niektóre wydają się nawet sobie wzajemnie przeczyć. Wkrótce jednak postaram się wykazać, że temat sądu jest bliźniaczo do siebie podobny zarówno w ST jak i NT, i problem leży nie tyle w zrozumieniu Biblii, co w jej kiepskich tłumaczeniach. Jako że temat jednak jest bardzo zawiły… do zobaczenia w drugiej części!

(Ostatnia edycja – 21 sierpnia 2020)

O czym jest Biblia?

Pozwól, że zapytam cię o twoją ulubioną książkę. Jaki jest jej tytuł?

***

A o czym ona jest?

***

Prawdopodobnie przeleciałeś te pytania w 2 sekundy i moje trzy gwiazdki nie zmusiły cię do odpowiedzi. Zachęcam jednak do odpowiedzenia na nie, i nie powinno zająć ci to dłużej niż kilkanaście sekund. Góra minutę 🙂

W przypadku większości książek nie jest problemem udzielnie krótkiej odpowiedzi na pytanie, o czym one są – czyli da się ich tematykę podsumować w jednym lub w kilku zdaniach tak, aby ktoś, kto nigdy o tej książce nie słyszał, cokolwiek o niej charakterystycznego wiedział.

Przykładowo, moja ulubiona książka z gatunku science fiction, „Powrót z gwiazd” Stanisława Lema, opowiada historię człowieka, który powrócił na Ziemię po podróży trwającej 10 lat czasu pokładowego – ale z powodu dylatacji czasu – 150 lat czasu ziemskiego – i opisuje zaskakująco odmienione po tych 150 lat realia życia na naszej planecie.

O czym zatem jest Biblia?

Odpowiedzi istnieje mnóstwo i jeśli popytasz ludzi możesz ze zdziwieniem zauważyć, że niemal każdy ma inną! Raz jeszcze – naprawdę uważam, że ciekawym eksperymentem dla ciebie samego może być zadanie sobie samemu tego pytania… jaki masz ogólny obraz Biblii? Jak można by ją podsumować?

***** (może 5 gwiazdek będzie większą zachętą)

Podam ci kilka odpowiedzi, które ja przez lata innym serwowałem:

  • Biblia to list miłosny Boga do ludzi
  • Biblia opowiada historię zbawienia ludzkości przez Boga
  • Biblia do zbiór ksiąg, pisanych na przestrzeni dwóch tysięcy lat, opisujących postęp objawienia Boga ludziom.

A mój ulubiona kiedyś „definicja” Biblii to „instrukcje, jak dostać się do nieba”.

Ciekawe to jednak, albowiem nigdy w Biblii nie znalazłem ani jednego miejsca, w którym byłoby napisane, że ludzie po śmierci idą do Nieba…

Gdyby jednak zapytać chrześcijan, skąd wiadomo, jak nie trafić po śmierci do piekła, wielu, a może i większość, wskazałaby Biblię jako najpewniejsze źródło informacji.

Zastanówmy się, czy jednak rzeczywiście – i w jakim stopniu – Biblia zajmuje się ludzkim losem po śmierci?

Nawet główny nurt chrześcijaństwa,przyznaje, iż temat „życia po życiu” w Starym Testamencie jest praktycznie nieobecny. Objętościowo Stary Testament to niemal wyłącznie historie/opowiadania, trochę proroctw i poezji i poza kilkoma zdaniami (i ich setkami różnych interpretacji) nie zajmuje się w ogóle teologią.

Owszem, sporo w niej o przykazaniach – ich opis z Prawa Mojżeszowego znajdziemy w Księgach Mojżeszowych (II, III i IV) ale po pierwsze – prawo to dane było tylko Izraelowi, po drugie – tylko na określony czas (Gal 3:19), po trzecie – jego przestrzeganie nagradzane było nie po śmierci, a za życia:

Przeto starajcie się wypełniać [wszystko], co wam nakazał Pan, Bóg wasz: Nie odstępujcie od tego ani na prawo, ani na lewo. Idźcie dokładnie drogą wyznaczoną wam przez Pana, Boga waszego, byście mogli żyć, by dobrze wam się wiodło i byście długo przebywali w ziemi, którą macie posiąść. (Pwt 5:32n)

Jako że ponad 60% Starego Testamentu stanowią opowiadania, można by tę część Biblii podsumować jako „opis losów Izraela ze szczególnym uwzględnieniem kilkunastu najciekawszych jego przestawicieli”.

A co z Nowym Testamentem?

Nowy Testament zaczyna się również od opowiadań. Ewangelie to księgi napisane w celu zaznajomienia z osobą i misją Jezusa Chrystusa ludzi, którym nie było Go dane poznać osobiście. Między Ewangeliami i opowiadaniami ze Starego Testamentu istnieje oczywiście spora różnica – Jezus z autorytetem interpretuje Stary Testament, formułuje ponadczasowe prawdy, i – można by rzec – kreuje nową teologię – niemniej wciąż jest to wszystko spisane w formie opowiadania.

Kluczowe pytanie – dla kogo ta teologia jest przeznaczona i czego dotyczy?

Choć dla wielu chrześcijan wydawać się to może bluźnierstwem (dla mnie troszkę lat temu zdecydowanie by to tak brzmiało), Jezus nie przyszedł do wszystkich ludzi. Można oczywiście widzieć Jego misję w ujęciu ponadczasowym, duchowym – niemniej materialnie rzecz ujmując, na pewno nie przyszedł do wszystkich ludzi. Nie przyszedł do tych, którzy umarli przed Jego przyjściem, do tych, którzy za daleko mieszkali by o Nim na czas usłyszeć – ale okazuje się, że nie przyszedł nawet bezpośrednio do tych, którzy widywali Go na ulicach. I sam o tym mówi:

Lecz On odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela (Mt 15:24)

W porządku, no więc Jezus przyszedł głosić Ewangelię Żydom. Co jednak jest jej treścią? „Uwierzcie we mnie, bo inaczej po śmierci pójdziecie do piekła?” Ani jednego słowa wspominającego o tym w Ewangeliach jednak nie znalazłem. Jeśli wydaje ci się, że Jezus gdziekolwiek przestrzega przed piekłem, przeczytaj artykuły „Piekło – czy to jest logiczne” i „Piekło – czy to jest biblijne„.

Od samego początku Jezus zaczyna głosić coś, co można nazwać Ewangelią Królestwa:

Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. (Mt 4:17)

Czymże jednak jest owe Królestwo Niebieskie? Na pewno niczym, co się dzieje z człowiekiem po śmierci – w Biblii czasem używane jest dosłownie, czasem przenośnie, ale za każdym razem dotyczy ono ludzi żyjących na ziemi. W przypadku zaś „cielesnego” rozumienia królestwa temat dotyczy wyłącznie Żydów, gdyż tylko im to królestwo było obiecane. Temat ten omawiam w artykule Królestwo Boże – jak je odziedziczyć.

Owszem, Jezus mówi też o swojej śmierci – ale zauważmy, (mało kto to zauważa), że robi to dopiero pod koniec swojej misji. Tak, jakby nie było to początkowo w planie (choć oczywiście w pewnym sensie wszystko zaplanowane było przed wiekami) – i kto wie, jak potoczyłaby się historia ludzkości, gdyby Izrael nawrócił się i przyjął ofertę Królestwa.

Generalnie jednak wciąż Ewangelie kontynuują pod względem gatunku przeważające w Starym Testamencie opowiadania. Dołączymy tu też oczywiście Księgę Dziejów Apostolskich, które są drugą częścią Ewangelii Łukasza.

Pokaźną objętościowo część Nowego Testamentu stanowią Listy apostolskie i stanowią one unikalny w Biblii gatunek literacki. Ponieważ każdy z Listów jest na nieco odmienny temat, nie sposób jednym słowem podsumować ich tematyki, ogólnie zaś wszystkie dotyczą moralności albo doktryny.

No i zostaje nam jeszcze na deser…

Księga Objawienia.

Scared face

Apokalipsa.

O czym ona jest?

Jeszcze bardzo niedawno wierzyłem, iż jest to opis końca świata i tego, co w jego trakcie i po jego zakonczeniu będzie się dziać z ludźmi.

Księga ta zaczyna się od następujących słów:

Objawienie Jezusa Chrystusa, które dał Mu Bóg, aby ukazać swym sługom, co musi stać się niebawem (Obj 1:1)

Jak przygniatająca większość chrześcijan, bez mrugnięcia okiem przez wiele lat ignorowałem wyraz „niebawem”. W pewnym jednak momencie… przestałem… i  uwierzyłem, iż owe „niebawem” rzeczywiście oznacza „niebawem” i Apokalipsa jest księgą zapowiadającą losy Narodu Wybranego – którym już staje się przede wszystkim Kościół Chrystusowy, nie tylko Izrael – ale nie po tysiącach lat, a za życia jego pierwotnych odbiorców!

Temat Księgi Objawienia omawiam szczegółowo tutaj.

Podsumujmy zatem.

Stary Testament – to przede wszystkim historie i opowiadania, opisujące losy narodu Izraela.

Nowy Testament – oprócz Listów Apostolskich, które zawierają nauki, to przede wszystkim historie i opowiadania, opisujące losy narodu Izraela (przez kilka lat po zakończeniu misji Chrystusa apostołowie wciąż kierowali Dobrą Nowinę wyłącznie do Izraelitów, dopiero apostoł Paweł rozpoczął jej głoszenie wszystkim ludziom).

Jakbyśmy na to nie patrzyli, Biblia jest księgą o Izraelczykach, przez nich spisanych i do nich kierowanych.

Czy to obniża jej wartość w naszych oczach? Ależ czemuż miało tak być? Czy to, że kakao odkryto w Meksyku sprawia, iż nie powinienem jeść czekolady, bo nie jestem Meksykaninem?

I nie powinienem pić kawy, bo nie jestem Arabem?

Bbilia to najpoczytniejsza księga świata; pisarz James Chapman natrudził się niedawno i obliczył, że przez ostatnie 50 lat sprzedano ją w prawie 4 miliardach egzemplarzy. A w dodatku większość, a może pokuszę się o stwierdzenie „niemal wszystkie” pozostałe książki świata dziś pisane mają do Biblii jakieś odniesienie, jakiś cytowany mniej lub bardziej świadomie fragment.

Niesamowicie mnie, przyznam, bawi, gdy podczas rozmowy z ateistami słyszę, jak używają oni arugmentów lub odniesień biblijnych… Tak, jak Osoba i nauka Chrystusa wpłynęła na cały świat w stopniu nieporównywalnym do kogokolwiek innego i nawet zatwardziali ateiści odpowiadając na pytanie, który mamy rok, muszą pamiętać, od czyich to narodzin ten rok jest liczony; tak i Biblia, której Chrystus jest najważniejszą – choć nie jedyną – częścią – to książka o wadze i wpływie nieporównywalnych do czegokolwiek innego.

Wiedząc to wszystko można wciąż traktować Biblię jako Słowo Boże, jako genialną i nadnaturalną Księgę napisaną pod natchnieniem, i można z niej czerpać kosmicznie ogromną ponadczasową mądrość. Uświadomienie sobie jednak, że my, ludzie żyjący w XXI wieku, nie jesteśmy jednak ani pierwotnymi adresatami Biblii, ani jej przedmiotem opisu, zdejmuje z nas wielki cieżar.

Owszem, w Biblii opisane jest PRAWO, ale to nie jest nasze PRAWO i nie będziemy z jego łamania rozliczani.

Owszem Biblia zapowiadała proroctwa, nierzadko katastroficzne, ale nie opisują one naszego życia i i nie musimy się ich bać.

Świadomość, czym dokładnie Biblia jest, nakłada na ich czytelników jednak innego rodzaju ciężar… Ciężar interpretacji. Już samo tłumaczenie tekstów, które mają tysiące lat, to zajęcie niezwykle trudne. A skuteczne pokonanie przepaści kulturowej i poznawczej i zaprezentowanie Biblii w sposób prosty dla przeciętnego czytelnika… to moim zdaniem zadanie, które jeszcze przez nikogo nie zostało nawet w 90% zrealizowane.

Niezależnie od trudności, tak się jednak składa, że wciąż pojedyncze fragmenty lub choćby wersety biblijne mają moc zmieniać ludzkie życia na całym świecie i wierzę, że tak będzie zawsze.

Wierzę również, że Biblia kiedyś wróci do dzieł czytanych chętnie przez ludzi wszystkich światopoglądów, a stanie się to wtedy, gdy upadnie religia – zorganizowana, chciwa i bezlitosna maszyna która włada ludzkością starając się wykazać iż w Biblii jest mnóstwo czegoś, czego tak naprawdę nie ma wcale – gróźb!

(Ostatnia edycja – 27 listopada 2020)

Jedyny powód, dla którego wierzysz w piekło.

Dzisiaj nieco wyjątkowy artykuł! Nie dość że niedługi, to jeszcze zupełnie nie ma w nim teologii! Teologicznie temat omówiłem lata temu tutaj. Po kilku latach nagle przyszła mi ochota na postawienie kropki nad „i”.

Wyjątkowo – bez wstepów i do rzeczy!

Jeżeli wierzysz w istnienie piekła… dlaczego w nie wierzysz? Skąd wiesz, że naprawdę istnieje?

  • Czy wiesz to z Biblii?
  • Czy ktoś ci powiedział?
  • Może sam Bóg ci to objawił?
  • Wyczytałeś gdzieś?
  • To twój własny wniosek?

Może… wszystkiego po trochu?

Zapewne na niejedno z powyższych pytań wielu ludzi wierzących w istnienie piekła odpowie twierdząco, ale co jeśli prawda jest o wiele prostsza?

Wierzysz w piekło dlatego, że urodziłeś się w Polsce.

I nie, to nie dowcip. Najwyżej – pewne uproszczenie.

Wierzysz w piekło, bo urodziłeś się w rodzinie rzymskokatolickiej na przełomie XX i XXI wieku, w kraju jeszcze wtedy w ponad 90% katolickim, i bardzo możliwe, że nawet nie znałeś ludzi wierzących inaczej, a jeżeli znałeś, to wszyscy traktowali ich z pogardą, To wszystko spowodowało, że zmiana tego poglądu wiązać by się mogła z takimi problemami, różnego rodzaju ostracyzmem lub prześladowaniami, że twoja świadomość w ogóle nie brała pod uwagi jego kwestionowania.

Zanim jeszcze poznałeś tajniki posługiwania się ludzką mową zapewne uczestniczyłeś w coniedzielnej albo częstszej Mszy Świętej. Wkrótce, kiedy jeszcze miałeś kilka lat i krytyczne myślenie było ci obce, zaczęto cię uczyć, że piekło istnieje, i nigdy nawet nie starano się zaznajomić cię z alternatywnymi wierzeniami, a jeśli już, to wyśmiewając je i potępiając.

Kiedy przybyło ci trochę lat i włączyłeś krytykę do swojego repertuaru postaw, czasem i może przychodziły ci do głowy pytania lub wątpliwości, ale kiedy się nimi dzieliłeś, albo cię wyśmiewano, albo nikt nic sensownego nikt nie umiał ci odpowiedzieć.

Bardzo możliwe jednak że te wątpliwości się nigdy nie pojawiały i nie ma w tym nic dziwnego.

Czy kwestionowałeś kiedyś konieczność oddychania?

Ja przyznam, że nigdy.

Nasz mózg umarłby z wycieńczenia gdyby próbował kwestionować wszystko dokoła.

Wszyscy, których znam, oddychają? Nie muszę nad tym myśleć, oddycham i tyle.

Wszyscy, których znam, wierzą w piekło? Nie muszę nad tym myśleć, wierzę i tyle.

Zmieńmy teraz dowolny niemal szczegół z twojego życiorysu:

Przenieśmy go o kilka tysięcy kilometrów w dowolnym kierunku geograficznym.

Przesuńmy go ponad 1000 lat do tyłu albo o kilkadziesiąt lat do przodu.

Zmieńmy wyznawaną religię twojej rodziny.

Oceniłbym na oko, że szanse, iż wierzysz w piekło, spadają z 95% do 1%.

Być może nawet nie słyszałbyś nigdy żadnych szczegółów o doktrynie piekła; może tylko tyle, że gdzieś tam są ludzie którzy wierzą, że po śmierci Bóg będzie ich karał.
I jeżeli o piekle usłyszałbyś pierwszy raz, kiedy już byłeś dorosły, i gdyby ktoś ci opowiedział, jak to będący nieskończoną miłością Bóg, uczący wszystkich ludzi wybaczać wszystko bez granic, nadstawiać drugi policzek i odpłacać dobrem za zło; jak to ten miłosierny Bóg stworzył jezioro ognia, w którym większość Jego umiłowanych dzieci będzie smażyć się bez końca, wysyłając przy tym resztę ludzi do raju, gdzie będą oni ucztować bez ustanku, być może łaskawie odbierając im pamięć o ich rodzinie i przyjaciołach cierpiących nieopisane męki…

Jakby ci to wszystko ktoś powiedział…

Powiedziałbyś, że to

najgłupsza opowieść, jaką kiedykolwiek słyszałeś!

Niespójna, pozbawiona sensu i że nie ma mowy, by ktoś normalny na świecie w to uwierzył.

No, ale ktoś wierzy. Według statystyk, ponad 2 miliardy ludzi są chrześcijanami.

Oczywiście – dzisiaj istnieje mnóstwo liberalnych odłamów chrześcijaństwa, odrzucających zupełnie ideę piekła, i nawet wśród ludzi wciąż będących członkami największych Kościołów uczących piekła, jak rzymsko-katolicki, anglikański, luterański czy baptystyczny – i wśród nich jest coraz więcej ludzi piekło kwestionujących – przy czym często utrzymują to w tajemnicy bo wciąż zdarza się, że „nieprawowierność” można przypłacić prześladowaniem.

Pamiętam gdy jako nastolatek zacząłem odważniej kwestionować różne dogmaty, na ogół słyszałem od znajomych czy rodziny, że zapewne szatan mnie opętał, jednak trudno nazwać to prześladowaniem.

Prześladowania bałem się z innej strony – ze strony Boga – pomimo tego, że już w wieku 20-kilku lat miałem za sobą kilka zmian Kościołów, doktryna o piekle była tak cudownie wprana i wprasowana w mój mózg, że pomimo ogromu pytań i wątpliwości lat mi zajęło kolejne 20, aż ostatecznie zrozumiałem, że…

Hola hola.. .bo z tego zaraz następny akapit powstanie, i następny.. tak naprawdę już skończyłem swoją puentę. I nie rozpisuję się dalej!

Wszystko, co istotnego miałem do powiedzenia, zawiera się w tym jednym zdaniu:

Wierzyłem w piekło tylko dlatego, że urodziłem się w Polsce.

 

Ostatnia edycja – 8 marca 2022